Poniższe teksty stanowią wyraz osobistych opinii i poglądów autora i nie powinny być traktowane jako rekomendacje kupna bądź sprzedaży walut.
MOCNA POLSKA WALUT

Dnia 05.08.2917 r.

W ostatnim czasie na krajowym rynku walutowym, polska waluta osłabiła się, a korekta wynikała tylko z przyczyń politycznych, pomimo bardzo dobrych wyników gospodarczych, a szczególnie z polskiego rynku pracy. Parlament przegłosował trzy ustawy o sądach, z których aż dwie pan prezydent zawetował. Po prezydenckim wecie sytuacja się uspokoiła i polska waluta zakończyła korektę, czyli zakończył się czas osłabienia złotego.

W minionym tygodniu na parze EUR/PLN barierą nie do pokonania, okazał się poziom 4,2650. W miarę czasu wahania zawężały się i utworzyły formację techniczną – trójkąta równoramiennego. Owa formacja oznacza, że zawężająca się amplituda wahań kursu nie będzie trwała długo i rynek wybije się z którąś ze stron, w górę, albo w dół. Dopiero pod koniec czwartkowej sesji okazało się, że wybycie nastąpiło dołem. Zatem z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że polska waluta powróci do mocniejszych notowań.

BARDZO DOBRE WYNIKI AMERYKAŃSKICH PAYROLLS

W każdy pierwszy piątek miesiąca, rynek wypatruje publikacji FOMC dotyczącego amerykańskiego rynku pracy, co ma kolosalny wpływ nie tylko na notowania dolara, ale w ogóle na postrzeganie przez inwestorów amerykańskiej gospodarki. I stało się, czwartego sierpnia tego roku, czyli w ostatni piątek, zostały opublikowane dane, które okazały się bardzo dobre, czym uczestnicy rynku zostali zaskoczeni. Liczba miejsc pracy w sektorze pozarolniczym w Stanach Zjednoczonych w lipcu wyniosła 209 tyś. wobec oczekiwanych 180 tyś. Stopa bezrobocia spadła do poziomu 4,3% i jest ona najniższa od 16 lat. Nawet tempo wzrostu wynagrodzeń okazało się na przyzwoitym poziomie 0,3% miesiąc do miesiąca, a w stosunku rocznym, płace średnio wzrosły o 2,5%. Jedynym problemem jest niska inflacja, co powoduje, że amerykańskie władze monetarne dotychczas wstrzymywały się od kolejnych podwyżek stóp procentowych. Jednakże, można założyć, że po tak dobrych wynikach, FOMC zdecyduje się na kolejną podwyżkę stóp procentowych i nie będzie to ostatnia w tym roku. Reakcja rynku była natychmiastowa. Dolar w stosunku do euro umocnił się aż o dwie figury, z poziomu 1,1950, do poziomu 1,1740, czym wypełniła się potrzeba korekty, którą sygnalizowałem w ubiegłym tygodniu z powodów technicznych. Bowiem rynek wszedł w strefę wyprzedania dolara, co sygnalizował wyrównany wskaźnik RSI.

Korekta jaka nastąpiła na większości par walutowych związanych z dolarem, w tym także na parze USD/PLN była z technicznego punktu widzenia uzdrawiająca. Jednakże uważam, że jest to tylko korekta, bo jak para EUR/USD, tak para USD/PLN znajdują w silnym trendzie na osłabienie dolara. Wyniki przeminą i inwestorzy wykorzystają korektę do tańszego zakupu euro i równolegle na polskim rynku walutowym złotego. Bowiem jest to tajemnica poliszynela, że administracja Trampa robi wszystko, aby osłabiać dolara i w ten sposób wzmocnić amerykański eksport, co widać po coraz lepszych wynikach gospodarczych.

EUR/USD – Rynek znajduje się w silnym trendzie wzrostowym, czyli na umocnienie euro. Górna linia trendu obecnie biegnie na poziomie 1,1920, a dolna 1,1500. Obecna korekta do poziomu 1,1740 w niczym nie zachwiała wzrostowego trendu, wręcz przeciwnie, daje impuls do kolejnych, teraz tańszych zakupów euro. Wydaje się, że jest to tylko kwestią czasu, aby kurs powrócił powyżej notowań 1,1900.

EUR/PLN – Jak wyżej wspominałem, na omawianej parze utworzyła się techniczna formacja trójkąta równoramiennego. Taka formacja zapowiada, że zawężająca się amplituda wahania kursu nie będzie trwała długo i kurs wybije się w którąś ze stroń, w górę, albo w dół. Tak też się stało w czwartek ubiegłego tygodnia, kurs wybił się dołem i najprawdopodobniej będzie zmierzał w kierunku 4,2000.

USD/PLN – Rynek znajduje się w silnym trendzie spadającym, czyli na umocnienie złotego. Piątkowa korekta, z poziomu 3,5700 do poziomu 3,6100, spowodowana bardzo dobrymi payrollsami, w niczym nie zachwiała aktualnego trendu. Wydaje się, że jest to tylko dobry moment na sprzedaż dolara, bo w perspektywie, kurs powinien podążać w kierunku dolnej linii trendu spadającego, czyli do poziomu 3,5350.
Mariusz Kierasiński
Krajowy rynek walutowy nadal zdominowany polityką

Dnia 29.07.2017 r.

W ubiegłym tygodniu polska waluta osłabła, a było to spowodowane wydarzeniami politycznymi, pracami w parlamencie nad reformą sądownictwa, by definitywnie zakończyć w Polsce układ postkomunistyczny powstały jeszcze przy okrągłym stole. Towarzyszył temu sprzeciw totalnej opozycji oraz naciski ulicy i szczególnie zagranicy. W sukurs politycznym ambicjom Angeli Merkel, aby Polska nadal była kontrolowana przynajmniej przez sądy uległe Unii Europejskiej, przyszła wielka finansjera osłabiając polską walutę. Po zaskakującym wecie pana prezydenta Andrzeja Dudy, aż dwóch z trzech ustaw, sytuacja nieco się uspokoiła, a złoty częściowo odrobił poniesione straty. Jednakże nie na tyle, aby polska waluta w stosunku do euro wróciła do notowań w bocznym przedziela wahań 4,2500 – 4,2000. Wytworzyło się silne techniczne wsparcie na poziomie 4,2450, a zarazem opór na poziomie 4,2650. Z technicznego punktu widzenia, wydaje się, że budowana jest baza do kolejnego wybicia w kierunku 4,3000. Jednakże jak sądzę, taki scenariusz jest obarczony wysokim ryzykiem ze względu na bardzo dobre fundamenty gospodarcze. Jak przyznał członek zarządu NBP, Paweł Szałamacha, że gospodarka ma szanse rosnąć w średnim tempie 3,5-4,0% PKB ze względu na coraz lepsze fundamenty. Niezależnie od chwilowego ataku spekulacyjnego, wykorzystującego pretekst polityczny, nasza waluta długoterminowo powinna być mocna i na koniec roku niezmiennie uważam, że jej kurs w stosunku do euro będzie wynosił ok. 4,1000.

Inaczej rzecz się ma w stosunku do dolara. Dolar osłabia się na międzynarodowym rynku walutowym, zgodnie z konserwatywną polityką monetarną jaką prowadzą Stany Zjednoczonych pod wpływem nowego prezydenta Donalda Trumpa. Dla Ameryki ważny jest silny eksport, oczywiście kosztem słabego kursu dolara. Dlatego też, pomimo spekulacyjnych ataków na polską walutę z powodów politycznych, złoty umacnia się w stosunku do dolara zgodnie z trendem spadkowym.

Pan prezydent Andrzej Duda, wetując ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sadowniczej, jednocześnie zapowiedział, że jego gabinet przygotuje nowe ustawy reformujące sądy w terminie dwóch miesięcy. Problem w tym, czy prezydenckie ustawy o sądach będą odpowiadały wymogom rzeczywistej reformy dekomunizującej wymiar sprawiedliwości. Można mieć nadzieję, że tak się stanie, bo prezydent podpisał najważniejszą ustawę o ustroju sądów powszechnych, która podporządkowuje rządowi, czyli ministrowi sprawiedliwości obsadzenie prezesów i wiceprezesów sadów w całym kraju. Przynajmniej w tym wymiarze podpisana ustawa upodobnia nas do krajów zachodnich w których to rząd kontrolowany przez naród, sprawuje kontrolę nad sądownictwem.

EUR/USD – Dynamika trendu wzrostowego, czyli na umocnienie euro, jest na tyle silna, że obecnie istnieje ryzyko poważnej korekty. Bowiem kurs znajduje się powyżej linii oporu trendu, a wyrównany wskaźnik RSI znajduje się w strefie wyprzedania, w tym wypadku euro. Zatem powrót poniżej kursu 1,1680 wydaje się tylko kwestią czasu. Po ewentualnej korekcie, droga w kierunku 1,2000, będzie otwarta.

EUR/PLN – Po wecie prezydenta, kurs złapał zadyszkę i znalazł się w bardzo wąskim przedziale wahań (4,2650 – 4,2450). Niewątpliwie, jak sądzę, niedługo kurs opuści owy wąski przedział wahań. Technika wskazuje, że wybije się górę, a fundamenty dołem. Stawiam na fundamenty.

USD/PLN – Na tej parze od początku roku mamy nieprzerwany trend spadający z małymi korektami, czyli na umocnienie złotego. Obecnie kurs dotarł do wsparcia zlokalizowanego na poziomie 3,6170. Im bardziej kurs będzie się pogłębiał, to tym bardziej będzie rosnąc ryzyko korekty. Wskazuje na to wyrównany wskaźnik RSI, który na wykresie Tygodniowym znajduje się w strefie wyprzedania polskiej waluty. Można też dostrzec budowanie technicznej formacji podwójnego dna, co jeżeli się wypełni, jest zapowiedzią nawet zmiany trendu. Jednakże biorąc pod uwagę fundamenty, w grę może wchodzić solidna korekta, w okolice 3,7100, po czym będziemy mieli powrót do spadającego trendu.
Mariusz Kierasiński.
Polski rynek walutowy został zaatakowany

Dnia 22.07.2017 r.

Wczoraj, tj. 21 lipca krajowy rynek walutowy został zaatakowany. Wydaje się, że pretekstem do ostrej przeceny kursu złotego, było li tylko powody polityczne. Właśnie wczoraj senat, a wcześniej sejm, przyjął ustawę o Sądzie Najwyższy proponowaną przez partię rządzącą, która przybliża nas do rozwiązań tego typu w krajach zachodnich. Kurs złotego w ciągu jednego dnia został przeceniony aż o ponad pięć i pół grosza w stosunku do euro, z rannej pozycji 4,2100 do wieczornego poziomu 4,2670. Ciekawe jest to, że jeszcze o 15.00 kurs wahał się w okolicach 4,2300, a dopiero pod koniec sesji, a właściwie już po jej zakończeniu, kiedy ustaje aktywność inwestorów, kurs został wywindowany do poziomu 4,2670. Świadczy to o tym, że komuś bardziej zależało na wywindowaniu kursu, niż na rzeczywistej kumulacji waluty, głównie euro, kosztem złotego. Wygląda na to, że różne grupy kapitałowe o lewicowym światopoglądzie, typu funduszy Georga Sorosa, chciały ukarać Polskę, za ustawę, która reformuje polskie sądownictwo. Bowiem nie wygląda to na atak międzynarodowego kapitału spekulacyjnego, bo wówczas cały nasz region byłby zaatakowany. Na koronie czeskiej i na forincie węgierskim rynek walutowy był spokojny i nie doszło do gwałtownych reakcji.

Z technicznego punktu widzenia, wygląda to na rozpoczęcie trendu wzrostowego, czyli na osłabienie polskiej waluty. Do tej pory rynek EUR/PLN był w trendzie bocznym w przedziale wahań 4,2500 – 4,2000 i można wywnioskować, że celowo kurs został wywindowany zdecydowanie powyżej górnego poziomy trendu bocznego tak, aby wygenerować nowy, rosnący trend. Moim zdaniem, raczej będziemy mieli do czynienia, z fałszywym wybiciem górą, po czym kurs szybko wróci w przedział trendu bocznego. Bowiem piątkowe wybicie na polskim rynku walutowym nie zostało potwierdzone w naszym regionie i dokonało się już pod koniec, a właściwie po zakończeniu sesji. Ponadto nie ma gospodarczych przesłanek do tego, aby nasza waluta dynamicznie traciła na wartości, przeciwnie, gospodarka rozwija się coraz szybciej, a budżet państwa notuje zdecydowanie mniejszy deficyt niż za czasów poprzedniego rządu.

EUR/USD – Para znajduje się w wyraźnym trendzie rosnącym, czyli na umocnienie euro. Kurs dotarł już do górnej linii trendu, czyli do poziomu 1,1662 i wydaje się, że powinna nastąpić techniczna korekta. Dzieje się tak, jak wcześniej pisałem, że nowa administracja amerykańska powróciła do tradycyjnej polityki monetarnej, która dba o własny eksport kosztem kursu dolara.

EUR/PLN – Na tej parze, kurs dynamicznie wybił się ponad górną linię dotychczasowego trendu bocznego i wygenerował początek nowego, rosnącego trendu. Tak jak wyżej opisywałem, wydaje się, że raczej będzie to fałszywe wybicie górą, po czym kurs powróci do dotychczasowego trendu bocznego w przedziale wahań 4,2500 – 4,2000.

USD/PLN – Pomimo tego, że wczoraj, kurs wzrósł aż o pięć groszy, z poziomu 3,6070, do poziomu 3,6570, to nadal jesteśmy w trendzie spadającym, czyli na umocnienie złotego. Bowiem górna linia trendu biegnie na poziomie 3,6700 i dopiero zdecydowane przełamanie tego poziomu wygeneruje zmianę trendu. Sądzę, że już w poniedziałek nowego tygodnia rynek zweryfikuje owo wybicie i spodziewam się powrotu do umocnienia polskiej waluty.
Mariusz Kierasiński.
POLSKA WALUTA SILNIEJSZA

Dnia 15.07.2017 r.

W ubiegłym tygodniu polska waluta umocniła się w stosunku do głównych walut świata i tym samym zakończyła się korekta, spowodowana ruchami międzynarodowego kapitału spekulacyjnego, osłabiającego naszą walutę. Poziom na parze EUR/PLN 4,2500 okazał się silną barierą nie do pokonania. Od tego poziomu notujemy, z małymi korektami tendencję na umocnienia polskiej waluty. Para USD/PLN notuje najniższe poziomy w tym roku (3,6650), przełamała silne wsparcie zlokalizowane na poziomie 3,6900.

Ameryka wraca do tradycyjnej gospodarki monetarnej

Po dojściu do władzy republikanina Donalda Trampa, amerykańskie władze monetarne wróciły na tor tradycyjnej gospodarki wspierania amerykańskiego eksportu kosztem amerykańskiej waluty. Zatem słaby kurs dolara wspiera amerykański eksport.

W ubiegłam tygodniu przed amerykańskim kongresem prezes FED pani Janet Yellen, według komentatorów, miała zdecydowanie gołębie wystąpienie. Z jej wypowiedzi można wywnioskować, że FED nie będzie już tak skłonny do polityki podwyższania stóp procentowych, co jeszcze na początku roku było oczywistością oraz że założony przez prezydenta Trampa poziom wzrostu 3% PKB raczej będzie trudny do osiągnięcia.

Do tej całej polityki doszły niepokojące dane odnośnie amerykańskiej inflacji. Pomimo dobrych wyników z amerykańskiego rynku pracy, nie widać presji inflacyjnej. Indeks CPI mierzący inflacje cen konsumenckich spadł do najniższego poziomu od stycznia 2015 r. i wyniósł zaledwie 1,6%, przy poprzednim odczycie na poziomie 1,9%. Także raport na temat sprzedaży detalicznej odnotował spadek o 0,2%, co źle wróży dla wzrostu PKB.

Reasumując, w tym roku rynek spodziewał się aż trzech podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Jednak na skutek zmiany polityki monetarnej oraz słabszego tempa wzrostu inflacji, zapewne FED zrealizuje zaledwie dwie podwyżki z trzech zaplanowanych w tym roku. Pierwsza już za nami, a drugą można się spodziewać dopiero w grudniu. Zatem dolar będzie relatywnie słaby i o to chodzi amerykańskiej administracji, aby w ten sposób wspierać rodzimy eksport.

EUR/USD – Para znajduje się w trendzie rosnącym, czyli na umocnienie euro i w chwili obecnej jest testowany po raz kolejny silny opór na poziomie 1,1450. Wydaje się, że tym razem rynek upora się z tym oporem i zblży się do kolejnego zlokalizowanego na poziomie 1,1500. Jednakże patrząc na techniczne uwarunkowania, wyrównany wskaźnik RSI znajduje się już w strefie wyprzedania dolara. To oczywiście nie znaczy, że dolar się nie osłabi, tylko istnieje ryzyko poważnej korekty, choćby ze względów technicznych.

EUR/PLN – Po zakończeniu kanału wzrostowego, para porusza się w przedziale bocznym 4,2500 – 4,2000. Obecnie poziom 4,2000 jest testowany i stanowi pewien opór, od którego kurs może się odbić z drobną korektą do poziomu 4,2100 – 4,2150. Będzie to dobra okazja do zajęcia długich pozycji na sprzedaż euro. Polska waluta ma duży potencjał do umocnienia i powrotu do najniższych kursów w tym roku w okolice 4,1600.

USD/PLN – Na tej parze mamy wyraźny trend spadający, czyli na umocnienie polskiej waluty. Dolar spadł do najniższego poziomu w tym roku (3,6650), który był ostatnio testowany w maju 2015 r.. Linia trendu biegnie na poziomie 3,5770 i prędzej czy później będzie testowana. Wyrównany wskaźnik RSI wskazuje, że dolar jest w strefie wyprzedania i z tego też powodu może nastąpić techniczna korekta.
Mariusz Kierasiński.
Polska coraz silniejsza politycznie i gospodarczo

Dnia 08.07.2017 r.

Wizyta prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trampa w Polsce przed szczytem G20 pokazuje, jaką wagę przykłada administracja amerykańska do stosunków politycznych i gospodarczych z Polską, jako kraju dynamicznie rozwijającego się i na tle zachodniej Europy bezpiecznego. Donald Tramp dał temu wyraz w szeroko komentowanym wystąpieniu na placu Krasińskich w Warszawie. Pod pomnikiem Powstania Warszawskiego świat z ust amerykańskiego przywódcy usłyszał o polskim bohaterstwie i niezłomnym duchu, którego brak krajom zachodniej Europy. Silna Polska to błogosławieństwo dla Europy… podkreślił amerykański prezydent, dając tym do zrozumienia, że Polska centralnie położona w Europie stanowi stabilizator całego kontynentu. Zatem słabość państwa polskiego zazwyczaj kończy się katastrofą dla całej Europy, a nawet i dla świata. Jeżeli Zachód chce przetrwać, to powinien brać przykład z Polski w zachowywaniu fundamentalnych wartości na których została zbudowana Europa – podkreślił Donald Tramp. To co wyróżnia nas Polaków od Zachodu, to zachowanie chrześcijańskich wartości, od których kraje Europy zachodniej odeszły i dlatego ich byt nagle stanął pod wielkim znakiem zapytania ze względu na islamskie zagrożenie. Dlatego, mówił prezydent Stanów Zjednoczonych, granice USA zawsze będą zamknięte dla terroryzmu i ekstremizmu. Polski rząd, rząd Prawa i Sprawiedliwości doskonale to rozumie i tak jak granice USA, tak granice Polski będą zawsze zamknięte dla terroryzmu i ekstremizmu pomimo krytyki państw zachodniej Europy.

Polska waluta ze względów gospodarczych oraz technicznych niejako skazana jest do końca tego roku na umocnienie. Gospodarczych, bo wzrasta nasze PKB, zamożność Polaków, maleje bezrobocie, wzrastają płace, dokonuje się repolonizacja sektora bankowego oraz odbudowuje się przemysł ciężki, szczególnie stoczniowy. Technicznych, bo z analizy technicznej wynika, że po obecnej korekcie w postaci kanału wzrostowego spowodowanej spekulacją, złoty powinien wrócić do trendu spadającego, czyli na umocnienie polskiej waluty. Nawet agencje ratingowe, tak bardzo nam niesprzyjające ze względów politycznych (przedstawiciele: Fitch, Moody’s, Standard & Poors to zazwyczaj ludzie lewicy o liberalnych poglądach), w tym roku musiały wydały pozytywne recenzje dotyczące polskiego długu. Pod koniec ubiegłego tygodnia, agencja ratingowa Fitch potwierdziła rating Polski na poziomie „A minus” z perspektywą stabilną. Jednak co najważniejsze, Fitch obniżył szacunek deficytu sektora finansów publicznych na 2017 r. do 2,6% PKB z 3,0% PKB, a w latach 2018-19 szacuje na poziomie 2,5% PKB. Zatem jesteśmy bezpieczną gospodarką o malejącym zadłużeniu, pomimo obciążających państwowy budżet programów społecznych typu: 500 +, czy Mieszkanie +. Świadczy to o dobrym zarządzaniu przez polski rząd w dziedzinie finansów publicznych. Paradoksalnie takie kraje jak; Niemcy, czy Francja deficyt sektora finansów publicznych mają, w przypadku Niemiec, na poziome 3,0% PKB, czyli na granicy dopuszczającego limitu wyznaczonego przez UE, a w przypadku Francji, na poziomie 4,1% PKB, czyli owy dopuszczalny limit został znacznie przekroczony.

EUR/USD – Niniejsza para znalazła się w chwilowej konsolidacji w przedziale 1,1340 – 1,1450. W tym roku do władzy doszedł republikanin Donald Tramp, czyli USA wraca do starej polityki osłabiania własnej waluty i w ten sposób wzmacniania amerykańskiego eksportu. Dlatego od początku roku mamy do czynienia z trendem rosnącym, czyli na osłabienie amerykańskiej waluty. Jednakże dobre wyniki amerykańskiej gospodarki, a szczególnie na rynku pracy mogą i powinny spowodować, że dolar się umocni, tym bardziej, bo mamy perspektywę kolejnej podwyżki stóp procentowych w USA. Zatem po obecnej konsolidacji, możliwe jest opuszczenie jej dołem, czyli dolar się umocni. Wówczas opór zlokalizowany na poziomie 1,1280 będzie osiągalny, ale silny do pokonania.

EUR/PLN – Na tej parze został wygenerowany kanał wzrostowy na skutek spekulacyjnej korekty w trendzie spadającym. Można zaobserwować silny opór na poziomie 4,2500 i wydaje się, że nie zostanie on pokonany. Kurs niniejszej pary waha się w przedziale 4,2500 – 4,2200 i najprawdopodobniej opuści go dołem.

USD/PLN – Od początku roku, mamy tu do czynienia z trendem spadającym, czyli na umocnienie polskiej waluty. Jednakże kurs dotarł do najniższego poziomu odnotowanego w tym roku (3,6900)i jeżeli nie zostanie on pokonany, to nastąpi korekta do poziomu 3,7700, tam gdzie biegnie linia trendu spadającego.
Mariusz Kierasiński.
Kapitał spekulacyjny powrócił do Polski

Dnia 24.06.2017 r.

Na krajowym rynku walutowym w ostatnim czasie można zaobserwować dwie tendencje. Pierwsza na umocnienie złotego, która trwała do święta Bożego Ciała, tj. włącznie do 15 czerwca i druga na osłabienie naszej waluty, po 15 czerwca. Jak w pierwszym wypadku mięliśmy do czynienia z prawidłowym działaniem krajowego rynku walutowego, ze względu na zdecydowaną poprawę koniunktury w polskiej gospodarce, przejawiającej się dobrymi wynikami: zdecydowanym spadkiem bezrobocia, wzrostem PKB, wzrostem płac, tak w drugim wypadku z czystą spekulacją. Bowiem po 15 czerwca nic takiego złego się nie wydarzyło, co by miało zachwiać kursem polskiej waluty, wręcz przeciwnie. Jednak złoty dynamicznie się osłabił i do tego został wybrany wolny w Polsce dzień od pracy, aby w święto Bożego Ciała zaatakować polską walutę i wykreować, jak nie trend to przynajmniej kanał wzrostowy. Kurs złotego w stosunku do euro powędrował z poziomu 4,1700, aż do poziomu 4,2600, w wypadku dolara z poziomu 3,7400 do poziomu 3,8200.

Zmiana nastawienia u inwestorów, z pozycji kupowania polskiej waluty, na pozycję sprzedawania zbiegła się z wydarzeniami politycznymi. W tym czasie Komisja Europejska wszczęła procedurę prawną w spawie uchodźców przeciwko Polsce, Czechom i Węgrom. Czy było to tylko zbieg okoliczności? W przypadku międzynarodowego kapitału spekulacyjnego takie przypadki się nie zdarzają, tym bardziej, że owy kapitał preferuje liberalne, a nawet lewicowe rozwiązania. Zatem można domniemywać, że pomimo bardzo dobrych wyników gospodarczych, Polska niejako została ukarana za niepoprawność polityczną.

W dłuższej perspektywie polska waluta jest niejako skazana na umocnienie z powodu bardzo dobrych wyników gospodarczych, jednakże obecnie został, przez kapitał spekulacyjny wykreowany kanał wzrostowy, czyli na osłabienie złotego i z technicznego punktu widzenia trzeba się liczyć z możliwością dalszego umocnienia obcych walut względem złotego.

EUR/USD – Obecnie niniejsza para walutowa znajduje się w trendzie bocznym, w przedziale wahań 1,1114 – 1,1263. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że w najbliższym tygodniu sytuacja nie ulegnie zmianie.

EUR/PLN – Jak wyżej wspomniałem, po 15 czerwca został wykreowany kanał wzrostowy. Teraz wsparcie zlokalizowane jest na poziomie 4,2160, a opór dopiero przy poziome 4,2700. Zatem w nadchodzącym tygodniu można się spodziewać osłabienia złotego w kierunku 4,2700. Jeżeli zaś wsparcie na poziomie 4,2160 zostanie zdecydowanie pokonane, to będziemy mieli do czynienia z bardzo krótką interwencją kapitału spekulacyjnego, tylko po to, aby po nieco wyższych kursach zakupią polską walutę i w terminie późniejszym, dajmy na to jesienią wyjść po zdecydowanym niższym kursie.

USD/PLN – Na tej parze także został wykreowany kanał wzrostowy i obecnie wsparcie znajduje się na poziomie 3,7330, a opór na poziomie 3,8300. Zatem po obecnej korekcie, można się spodziewać osłabienia złotego do poziomu 3,8300.
Mariusz Kierasiński

WIG PIS najlepszą inwestycją

Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie, Money.pl, opracował WIG PIS, czyli 20 spółek skarbu państwa notowanych na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Pod uwagę został wzięty okres od wyborów w 2015 r., czyli dzień po, tj. od 26 października 2015 r., do 1 czerwca 2017 r.. WIG PIS okazał się najlepszą inwestycją w tym czasie, jednocześnie przy zwiększonej wartości giełdowej państwowych firm o 36 mld, czyli z 232 mld PLN do 268 mld PLN.

Jeszcze na początku 2016 r. było widać strach wśród inwestorów, powodowany hurtową zmianą prezesów wielkich koncernów państwowych i obawą, że może się to źle skończyć. Bowiem prezesi i zarządy spółek kontrolowanych przez państwo z nadania PIS wydawali się być nie dostatecznie przygotowani do ich sprawnego zarządzania. Odbiło się to w spadkach wyceny ratingu Polski przez międzynarodowe agencje ratingowe. Tymczasem okazało się, że nowe zarządy wielkich spółek skarbu państwa bardzo szybko generują wysokie zyski, a niektóre pobiły swoje historyczne rekordy. Do najlepszych z najwyższymi dochodami zaliczyć trzeba: Tauron, PKN, Orlen, PGNiG i JSW. Nawet KGHM, który zmaga się z kosztami inwestycji w Chile i Kanadzie, kończył pierwszy kwartał 2017 r. na sporym plusie. Rekordzistą okazała się Jastrzębska Spółka Węglowa (JSW), która w omawianym okresie zyskała aż 394% na GPW. Niestety jej udział w WIG PIS jest symboliczny, bo wynosi zaledwie 0.6%.

Porównując WIG PIS z najpopularniejszym WIG 20, czyli 20 największych spółek notowanych na GPW w omawianym okresie, WIG PIS zdecydowanie wygrywa. Od 26 października 2015 r. do 1 czerwca 2017 r., WIG PIS zyskał aż 17,8%, przy rentowności WIG 20 zaledwie 7,9% w tym samym okresie.

Co takiego wydarzyło się, że spółki skarbu państwa zarządzane przez nowe zarządy obsadzone przez PIS wygenerowały tak wysokie zyski, a w konsekwencji przełożyło się to na wysokie notowania na GPW? Jak zwykle powodów jest wiele. Firmy paliwowe, takie jak; Orlen i Lotos odżyły po tym, jak rząd uderzył w importerów paliw, którzy oszukiwali na podatku VAT. Korzystne okazały się warunki rynkowe, jak w przypadku JSW, dla której światowy popyt na stal poprawił notowania węgla koksowego. O ponad 20% rosły w ostatnim roku notowania miedzi w Londynie, co przełożyło się na dobry wynik KGHM. Największy producent energii PGE skończył modernizację Elektrowni Bełchatów, to też zwiększyły się przychody, a zmniejszyły koszty. Te wszystkie czynniki choć miały wpływ na poprawę koniunktury i prosperity, to jednak decydujący wpływ na tak znaczącą poprawę dochodów mieli przede wszystkim menadżerowie powołani przez rząd PIS. Wbrew obawom owi menadżerowie w dość krótkim czasie bardzo dobrze poradzili sobie ze specyfiką wielkich spółek skarbu państwa. Być może dlatego, że poza fachową znajomością tematu, okazali się w przeciwieństwie do menadżerów PO, ludźmi uczciwymi o podejściu wręcz patriotycznym do narodowej gospodarki.

Wkrótce w skład indeksu WIG PIS zaliczyć trzeba będzie drugi największy bank w Polsce, czyli PEKAO S.A., który został przejęty przez PZU i PGE od francuskiego EfD. Obecnie wartość rynkowa spółek z udziałem państwa na warszawskiej giełdzie wynosi 42%. Razem z PEKAO S.A. będzie to już 48%. Zatem prawie połowa wartości całej warszawskiej giełdy będzie zależeć od skutecznego zarządzania właśnie owych menadżerów powołanych przez państwo. Dopóki państwem będzie rządził PIS, a zarazem spółkami skarbu państwa, można być spokojnym o prosperity i rzetelne oraz uczciwe nimi zarządzanie.

W bieżącym roku inwestorzy obudzili się, nie zważając na krytykę z strony obecnej opozycji i ruszyli, nadrabiając niejako stracony czas, do gremialnych zakupów bezpiecznych aktywów na GPW. Dalego polska waluta od początku roku sukcesywnie się umacnia, a polska gospodarka pod tak dobrym zarządem skazana jest na sukces. Owy sukces co jest najważniejsze ma wreszcie wymiar społeczny, czyli przekłada się na realny wzrost zamożności polskich rodzin, a także dla inwestorów, którzy bacznie śledzą wzrastające polskie PKB. Choć rządowe i agencji ratingowych prognozy polskiego PKB na 2017 r. wyniosła 3,8%, to nie zdziwię się, jak będzie to wynik powyżej 4,0%.
Mariusz Kierasiński.
Czy Francja może zaskoczyć?

Dnia 06.05.2017 r.

W minionym tygodniu pojawiły się świetne dane z amerykańskiego rynku pracy. Bezrobocie spadło do najniższego poziomu od 10 lat, czyli do 4,4% z 4,5% z poprzedniego miesiąca. Przybyło także więcej nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym niż się spodziewano, bo 211 tyś. oraz lekko wzrosło przeciętne wynagrodzenie o 0,3% wobec wzrostu z poprzedniego miesiącu 0,2%. Zazwyczaj takie dobra dane przekładają się na umocnienie dolara, jednak nie tym razem, bo polityka była ważniejsza. Rynek bowiem już zdyskontował wygraną Macrona w prezydenckich wyborach we Francji, które odbędą się jutro, czyli 7-go maja. Tak dobre dane z amerykańskiego rynku pracy, podniosły do 79% szans wśród ekonomistów na kolejną podwyżkę stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych w czerwcu.

Rynki finansowe, ekonomiści, politycy w tym Angela Merkel i Putin, są pewni że we Francji nowym prezydentem zostanie Macron. Pozostaje pytanie, czy Francuzi są tak samo zdecydowani jak politycy? Biorąc pod uwagę to, że społeczeństwo francuskie jest w znacznym stopniu zdemoralizowane pod kontem moralnym, jego laickość oraz szaloną poprawność polityczną, przeciętny Francuz boi się przyznać, że myśli inaczej niż to dyktują media liberalne i lewicowe, to wygrana Macrona wydaje się być przesądzona. Bowiem Macron jako tzw. centrysta, a tak naprawdę socjalista, wszystko to sobą reprezentuje. Jeżeli on zostanie nowym prezydentem Francji, to nic się w samej Francji nie zmieni, ani w rozpadającej się Unii Europejskiej. Jednak Marine Le Pen nie jest bez szans. Społeczny udział w drugiej turze wyborów prezydenckich zapewne będzie dużo niższy niż w pierwszej turze, a to działa na korzyść pani Le Pen. Biorąc pod uwagę również to, że Francuzi mają dość islamizacji własnego państwa mogą zdecydować, że właśnie Marine Le Pen zostanie nowym prezydentem Francji. Wygrana Marine Le Pen niewątpliwie będzie wielkim zaskoczeniem i przyspieszy nieuchronny rozpad Unii Europejskiej jako idei tworzenia Stanów Zjednoczonej Europy, a zarazem wzmocni europejskie państwa, jako niezależne podmioty w samej Unii Europejskiej.

Czy wygrana Marine Le Pen pozwoli Francuzom wyrwać się z islamizacji własnego państwa? Prawdopodobnie jest już na to za późno, biorąc pod uwagę znaczny odsetek arabskiej społeczności we Francji, a wygrana Macrona zdecydowanie uniemożliwi nawet takie próby.

W przypadku gdy prezydentem Francji zostanie Macron, rynki walutowe będą spokojne, bo już to zostało zdyskontowane, a nawet może nastąpił pewne odreagowanie ostatnich wzrostów walut ryzykownych w tym euro, a także złotego. Przeciwnie, jeżeli to Marine Le Pen zostanie prezydentem Francji, to rynek ogarnie panika i to na dłuższy czas. Euro i złoty mogą się znacząco osłabić, a dolar umocnić.

Jako że druga tura wyborów prezydenckich we Francji została już zdyskontowana, oczywiście jeżeli nie będzie zaskoczenia, rynek zacznie żyć już czerwcowymi parlamentarnymi wyborami również we Francji. Nieznaczna przegrana Marine Le Pen, niewątpliwie wzmocni jej partię Frontu Narodowego, który może uzyskać dobry wynik w parlamentarnych wyborach i Macron jako prezydent będzie miał trudne zadanie w realizacji swoich liberalnych planów. Także w czerwcu amerykańskie władze monetarne mogą podwyższyć stopy procentowe, co będzie wpływało na zdyskontowanie tego faktu przez rynek, a w konsekwencji na umocnienie dolara.

EUR/USD – dotychczas rynek poruszał się w szerokim paśmie wahań w trendzie bocznym, między 1,0400 a 1,0880. W ostatnich dniach rynek przebił górne ograniczenie bocznego trendu i zatrzymał się tuż pod barierą 1,1000. Zatem można domniemywać, że tworzy się trend wzrostowy, albo też mamy do czynienia z tzw. fałszywym wybiciem górą i po pewnym czasie rynek wróci do poprzedniego trendu. Obstawiam to drugie.

EUR/PLN – pod wpływem wydarzeń politycznych rynek dostał do silnego wsparcie zlokalizowanego na poziomie 4,1950. Obecnie jest na nieco wyższym poziomie 4,2100. Uważam, że bariera silnego wsparcia się obroni i będziemy mieli odreagowanie do linii oporu biegnącej na poziomie 4,2400.

USD/PLN – na tym rynku mamy silny trend spadający. Silne wsparcie jest zlokalizowane na poziomie 3,7700, a równie silny opór na poziomie 3,9700. Uważam, że nadchodzi czas odreagowania i podążania tego rynku w kierunku 3,9700, oczywiście z korektami.
Mariusz Kierasiński
Wybory we Francji a rynek walutowy

Dnia 29.04.2017 r.

Za nami pierwsza tura wyborów prezydenckich we Francji. Do drugiej, która rozstrzygnie się już 7-go maja weszli pani Marine Le Pen liderka Frontu Narodowego i Emmanuel Macron bezideowy centrysta. Reakcja po pierwszej turze rynków finansowych, a szczególnie walutowych była wręcz euforyczna. Euro w stosunku do dolara, a złoty wobec prawie wszystkich walut znacząco się umocnił. Do umocnienia polskiej waluty także przyczyniły się agencje ratingowe, które podniosły prognozy wzrostu polskiego PKB. W minionym tygodniu złoty był jedną z najsilniejszych walut na globalnym rynku walutowym.

Rynki finansowe, ale także zdecydowana większość politycznych przywódców, szczególnie europejskich, media, francuskie sondaże są wręcz pewnie zwycięstwa Emmanuel Macron. Przegrani w pierwszej turze wyborów, a szczególnie Francois Fillon i Jean-Luc Melenchon poparli Emmanuel Macron, byleby tylko nie wygrała Marine Le Pen. Wszyscy i wszystko przeciwko Marine Le Pen, bo stanowi zagrożenie dla unijnego, ale także francuskiego status quo. Emmanuel Macron jest natomiast gwarantem, że nic się nie zmieni. Niby to nowy człowiek z poza układu lewicowo liberalnego, bo centrysta, ale tak naprawdę będzie reprezentował tylko interesy świata bankowego, a zatem światowej finansjery, bo to człowiek Rothschilda, świata lewackiego, bo za żonę wziął sobie cudzą żonę, kosztem jej rodziny. Dla Francuzów, którzy mają nadzieję, że Francja jako państwo obroni ich przez imigrantami, szczególnie islamskimi terrorystami, Emmanuel Macron tego nie gwarantuje, wręcz przeciwnie, dla niego multi kulti to najlepsze rozwiązania. Globalizm, pogłębianie integracji Unii Europejskiej prowadzącej do stworzenia Stanów Zjednoczonych Europy, kosztem państw narodowych, ich suwerenności, także kosztem samej Francji, to dewiza Emmanuel Macron. Niby nowy, a jednak stary człowiek, który reprezentuje stare układy, coś na wzór Ryszarda Petru w Polsce. Od czasu do czasu takie osoby wyskakują jak króliki z kapelusza, szczególnie wtedy, kiedy dochodzi do kompromitacji tzw. elit lewicowo liberalnych. Są trzymani w pogotowiu, aby było tak jak było z nadzieją, że całe społeczności nie poznają się na rzeczy i przyjmą ich jako nowe rozwiązanie starych problemów. Zatem Emmanuel Macron jest najgorszym rozwiązaniem, dla Francji, bo tylko pogłębi imigracyjne problemy, dla Unii Europejskiej, bo reprezentuje kontynuację polityki, która doprowadziła Unię Europejską do kryzysu, dla Polski, bo jest zdecydowanym zwolennikiem podporządkowani takich krajów jak Polska, tandemowi Francusko – Niemieckiemu i ukrytym poplecznikiem Putina.

Emmanuel Macron tradycyjnie widzi zagrożenie tam, gdzie tak naprawdę jego nie ma, w kulturze, tradycji i chrześcijańskiej tożsamości poszczególnych państw europejskich.

Marine Le Pen też nie jest dobrym rozwiązaniem dla Unii Europejskiej, a szczególnie dla strefy euro, bo zapowiada, że Francja wystąpi ze strefy euro, a w konsekwencji z Unii Europejskiej, co znaczyłoby, że po Brexicie Unia Europejska już by tego nie przeżyła, czyli rozpad. Dla Polski też nie jest dobrym rozwiązaniem, bo Front Narodowy jest finansowany przez Rosję. Trzeba pamiętać, że skrajna prawica na Zachodzie jest zupełnie inna, niż w prawica Polsce. Na Zachodzie to są nacjonalistyczne ugrupowania oderwane od wartości chrześcijańskich, stawiające własny naród przed innymi narodami. W Polsce prawica odwołuje się do tradycji i tożsamości narodowej, jest konserwatywna i wyznaje wartościach chrześcijańskich. Z dwojga złego dla Polski może się okazać lepszym kandydatem na prezydenta Francji właśnie Marine Le Pen, bo może zostanie wówczas doceniony polski projekt reformy Unii Europejskiej jako wspólnoty Ojczyzn.

Ten ostatni tydzień przed drugą i decydującą turą francuskich wyborów prezydenckich dla rynków walutowych będzie bardziej nerwowy niż miniony. Tym bardziej jeżeli sondaże będą pokazywały malejącą przewagę Emmanuel Macron nad Marine Le Pen, która obecnie wynosi około aż 20%. W tej całej dyskusji i politycznych spekulacjach zapomniano o najważniejszym, o suwerenie jakim jest naród francuski. To, że przegrani kandydaci z pierwszej tury poparli Emmanuel Macron, to nie oznacza, że to samo zrobią ich wyborcy. Chociaż francuskie społeczeństwo jest zdemoralizowane przez długie lata indoktrynacji lewicowo liberalnej, to jednak w obliczu zagrożenia islamizacji własnego państwa mogą i powinni postawić na Marine Le Pen.
Mariusz Kierasiński
FRANCJA ROZDAJE KARTY

Dnia 22.04.2017 r.

Już jutro, czyli 23-go kwietnia odbędzie się pierwsza tura prezydenckich wyborów we Francji. Jest czterech kandydatów i każdy z nich ma szansę, bowiem różnica sondażowa między nimi jest niewielka i mieści się w przedziale błędu statystycznego. W sondażach prowadzi centrysta Emmanuel Macron z poparciem 23%, a tuż za nim przewodnicząca Frontu Narodowego skrajnej prawicy Marine Le Pen z poparciem 22%, na trzeci miejscu jest kandydat centroprawicy Francois Fillon z poparciem 21%, a na czwartym polityk skrajnej lewicy Jean-Luc Melenchon z poparciem 18%. Zatem można stwierdzić, że scena polityczna we Francji jest szalenie podzielona i to nie na dwa, a na cztery obozy. Polska przy Francji to spokojny i politycznie ustabilizowany kraj. Niewątpliwie po niedzieli wyłonią się już tylko dwa obozy i w zależności kto przejdzie do drugiej tury wyborów, które odbędą się już 7-go maja, rynek finansowy, a szczególnie walutowy będzie odpowiednio reagował.

Dla rynków finansowych najbardziej niebezpiecznym kandydatem na prezydenta Francji jest pani Marine Le Pen. W kampanii wyborczej zapowiedziała, że Francja pod jej rządami wystąpi ze strefy euro i konsekwentnie nawet z Unii Europejskiej, jako organizacji niespełniającej swoje zadania i obecnie zaprzeczającej idei założycieli wspólnoty europejskiej. Według , Marine Le Pen strefa euro to poroniony pomysł i skazany na niepowodzenie, bowiem euro jako sztuczna waluta nie może się obronić w obliczu poważnych kryzysów gospodarczych, finansowych, czy politycznych, a już na pewno w obliczu ewentualnej zbliżającej się wojny. Nie bez znaczenia w jej wypadku odgrywa czynnik imigracyjny. Jest bowiem zdecydowaną przeciwniczka islamizacji Francji i zwolenniczką wyrzucenia znacznej ilości arabskich imigrantów z Francji. Front Narodowy pod jej przywództwem przekształcił się z rewizjonistycznego, czy nawet monarchistycznego ugrupowania w partią laicką, republikańską, patriotyczną, narodową, nowoczesną i anty-imigracyjną. Wydawałoby się z sondaży, że jej najpoważniejszym rywalem jest centrysta Emmanuel Macron, tyle tylko, że jest to człowiek bezbarwny zwolennik integracji europejskiej i pozbawiony charyzmatu przywódcy. Wydaje się, że czas takich bezbarwnych polityków przemija, albo już przeminął.

Bezpiecznym dla światowych finansów jest kandydat centroprawicy Francois Fillon, gdyż nie proponuje on tak radykalnych rozwiązań dla Francji, w przeciwieństwie do Jean-Luc Melenchon, który jest wręcz komunistą o europejskim obliczu z mocnym zacięciem anty-liberalnym.

Zwycięstwo kogoś ze skrajnych frakcji (Marine Le Pen,Jean-Luc Melenchon), czy przejście do drugiej tury będzie niewątpliwie skutkowało znaczącym zaniepokojeniem rynków finansowych, a w przypadku pozostałych dwóch, reakcja byłaby wprost przeciwna. Euro i polska waluta znacząco by się umocniła.

Zakładam, że Marine Le Pen przejdzie do drugiej tury i to już spowoduje zwiększoną nerwowość rynków kapitałowych. W wypadku, gdyby się okazało, że wraz z Marine Le Pen drugi ze skrajnych kandydatów by przeszedł (Jean-Luc Melenchon), to byłoby już panika. Nie wykluczam i nie zdziwię się takiego rozwiązania, bo w przeciwieństwie do elektoratu centrowego znudzonego i rozleniwionego, elektorat skrajny jak z prawej strony, tak i z lewej może się zmobilizować, tym bardziej w obliczu realnego zagrożenia upadku państwa francuskiego spowodowanego zbyt liczną imigracją, szczególnie wyznania islamskiego.
Mariusz Kierasiński
Antyrosyjski Trump

Dnia 08.04.2017 r.

W piątek o 3:00 nad ranem naszego czasu, prezydent Donald Trump wydał polecenie o zbombardowaniu bazy lotniczej w Syrii, w odwecie za użycie przez dyktatora Bashar al-Assada broni chemicznej w mieście Chan Szajchun, w wyniku czego śmierć poniosło ponad 70 osób w tym kobiety i dzieci. Rosja wspierająca reżim Assada, ostro zareagowała na amerykański atak, nazywając go atakiem Stanów Zjednoczonych na kraj członka ONZ. W tym czasie na Florydzie w USA gościł prezydent Chin, co niewątpliwie spowodowało, iż ten nie mógł się odnieść do decyzji Trumpa, związanej atakiem na Syrię. W kategoriach jednorazowych można traktować amerykański atak na Syrię, który zapewne nie spowoduje na dłuższą metę zachwiania w polityce międzynarodowej. Jednakże jest ostrzeżeniem i potwierdzeniem, że nowy prezydent Stanów Zjednoczonych zerwał z polityką ustępstw poprzednika.

Dla rynków kapitałowych było to kompletnym zaskoczeniem. Złoto od razu podrożało o 1,5%, podobnie i ropa, a także japoński jen i frank szwajcarski, czyli te aktywa, które w razie zagrożenia są bezpieczną przystanią dla kapitału. Dolar amerykański nieco się osłabił, ale już po południu dołączył do aktywów bezpiecznych.

Polska waluta okazała się odporna na tego rodzaju doniesienia, a nawet się umocniła. Wydaje się, że inwestorzy zaczynają ją powiązywać z bezpiecznymi aktywami, tym bardziej, że obecną zagraniczną politykę Polski postrzegają jako bardziej powiązaną z amerykańską, niż z unijną. Polityka Unii Europejskiej i sama waluta euro, wbrew narracji medialnej, przez inwestorów jest postrzegana jako ryzykowna, dobrze nie rokująca na przyszłość. Za każdym razem, kiedy dzieje się coś niedobrego, gdy mamy do czynienia z kryzysem finansowo gospodarczym , czy też politycznym, a tym bardziej militarnym, euro się osłabia, tak jak grupa walut ryzykownych. Od około roku z polską walutą, miedzy innymi pod wpływem międzynarodowej polityki obecnego rządu, dzieje się coś przeciwnego do czego byliśmy przyzwyczajeni. W chwilach zagrożenia zachowuje się podobnie jak amerykański dolar, czy frank szwajcarski.

W piątek ubiegłego tygodnia ukazały się też dane z amerykańskiego rynku pracy. Niestety tym razem negatywnie zaskoczyły. Marcowy wzrost nowych miejsc pracy w sektorze poza rolniczym wyniósł zaledwie 98 tyś., wobec ekonomicznych oczekiwań rzędu 180 tyś. Natomiast zdecydowanie spadł wskaźnik bezrobocia z 4,7% do 4,5%. To najlepszy poziom od prawie 10 lat. W efekcie czego amerykański dolar się umocnił, jak w stosunku do euro, tak w stosunku do złotego. Donald Trump jeszcze w kampanii wyborczej obiecał Amerykanom, że spowoduje iż w przeciągu 10 lat powstanie w Ameryce nowych 25 mln miejsc pracy. Nie trudno wyliczyć, że średnio miesięcznie musi ich przybywać około 208 tyś. Zatem marcowy wynik jest zdecydowanie poniżej normy. Także osłabła presja płacowa, bowiem wzrost płac o 0,2% w miesięcznym stosunku rozminęła się z oczekiwaniami ekonomistów, którzy prognozowali 0,3%.

W nadchodzącym tygodniu, już w Wielkim Tygodniu, czyli ostatnim przed Świętami Wielkanocnymi, można się spodziewać lekkiej przeceny polskiej waluty oraz umocnienia dolara na rynkach międzynarodowych.

EUR/USD – obecnie, po krótkiej korekcie rynek wrócił do trendu malejącego (spadającego), czyli na umocnienie dolara. Niewątpliwie amerykańskiej walucie pomagają przedstawiciele i prezes EBC (Europejskiego Banku Centralnego), którzy wciąż wskazują na konieczność utrzymania wsparcia monetarnego w strefie euro na obecnym poziomie (program QE, wykup obligacji państw strefy euro przez EBC), czym potwierdzają powolny rozwój gospodarczy strefy euro. Zatem można się spodziewać kierunku w stronę 1,0500, a najbliższy opór mamy zlokalizowany na poziomie 1,0650.

EUR/PLN – rynek po trendzie malejącym wszedł w fazę kanału bocznego w przedziale 4,2600 – 4,2100. Spodziewam się, że w Wielkim Tygodniu będzie podążał w kierunku 4,2600.

USD/PLN – można zaryzykować, że powoli zmienia się trend z malejącego na rosnący, który będzie podążał w kierunku 4,0700, gdzie biegnie linia trendy rosnącego. Jednakże w Wielkim Tygodniu powinno być względnie spokojnie w wąskim paśmie wahań w przedziale 3,9600 – 4,0000.
Mariusz Kierasiński
Rynek dyskontuje dobre wyniki polskiej gospodarki

Dnia 01.04.2017 r.

Miniony tydzień na krajowym rynku walutowym stał pod znakiem kontynuacji trendu spadkowego, czyli na umocnienie polskiej waluty. Można było tylko odnotować drobne korekty, które w niczym nie zachwiały jednoznacznego obrazu rynku. Bowiem inwestorzy dyskontują (wyprzedzają) dobre wyniki polskiej gospodarki. Kurs euro spadł do poziomu 4,2100, a dolar do poziomu 3,8900. Dopiero pod koniec tygodnia w piątek nastąpiła pierwsza faktyczna korekta, która w moim przekonaniu tylko potwierdza rozpoczęty przed tygodniem trend spadkowy. Na euro mamy odreagowanie do poziomu 4,2400, a na dolarze do poziomu 3,9700.

W nadchodzącym tygodniu, po piątkowej korekcie, spodziewam się kontynuacji malejącego (spadającego) trendu, pomimo tego, iż w Polsce osłabiła presja inflacyjna, podobnie jak w strefie euro. Wydaje się, że inwestorów nawet nie zraża bardzo niskie stopy procentowe w naszym kraju, starając się niejako nadrobić stracony czas, powodowany naiwną wiarą, że uda się opozycji, zagranicy ( instytucją unijnym), ewentualnie ulicy doprowadzić do upadku polskiego rządu. Zatem mamy realne inwestycje jak w narodowej gospodarce dotyczącą repolonizacji, tak na rynkach walutowym, gdzie złoty cieszy się większym popytem.

Wielka Brytania rozpoczyna procedurę Brexitu. Z tego też powodu można było się spodziewać osłabienia funta, co też miało miejsce, ale po rozpoczęciu wdrożenia procedur Brexitu, paradoksalnie funt znacząco się umocnił. Prawdopodobnie jest to tylko korekta.

Frank szwajcarski ostatnio zachowuje się podobnie jak euro. Zatem po korekcje także powinien się osłabić w stosunku do złotego nawet do poziomu 3,9000.

EUR/USD – na tej parze panuje trend boczny w przedziale 1,0900 – 1,0350. Po dojściu do górnego ograniczenia trendu bocznego, od ponad tygodnia rozpoczął się silny kanał spadkowy. Pod względem technicznym możliwa jest korekta do poziomu 1,0710, ale tendencja jest w kierunku 1,0500.

EUR/PLN – od ponad tygodnia na dobre zagościł się na niniejszej parze trend spadkowy. Euro od tego czasu zostało przecenione w sumie aż o 13 groszy. Po piątkowej korekcie spodziewam się kontynuacji malejącego trendu w kierunku 4,1900, gdzie jest zlokalizowane pierwsze techniczne wsparcie. Zatem korekcyjne poziomy 4,2400 – 4,2200 uważam za dobrą okazję do sprzedaży euro i zakupienia polskiej waluty.

USD/PLN – na tym rynku także mamy od ponad tygodnia trend spadający. W obecnej chwili mamy doczynienia z pierwszą korektą, która prawdopodobnie jest tylko okazją do sprzedaży dolarów na polską złotówkę. Kurs obecnej korekty może nawet osiągnąć poziom 3,9900, co nie zmieni ogólnego obrazu w trendzie malejącym. Pod względem technicznym po skończonej korekcie kurs powinien kierować się w stronę 3,8200, gdzie biegnie linia dolnego ograniczenia obecnego trendu.
Mariusz Kierasiński.
Polska waluta na fali umocnienia

Dnia 25.03.2017 r.

Na krajowy rynek walutowy powrócił dobry sentyment, jak ze strony inwestorów zagranicznych, tak krajowych. W ubiegłym tygodniu złoty znalazł się na najniższym poziomie w stosunku do euro od sierpnie ubiegłego roku.

Od początku roku poprawiają się dane z polskiej gospodarki. Bardzo istotnie jest to, że poprawia się spadek niepewności politycznej, szczególnie pośród inwestorów zagranicznych i międzynarodowego kapitału spekulacyjnego. Wydaje się, że obecny rząd Polski przeszedł pomyślnie próbę czasu i te instytucje międzynarodowe o charakterze finansowo spekulacyjnym już przestały liczyć na powrót sprzyjającej im liberalnej, czy lewicowej władzy. Było to do przewidzenia, że jeżeli w pierwszym roku nie uda się obalić narodowej władzy, to trzeba z nią współpracować tylko troszkę na gorszych warunkach. Perspektywy gospodarcze są na tyle dobre dla Polski, że pomimo bardzo niskich stóp procentowy, inwestorzy decydują się na inwestowanie w Polsce. Sprzyja Polsce także ogólna poprawa sentymentu do rynkach wschodzących. Jednakże Polska zaczyna się tu wyróżniać. Bowiem można dostrzec, że powoli inwestorzy zaczynają Polskę postrzegać już nie jako rynek wschodzący, ale pretendujący do rynków rozwiniętych. Nie tylko widać to na krajowym rynku walutowym, ale także wyraźnie poprawił się krajowy rynek akcji. WIG 20 od początku roku wzrósł o 15,58%, a WIG o 15,16%.

W Anglii wyraźnie traci funt brytyjski do dolara, ale także do złotówki, poniekąd jest to pokłosie wprowadzania w życie Brexitu, ale także malejące szanse na podwyżkę stóp procentowych, pomimo nieco wyższej inflacji.

W Stanach Zjednoczonych inwestorzy oczekują na wynik głosowania w Kongresie odnośnie zmiany systemu ubezpieczeń społecznych. Chodzi o cofnięcia poprzedniego systemu ubezpieczeń (Obamacare), od którego administracja Trumpa uzależnia dalsze reformy gospodarcze. Jeżeli Obamacare zostanie cofnięta to dolar się umocni i przeciwnie osłabi się w wypadku utrzymania już istniejących rozwiązań ubezpieczeń społecznych.

EUR/USD – jeżeli Obamacare będzie dalej obowiązywać, to osłabienie dolara w szybkim tempie osiągnie poziom 1,0880, a nie wykluczone że i wyżej. Jeżeli Trump przeforsuje swoje rozwiązania systemu ubezpieczeń w Kongresie, to dolar umocni się w kierunku 1,0500.

EUR/PLN – na tej parze rozpoczął się trend spadkowy, po przełamaniu trendu bocznego. Zatem wszelkie korekty należy wykorzystywać, aby dokonać sprzedaży euro. Najbliższa taka korekta znajduje się okolicach kursu 4,2700. Trend spadkowy na razie jest bardzo powolny, co może sugerować jego trwałość na najbliższe tygodnie.

USD/PLN – tutaj także mamy trend spadający. Jeżeli nastąpiłaby korekta, nawet do poziomu 4,0150, to nadal znajdowalibyśmy się w tym trendzie. Kurs powinien zmierzać w kierunku 3,9000, oczywiście z drobnymi korektami.
Mariusz Kierasiński.
Polska waluta cieszy się dobrym sentymentem

Dnia 18.03.2017 r.

Po wydarzeniach ubiegłego tygodnia, gdzie w Stanach Zjednoczonych doszło do pierwszej w tym roku podwyżki stóp procentowych oraz w Holandii odbyły się wybory parlamentarne, w których dość zaskakująco ponownie wygrała rządząca centroprawicowa Partia Ludowa na rzecz Wolności i Demokracji (VVD) premiera Marka Ruttego, przed Partią Wolności (PVV) Geerta Wildersa eurosceptyczną i antyimigracyjną, na rynkach walutowych zagościł dobry sentyment w stosunku do ryzykownych walut. Dlatego mamy umocnienie euro oraz polskiej waluty.

Stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych wzrosły o 25 punktów bazowych, czyli o 0,25%, co było do przewidzenia i dlatego rynek nie reagował mocną zmiana kursów. Natomiast ponowne zwycięstwo partii premiera Marka Ruttego w holenderskich wyborach parlamentarnych, było zaskoczeniem, wobec wcześniejszych sondaży, które dawały zwycięstwo partii Geerta Wildersa. Co prawda liberalna i lewicowa Unia Europejska odetchnęła, bo dalej może spać spokojnie, ale to nie rozwiązuje nabrzmiałego problemu imigrantów w Holandii i w całej zachodniej Europie. Będzie on narastał, aż dojdzie do niekontrolowanego przesilenia, przejęcia pokaźnych części zachodniej Europy przez imigrantów z krajów arabskich, czyli do islamizacji zachodniej Europy.

Wydarzenia ubiegłego tygodnia dobrze podziałały na polską walutę. Złoty się umocnił i dotarł do dolnych ograniczeń trendu bocznego. Jednakże niska inflacja i niska stopa referencyjne NBP na poziomie 1,5% na dłużej nie przyciągnie międzynarodowego kapitału, który ma do wyboru na innych rynkach wschodzących 3 i 4-krotnie wyższe stopy zwrotu. Zatem nadchodzący tydzień może się okazać korekcyjny i polska waluta nieznacznie osłabnie.

Słabnie także funt brytyjski, jest to pokłosie wszczętych procedur Brexitu, które najprawdopodobniej będą dopiero się rozwiązywać w kolejnych tygodniach.

EUR/USD – na tej parze panuje trend boczny i w kolejnym tygodniu trudno zakładać jakieś zmiany. Zakres wahań powinien być w przedziale 1,0800 – 1,0580.

EUR/PLN – tutaj także mamy trend boczny z tą różnicą, że kurs już dotarł do dolnego jego ograniczenia i można zakładać korektę. Przedział wahań 4, 2750 – 4,3500.

USD/PLN – w poprzednim tygodniu doszło do znacznego umocnienia dolara i obecnie kurs znajduje się w okolicach dolnego ograniczenia trendu bocznego (3,9845). Tutaj także zakładam drobną korektę. Przedział wahań nieco szerszy 3,9700 – 4,1000.
Mariusz Kierasiński.
Wybory w Holandii i podwyżka stóp procentowych w USA

Dnia 11.03.2017 r.

15-go marca 2017 r. odbędą się parlamentarne wybory w Holandii. Zdecydowanym liderem w sondażach jest Partia Wolności Geerta Wildersa eurosceptyczna i antyislamska plasująca się po prawej stronie sceny politycznej. Geert Wilders jest zdecydowanym konserwatystą i słynie ze swej retoryki antyislamskiej. Jest zdecydowanym przeciwnikiem przyjmowania uchodźców z Syrii, ale nie tylko, także nie lubi Polaków. „Pijany Polak zabiera wam pracę”, to jest jeden z łagodniejszych cytatów używanych w kampanii wyborczej, odnośnie naszych rodaków pracujących w Holandii. Jest pomysłodawcą strony internetowej, na której Holendrzy mogliby składać donosy na Polaków. Dla niego Marokańczycy nie stanowią rasy, a osoby krytykujące Marokańczyków nie są rasistami. Sam o sobie mówi nie jestem rasistą, ani nie są rasistami wyborcy Partii Wolności. Obiecał Holendrom, że zdecydowanie zmniejszy liczbę uchodźców.

Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że właśnie Patria Wolności najbliższe wybory parlamentarne w Holandii wygra, a jej lider zostanie najbardziej konserwatywnym premierem od lat w Holandii. Może to doprowadzić, nie tylko do zmiany polityki imigracyjnej, ale nawet do stopniowego wyjścia Holandii ze strefy euro, a być może i z Unii Europejskiej. Europejscy biurokraci na razie bagatelizują takie ewentualności i ich nie biorą pod uwagę, z przewodniczącym Rady Europy Donaldem Tuskiem na czele.

Ponowny wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europy, polskiego polityka zagorzałego zwolennika polityki Angeli Merkel jest sygnałem, że Unia Europejska dalej śpi, nawet po Brexicie. Eurokraci nie zdają sobie sprawy w jaką stronę zmierzają nastroje społeczne w Europie, jak bardzo się radykalizują. Akurat dla Polski, to bardzo dobrze, że taki oderwany od rzeczywistości nastawiony na własną karierę polityk przez najbliższe dwa i pół roku nie będzie mógł mieszać w wewnętrznej polityce naszego kraju, tym bardziej, że został wybrany na wysokie unijne stanowisko przy wyraźnym sprzeciwie Polski.

Również w Stanach Zjednoczonych 15-go marca zakończy się posiedzenie FED (centralnego banku USA), na którym prawdopodobnie zostanie podjęta decyzja o podwyższeniu stóp procentowych. Będzie to odpowiedzą, że po kryzysie amerykańska gospodarka coraz szybciej się rozwija, spada bezrobocie i wzrasta liczba nowych miejsc pracy, a także powoli rosną płace.

Wszystkie to może spowodować wzrost amerykańskiej waluty, jak w stosunku do euro, tak w stosunku do złotego. W przypadku wygrania parlamentarnych wyborów w Holandii przez Partię Wolności, może dojść do silniejszego osłabienia euro oraz polskiej waluty.

EUR/USD – na tej parze w nadchodzącym tygodniu przedział wahań może być od 1,0700 do 1,0500 z tendencją w okolicach 1,0500.

USD/PLN – tutaj dominuje trend boczny w przedziale 4,0400 – 4,1000. Biorąc pod uwagę to co wyżej zostało stwierdzone, można się spodziewać umocnienia dolara właśnie w okolicach kursu 4,1000.

EUR/PLN – tu także dominuje trend boczny w przedziale 4,2750 – 4,3330. Jednakże osłabienie polskiej waluty po holenderskich wyborach i wyższych stopach procentowych w USA może być większe niż osłabienie euro. W takim razie górne ograniczenie trendu bocznego zostania złamane i można się spodziewać kursu w okolicach 4,3500, 4,3700, a nawet 4,4000, chodź wydaje się to mało prawdopodobne.
Mariusz Kierasiński

Gospodarczy optymizm w Polsce i w Stanach Zjednoczonych

Dnia 04.03.2017 r.

Najważniejszym wydarzeniem minionego tygodnia było wystąpienie amerykańskiego prezydenta Donalda Trampa przed połączonymi izbami Kongresu. Donald Tramp w ponad godzinnym wystąpieniu skupił się na sprawach gospodarczych. Inwestorom nie umknął fakt zapowiedzi, już nie jako kandydata na urząd prezydenta, ale jako prezydenta Stanów Zjednoczonych, że podatki poważnie zmaleją. Niewątpliwie idzie to w parze z zapowiedziami FED (amerykańskiego banku centralnego), kolejnych podwyżek stóp procentowych, które w tym roku mogą aż trzykrotnie wzrosnąć. Pierwsza podwyżka może już nastąpić na najbliższym posiedzeniu FED 14-15 marca.

Jak było się można tego spodziewać, po takim wystąpieniu Donalda Trampa amerykańska giełda poszła w górę oraz dolar się umocnił. Rynek po tym wystąpieniu zaczął wyceniać prawdopodobieństwo marcowej podwyżki stóp procentowych aż na 77,5%.

Został także podany drugi odczyt PKB w USA, który okazał się taki sam jak pierwszy, czyli na dobrym poziomie 1,9%. To wszystko spowodowało wyraźną poprawę nastrojów wśród inwestorów i optymistyczne prognozy co do dynamiki rozwoju amerykańskiej gospodarki, co niewątpliwie przełoży się na amerykańską giełdę i walutę.

Warto też zaznaczyć, że w ubiegłym tygodniu ceny ropy na światowych giełdach spadły i zgodnie z amerykańską polityką będą spadać, pomimo tego, że Rosja nie wywiązuje się z zawartego porozumienia o ograniczeniu produkcji ropy.

Na warszawskiej giełdzie także zagościł optymizm, a nawet szał, szczególnie na energetyczne spółki. W tydzień Enea wzrosła o 11%, Energia o 10%, Tauron o 8%, a PGE o 6%. Także w ubiegłym tygodniu zostały podane dane o polskim PKB za 2016 r., które potwierdziły wcześniejsze tzw. „szybkie” dane na poziomie 2,7%, pomimo że w ubiegłam roku niektóre zagraniczne firmy wycofały się z rynku polskiego, lub też ograniczyły swoją działalność gospodarczą ze względu, jak im się wydawało, nieprzyjaźnie nastawionego do gospodarki rządu PIS. Teraz następuje powrót i próba nadrobienia straconego czasu. Rozwój gospodarczy Polski w 2017 r. przewidywany jest na ok. 3,5% PKB. Ja stawiam na 3,8%, a nie zdziwię się jak będzie nawet 4,0% PKB. Zachodnia Europa zostaje w tyle. Francja, Włochy, Austria notują pełzające PKB, a nawet Szwajcaria, co dla osób zadłużonych we frankach szwajcarskich akurat to dobra wiadomość, bo szwajcarska waluta może się osłabić poniżej poziomu 4,0 PLN.

W nadchodzącym tygodniu wydaje się, że będzie spokojnie, bo rynek będzie oczekiwał na pierwszą podwyżkę stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych w tym roku, która ma nastąpić 15-go marca oraz na wybory parlamentarne w Holandii zaplanowane również na 15-go marca. Gdyby nie towarzysząca inwestorom niepewność co do wyników wyborów w Holandii i lęk, że mogą wygrać przeciwnicy europejskiej integracji, a zarazem zwolennicy poważnego ograniczenia napływu do Holandii emigrantów, szczególnie islamskich, czyli Partii Wolności Geerta Wildersa, polska waluta byłaby o wiele silniejsza.

Na parze USD/PLN można się spodziewać kontynuacji bocznego trendu w przedziale wahań 4,1000 – 4,0400. Na parze EUR/PLN również mamy trend boczny, tutaj w przedziale 4,3300 – 4,2750. A na centralnej parze EUR/USD mogą być wahania w przedziale 1,0650 – 1,0500 z tendencją na umocnienie dolara.
Mariusz Kierasiński.
Możliwa techniczna korekta na polskim rynku walutowym

Dnia 04.02.2017 r.

Od początku roku polska waluta stopniowo się umacnia. W ubiegłym tygodniu euro już kosztowało zaledwie 4,2870, a dolar 3,9755. Jednak biorąc pod uwagę analizę techniczną dochodzimy do silnych wsparć zlokalizowanych w przypadku euro na poziomie 4,2800, a w przypadku dolara 3,9750. Zatem jak dotąd niezachwiany trend spadkowy, czyli na umocnienie złotego, może i powinien się skorygować. W przypadku euro korekta powinna trwać aż do poziomu 4,3450, czyli tam gdzie biegnie górna linia ograniczająca trend spadkowy, a w przypadku dolara do poziomu 4,0400. Jako że dalej jesteśmy w trendzie spadkowym i fundamenty ekonomiczne polskiej gospodarki poprawiają się (rekordowy zysk PKN ORLEN, czy NBP za 2016 r.) oraz związane z tym rządowe liczne inwestycje, miedzy innymi odbudowa przemysłu stoczniowego, taboru i infrastruktury PKP, będą na dłuższą metę powodowały umocnienie polskiej waluty.

W ubiegłym tygodniu pojawiły się tzw. payrollsy, czyli najważniejsze dane z rynku pracy dotyczące amerykańskiej gospodarki publikowane na koniec każdego mieniąca. Okazało się, że były mieszane. Bardzo dobry wynik był odnośnie wzrostu nowych miejsc pracy. Rynek oczekiwał przyrostu na poziomie 169 tyś., a tym czasem było ich aż 237 tyś. nowych miejsc pracy. Jednoczesne pojawił się nieco gorszy wynik bezrobocia. Stopa bezrobocia wzrosła z poziomu 4,7% do 4,8%. To co FED (amerykański bank centralny) może niepokoić, to zbyt powolny przyrost płacy godzinowej w styczniu, bo zaledwie 0,1%, a spodziewano się 0,3% w stosunku miesiąc do miesiąca. Co więcej grudniowy wynik został zrewidowany do 0,2% z poziomu 0,4%. W tych okolicznościach pomimo bardzo dobrego wyniku przyrostu nowych miejsc pracy, FED ze względu na brak presji inflacyjnej, co pokazuje zbyt powolny wzrost płacy godzinowej, najprawdopodobniej wstrzyma się z decyzjami kolejnych podwyżek stóp procentowych, aż do marca. Z tego też można wnioskować, że czeka nas marazm na centralnej parze EUR/USD tym bardziej, że w nadchodzącym tygodniu nie ma ważniejszych danych z amerykańskiej gospodarki.

Od początku roku na parze EUR/USD mamy trend wzrostowy, czyli na osłabienie dolara, a umocnienie euro. Obecnie można zaryzykować, że trend wzrostowy zmieni się na poziomy w przedziale wahań 1,0860 – 1,0600. Jednakże w dłuższej perspektywie dolar jest skazany na sukces z powodu szybciej rozwijającej się amerykańskiej gospodarki niż strefy euro. Na koniec roku można założyć, że parytet do euro, dolar przełamie i będziemy mieli poziom około 0,9500.
Mariusz Kierasiński
POLSKA GOSPODARKA NABIERA ROZPĘDU

Dnia 28.01.2017 r.

Inwestorzy zdaje się, że zaczęli dostrzegać interes w inwestowanie w polską gospodarkę. Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie od początku roku rośnie. WIG20 w ubiegłym tygodniu wzrósł o ponad 4%, a od początku roku o 7%. Polskie obligacje skarbowe rozchodzą się jak ciepłe bułeczki z popytem trzy i czterokrotnym. Rentowność 10-letnich obligacji w grudniu ubiegłego roku wynosiła poniżej 3,4%, a obecnie już 3,884%. To skokowa zmiana. Polska waluta od początku roku także się umacnia. Euro jest obecnie najtańsze od dwóch miesięcy.

Poprawa nastrojów na warszawskiej giełdzie i na krajowym rynku walutowym to między innymi efekt utrzymujących się bardzo dobrych nastrojów na globalnych rynkach, a szczególnie w Ameryce. Jednakże nie bez znaczenia są coraz lepsze wyniki gospodarcze w Polsce. Na to składa się jeszcze zdecydowana postawa polskiego rządu, którzy rozpoczyna odbudowę przemysłu ciężkiego. Rząd PIS stawia na rodzimy przemysł i już rozpoczęło się budowanie holdingu stoczniowego, pod nadzorem państwa. Inwestycja w szczecińską stocznie wysuwa się na pierwszy plan oraz zabezpieczenie krajowej energii z polskiego górnictwa.

Inwestorzy dostrzegają tą jakościową i dobrą zmianę i coraz odważniej inwestują w polskie aktywa. Zatem początek roku potwierdza prognozy o przyspieszeniu naszego rozwoju gospodarczego. Już w następnym tygodniu będą podane wstępne szacunki dynamiki polskiego PKB w całym 2016 roku oraz styczniowy odczyt indeksu PMI dla sektora przemysłowego. Na świecie oczy inwestorów zwrócone są na decyzje prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trampa oraz na doniesienia na temat BREXIT-u. To obecnie kluczowe wydarzenia, które zapewne potwierdzą poprawę nastrojów na światowych i krajowym rynkach.

Na krajowym rynku walutowym pod kontem technicznym od początku roku zarysowuje się łagodny trend spadkowy, czyli na umocnienie polskiej waluty. Euro w stosunku do złotego może się jeszcze osłabić, nawet lekko poniżej poziomu 4,3000. Natomiast dolar znajduje się w konsolidacji pomiędzy poziomami 4,0350 a 4,0700. W zależności od tego co będzie się działo na centralnej parze EUR/USD, niewątpliwie odbije się na parze USD/PLN. W wypadku umocnienia się dolara w stosunku do euro, co wydaje się prawdopodobne, także dolar umocni się wobec polskiej waluty. W tym wypadku poziom 4,0700 będzie zagrożony.
Mariusz Kierasiński
Tramp osłabia dolara

W ostatnim wywiadzie prasowym Donald Tramp powiedział, że dolar jest „za silny”. To wystarczyło aby podczas inauguracji prezydenta Stanów Zjednoczonych, dolar osłabił się o pół figury, tzn. został przeceniony z poziomu 1,0650 do 1,0700 w stosunku do euro.

Inwestorzy zdają sobie sprawę, że nie tylko od silnego zarządu banku centralnego, ale też od rządu, a w wypadku USA od administracji prezydenta zależy siła waluty. Tajemnicą poliszynela jest to, że każda administracja USA opowiada się za silnym dolarem, a w rzeczywistości rogi wszystko aby go osłabić. Bowiem silne państwo, przede wszystkim gospodarczo dba o relatywnie słabą własną walutę. To bowiem sprawia że rodzima produkcja jest tańsza i znajduje łatwiejszy popyt na rynkach zagranicznych, zatem sprzyja sile eksportu. Jednakże w czasie prezydentury Baraka Obamy, mięliśmy do czynienia z polityką ustępstw Stanów Zjednoczonych na rzecz międzynarodowych korporacji finansowych, przemysłowych, handlowych. Nie trudno się domyśleć, że administracja Donalda Trampa będzie zupełnie inaczej prowadziła politykę, ogólnie rzecz biorąc finansową. Podczas inauguracji Tramp zapowiedział, że skupi się na odbudowie rodzimej, a wiec krajowej gospodarce, a zatem nastąpi powrót do tradycyjnej polityki finansowej polegającej na osłabianiu własnej waluty.

Amerykański dolar ma dość dobre perspektywy na 2017 rok, a to z powodu szybciej rozwijającej się gospodarki Stanów Zjednoczonych, polityki monetarnej FED (Centralnego Banku Amerykańskiego), która zakłada dwie, a nawet trzy podwyżki stóp procentowych na bieżący rok, a z drugiej strony mamy zmianę administracji amerykańskiej i nowego prezydenta, który się nie zawaha osłabić dolara, jeżeli będzie taka potrzeba, czy to polityczna, czy to gospodarcza.

Reasumując kurs dolara powinien w bieżący roku być silniejszy, ale będzie to następowało powoli i na koniec 2017 roku, w grudniu dolar w stosunku do euro będzie na poziomie ok. 0.9500, czyli zostanie od wielu już lat przełamany parytet na parze EUR/USD.

W Polsce, na walutowym rynku krajowym nastał marazm i zdaje się, że inwestorzy jak na razie nie są zainteresowani spekulacją na polskiej walucie. Na parze USD/PLN będziemy w wąskim przedziale wahań (4,1100 – 4,0600), a na parze EUR/PLN (4,3900 – 4,3520).
Mariusz Kierasiński
Polska lepiej jest postrzegana przez agencje ratingowe

Polska coraz lepiej jest postrzegana przez najważniejsze agencje ratingowe, ku niezadowoleniu totalnej opozycji, która od dłuższego czasu wieści gospodarczy upadek Polski pod rządami PIS. Fitch i Moody’s tym razem nie zmieniły ratingu Polski, czyli wycenę wiarygodności i wypłacalności państwa na światowym rynku inwestycyjnym, co niewątpliwie przełoży się na umocnienie polskiej waluty i zaowocuje wzrostem rentowności obligacji. Ponadto Fitch w komunikacie ustosunkował się do dobrego ratingu Polski wskazując na solidne fundamenty makroekonomiczne, w tym zdrowy system bankowy i właściwą politykę pieniężną. Agencja potwierdziła przewidywany przez rząd PIS rozwój Polski na 2017 rok w wysokości 3% PKB, a na 2018 w wysokości 3,2% PKB. Przypomnę, że już w grudniu ubiegłego roku agencja Standard & Poor’s także potwierdziła dotychczasową oceną ratingu Polski, a nawet podniosła perspektywę do poziomu stabilnego. Jako powód podano zmniejszenie ryzyka utraty niezależności przez Narodowy Bank Polski.

Obecna wycena wiarygodności kredytowej Polski przez agencje ratingowe, po ponad roku rządów PIS nie wzbudziła już tak wielkich emocji, jak to było na samym początku, kiedy straszono Polaków, że rządy PIS doprowadzą w krótkim terminie do katastrofy gospodarczej, a ówczesna negatywna wycenia ratingowa była li tylko podyktowana względami politycznymi.

Pani premier Beata Szydło nie obawiała się negatywnej oceny agencji i wskazywała na solidne fundamenty makroekonomiczne, pomimo realizacji ważnych dla Polaków projektów społecznych, jak: program 500+, obniżenie wieku emerytalnego, darmowych leków do seniorów powyżej 75 roku życia, czy rozpoczęciem w 2017 roku realizacji programu mieszkanie + i wielu, wielu innych. Nie bez znaczenia pozostaje innowacyjny program gospodarczy pana wicepremiera Mateusza Morawieckiego, coraz lepiej postrzegany przez ekonomicznych znawców, czy kończące się prace nad mechanizmem, który ma skłonić banki do dobrowolnego ustalenia z kredytobiorcami przewalutowania kredytów walutowych, czyli problem z kredytami frankowymi. Polskie państwo kosztami takiej operacji obarczy banki i o dziwo już nie będzie to źle postrzegane, przez tzw. gremia finansowe. W końcu pod koniec ubiegłego roku agencje uspokoiły rynki, pisząc o polskiej gospodarce, że „unijne kryterium deficytu pozostaje silną kotwicą dla polityki fiskalnej”.

Zatem w nadchodzącym tygodniu, można się spodziewać umocnienia polskiej waluty. W stosunku do euro w okolicach 4,3320, a w stosunku do dolara w okolicach poziomu 4,0550.

Na przestrzeni roku 2017 można się spodziewać silniejszej złotówki, aczkolwiek może dojść do lokalnego jej osłabienia w miesiącach letnich, ale to będzie powodowane względami politycznymi i niezależnymi od nas. Bowiem w tym czasie odbędą się wybory najpierw w Holandii, następnie we Francji, a na jesień w Niemczech. Można założyć, że jak w Holandii, tak i we Francji do władzy dojdą partie prawicowe, co podobnie jak w Polsce w 2015 roku, spowoduje dużą nerwowość na rynkach kapitałowych. Mimo gwarantowanych prognoz, że w Niemczech władza się nie zmieni, niebyłym tak tego pewny. Przypomnę, że w Polsce podobnie mówiono, że Komorowski nie ma z kim przegrać. Niezależnie od czynników politycznych i niezwiązanych bezpośrednio z Polską, złoty na koniec 2017 roku powinien być na poziomie w stosunku do euro 4,1000, a w stosunku do dolara 4,2000. Zakładam bowiem, że w tym roku dojdzie na centralnej parze (EUR/USD) do przesilenia parytetu w okolicach 0,9500, 0,9000. Powody są wielorakie; silniejsza gospodarka Stanów Zjednoczonych, wsparta prognozą podwyższenia stóp procentowych oraz słabością strefy euro, borykającą się z kryzysem finansowym, kryzysem emigracyjnym i niepewnością polityczną.
Mariusz Kierasiński
Noworoczne odreagowanie

Dnia 07.01.2017 r.

Na głównej parze (EUR/USD) na przełomie roku doszło do odreagowana. Kurs dolara osłabił się z poziomu 1,0345 do poziomu 1,0620. Często tak się dzieje, że po długim trendzie, w tym wypadku spadającym, czyli umacniającym kurs dolara i zazwyczaj bo dobrych danych gospodarczych, czy decyzjach banku centralnego. Kiedy już przeminą te dobra dane oraz decyzje władz monetarnych, rynek odreagowuje i zaczyna iść w stronę przeciwną. Do tego doszły jeszcze gorsze dane na początku roku dotyczące grudniowego rynku pracy. Raport ADP zanotował tylko 153 tyś. nowych miejsc pracy, a miało być ich 170 tyś. W listopadzie notowano aż 215 tyś. miejsc pracy. Jednak bardziej zadziałała tu psychologia, niż dane gospodarcze, bo inwestorzy byli już zmęczeni coraz silniejszym kursem dolara.
Na nadchodzący tygodniu przewiduję uspokojenie w wąskim przedziale wahań (1,0610 – 1,0390).

Na polskim rynku walutowym na początku roku także doszło do odreagowania i kurs naszej waluty zdecydowanie się umocnił. Moim zdaniem jest to zapowiedź, że w tym roku polska waluta będzie mocna, z osłabiającymi ją korektami w czasie przesileń politycznych związanych z wyborami w Holandii, Francji i w Niemczech. Wystarczył tydzień czasu, aby kurs polskiej waluty umocnił się w wypadku do euro z poziomu 4,4200 do poziomu 4,3500, a w relacji do dolara z poziomu 4,2400 do poziomu 4,1300. Jednakże nowy tydzień może się zacząć od drobnej korekty i złoty ponownie się osłabi, ale to nie zaneguje obecny trend na umocnienie polskiej waluty.

Złoty ma perspektywę umocnić się w stosunku do dolara nawet do poziomu 4,0950, a w stosunku do euro do poziomu 4,3320. Tak wynika przynajmniej z analizy technicznej, co nie oznacza że stanie się to natychmiast.
Mariusz Kierasiński
Analiza walutowa i prognozy na 2017 r.

Dnia 17.12.2016 r.

Najważniejszym wydarzeniem ubiegłego tygodnia było posiedzenie amerykańskich władz monetarnych (FOMC), na którym zgodnie z przewidywaniami rynku zostały podniesione stopy procentowe o 25 punktów bazowych, czyli o 0,25%. Jednakże FOMC zaskoczył rynek walutowy tym, że zastała zasygnalizowana aż trzykrotna podwyżka stóp procentowych w 2017 r., gdy tym czasem rynek spodziewał się dwukrotnej podwyżki. Z tego też powodu dolar umocnił się do większości walut, w tym do euro (1,0370), a w stosunku do złotego (4,2700). Złoty także się osłabił w stosunku do euro (4,4550). Tydzień zakończył się jednak silniejszym złotym, w stosunku do euro (4,4150), a do dolara (4,2300), bo też nastąpiło odreagowanie na centralnej parze (1,0450).

Następny przedświąteczny tydzień powinien przynieść uspokojenie w wąskich przedziałach wahań, na parze USD/PLN 4,2400 – 4,1800, na parze EUR/PLN 4,4200 – 4,3800, a na centralnej parze 1,0370 – 1,0500. Im bliżej świat, tym bardziej rynek będzie się uspokajał, bo też obroty będą malały, pomimo kolejnych ważnych danych ze Stanów Zjednoczonych, które pojawią się w czwartek (końcowy odczyt PKB w 2016 r.). Rynek przewiduje drobną korektę na korzyść gospodarki USA z 3,2% na 3,3% PKB.

Już wiadomo, że kolejny rok - 2017, nie będzie należał do spokojnych. Amerykański dolar nie przestanie skupiać na sobie uwagi inwestorów, a to z powodu wspomnianych podwyżek stóp procentowych, wyższej dynamiki rozwoju amerykańskiej gospodarki i nieco wyższej inflacji. Także do wzrostu dolara przyczyni się sama Unia Europejska, szczególnie strefa euro, przed którą mnożą się problemy finansowe (niewydolność sektora bankowego Włoch, katastroficzne zadłużenie Grecji, Hiszpanii, Portugalii i Włoch) oraz problemy natury politycznej. Wybory we Francji, Holandii i w Niemczech, a w 2018 r. we Włoszech, gdzie niedawno doszło w referendum do odrzucenia unijnych reform. Jeżeli we Francji i w Holandii zwyciężą partie prawicowe, na co się zanosi, to nawet ewentualne zwycięstwo Angeli Merkel w Niemczech nie pomoże w ustabilizowaniu rynków finansowych i Europejskiej sceny politycznej. 2017 rok może przynieść poważnie przesilenie nie tylko w europejskiej polityce, ale i w gospodarce. Bowiem socjalny, powiedziałbym socjalistyczny model gospodarki Unii Europejskiej, centralnie zarządzanej, wykazuj wyraźnie oznaki niewydolności i wzbudza coraz większe niezadowolenie z polityki gospodarczej prowadzonej przez Niemcy. Narody Europy południowej, a także Francji wykazują chęć uniezależnienia się od Niemiec. Wydaje się, że dojrzały do stanowienia własnej, niezależnej polityki oraz gospodarki. Niestety środowiska lewicowe i liberalne, które dotychczas dominowały w Unii Europejskiej i narzucały swój korporacyjny styl gospodarki oraz światopogląd w kreowaniu polityki dehumanizacyjnej, nie będą się chciały pogodzić z demokratycznymi wyborami poszczególnych narodów i powrotu do tożsamości narodowych, mogą doprowadzić do bardzo poważnego kryzysu już nie tylko gospodarczego, ale przede wszystkim politycznego. Zakładam, że partie prawicowe Francji i Holandii w 2017 roku zwyciężą, do czego się przyczyni niefortunna polityka emigracyjna narzucana Unii Europejskiej przez Niemcy, a w 2018 roku prawica zwycięży we Włoszech, co może doprowadzić do upadku strefy euro, a potem całej Unii Europejskiej. Co ciekawe, że do upadku Unii Europejskiej najbardziej przyczynią się właśnie ci którzy dotychczas nią zarządzaną. Bowiem nieumiejętność odczytywania znaków czasu oraz niepogodzenie się z narodowymi dążeniami do niezależność poszczególnych państw, które chciałyby zreformować Unię Europejską i przekształcić ją w Europę Ojczyzn, niezależnych narodów, ale ze sobą współpracujących przede wszystkim w dziedzinach gospodarczych, spowoduje najpoważniejszy konflikt, który zakończy się rozpadam Unii Europejskiej.

Polska przeciwnie będzie przeżywała wyższy rozwój gospodarczy, spowodowany pozytywnymi działaniami rządu PIS (program 500+, program mieszkanie +, gospodarczy plan Morawieckiego połączony z innowacyjnością) spowoduje, że w 2017 roku wzrośnie polskie PKB do 3,6%, jak zakłada ustawa budżetowa oraz komisja Unii Europejskiej. Wzrost polskiego PKB byłby o wiele wyższy, przekraczający 4%, gdyby nie uciekające z Polski międzynarodowe korporacje, które nie zamierzają płacić należnych podatków w kraju w którym prowadzą działalność gospodarczą. Jednakże to będą tylko chwilowe trudności i szacuje, że w 2018 roku PKB w Polsce osiągnie 4,5%, a nawet 5%. Moje szacunki na 2017 rok są nieco wyższe, niż zakłada to ustawa budżetowa i komisja europejska, bo na poziomie 3,8% PKB. Zatem polska waluta w 2017 roku zacznie się powoli umacniać, do czego przyczyni się także powoli wzrastająca inflacja. Dotychczas mieliśmy deflację przy sztucznie zawyżonych stopach procentowych z powodu dyktatu zagranicznych banków działających w Polsce. Powoli i ta kwestia zmienia się na korzyść, czego pierwszą jaskółką jest przejęcie dużego banku (PEKAO S.A.) przez skarb państwa. Obecna władza monetarna w Polsce (RPP) nie będzie w 2017 roku zmieniała stóp procentowych, pomimo wzrastającej inflacji. To urealni poziom inflacji z poziomem stóp procentowych. Te wszystkie pozytywne zmiany, szczególnie społeczne, które zostały zapoczątkowane w bieżącym roku, będą kontynuowane w roku 2017, pomimo destruktywnej działalności obecnej opozycji, która pozbawiła się merytorycznych argumentów żeby się stać opozycją konstruktywną.

Reasumując - zakładam, że w grudniu 2017 roku polska waluta będzie silniejsza, w stosunku do euro w okolicach 4,1000, w stosunku do franka szwajcarskiego w okolicach 4,00 PLN, a odnośnie do dolara nie zmieni się i pozostanie w okolicach 4,2000. Bowiem 2017 rok przyniesie przełamanie parytetu na parze EUR/USD i będzie wynosił około 0,9000.

Z powodu zbliżających się świąt Bożego Narodzenia, pragnę wszystkim czytelnikom moich analiz złożyć serdeczne życzenia. Niech Chrystus ponownie narodzi się w każdym z nas i opromieni nas swoją radością i niezachwianą nadzieją, nadzieją zbawienia, która zawieść nie może.
Mariusz Kierasiński
Włosi odrzucili unijny dyktat


Dnia 10.12.2016 r.


Coraz wyraźniej widać, że scena polityczna w Europie zaczyna się polaryzować, co przekłada się na większą nerwowość rynków kapitałowych. Włosi w zeszłym tygodniu w referendum zdecydowanie odrzucili reformy unijne proponowane przez premiera Matteo Renzi. Przy bardzo wysokiej frekwencji, bo przekraczającej 68%, aż 60% Włochów odrzuciło ingerowanie UE w ich kraju. Jeszcze to nie oznacza, że Włosi stali się w pełni niezależnym narodem, ale obrali drogę do owej niezależności. O tym zdecydują najbliższe wybory parlamentarne w których mogą wygrać siły pro narodowe, dążące do uniezależnienia się najpierw od strefy euro, a potem w ogóle od całej Unii Europejskiej. Włosi doskonale zdają sobie sprawę z tego, że szczególnie strefa euro jest dla nich bardzo niekorzystna. Mit prosperity wspólnego pieniądza, szczególnie w krajach południowych upadł i wzmagają się dążenia do uniezależnienia od strefy euro i powrotu do narodowych walut, które o wiele bardziej chronią poszczególne państwa, szczególnie w czasach kryzysu. Okazało się, że właśnie wspólny pieniądz jest kryzysogenny, bo nie uwęglenia specyfiki zróżnicowanych gospodarek europejskich i tworzy konflikt interesów pomiędzy krajami północnymi a południowymi. Zatem można przewidzieć, że dniu wspólnej waluty euro są policzone.


Włoskie referendum obnażyło jeszcze jeden ważny szczegół. Okazało się, że włoski system bankowy jest niewydolny i zagraża mu realne bankructwo. Skala złych kredytów jest zatrważająca i ogólna drożyzna. Wydaje się, że przejście, powrót do narodowego pieniądze, taniego włoskiego lira może uzdrowić tą sytuację. Na pewno uzdrowi najważniejszą dziedzinę włoskiej gospodarki jaką jest turystyka. Przy tanim pieniądzu, turystyka na powrót stanie się kołem zamachowych włoskiej gospodarki.


Wyniki włoskiego referendum zachwiały rynkiem walutowym. Euro momentalnie zostało przecenione w stosunku do dolara do poziomu 1,0505, aby potem odreagować do poziomu 1,0860, by na koniec tygodnia powrócić do bardzo silnego wsparcia 1,0550. Na polskim rynku walutowym także wywołało to istny roller – coaster. Złoty na początku znacząco się osłabił, w stosunku do dolara do poziomu 4,2650, a w stosunku do euro do poziomu 4,5060, aby po chwili doszło do niespotykanego umocnienia polskiej waluty do poziomów: w stosunku do dolara do 4,1000, a w stosunku do euro 4,4200. Tydzień zakończył się nieco wyżej, bo w przypadku dolara 4,2100, a w przypadku euro 4,4470. Stało się tak dlatego, że w sukurs europejskiej walucie, a także pośrednio i polskiej przyszła decyzja Europejskiego Banku Centralnego (ECB) o przedłużeniu programu QE, czyli wykupu aktywów krajów strefy euro przez europejski bank centralny.


Również tydzień temu w Austrii odbyły się powtórzone wybory prezydenckie, w których nieznacznie wygrał kandydat lewici i liberałów Van der Bellen. Niemcy odetchnęli, bo w przypadku zwycięstwa prawicowego kandydata Hofera, Austria podobnie jak Włochy odwróciłaby się od Unii Europejskiej. O wygranej Van der Bellena zdecydowały Austriaczki, które dały sobie wmówić, że Hofer doprowadzi do wojny z emigrantami i wyprowadzi Austrię z Unii Europejskiej, łącząc się z Grupą Wyszehradzką. Sytuacja podobnie jak we Włoszech rozwiąże się w przyszłych wyborach parlamentarnych, w których narodowa partia Wolności może odnieść zwycięstwo.


Najważniejszym wydarzeniem w nadchodzącym tygodniu będzie decyzja FOMC, czyli amerykańskich władz monetarnych w kwestii stóp procentowych, która ma nastąpić 14-go grudnia. Rynek już w całości zdyskontował podwyżkę o 25 punktów bazowych, czyli o 0,25% i jeżeli tak się stanie, to nie spodziewam się większych ruchów walutowych. Rozczarowaniem będzie jeżeli FOMC utrzyma stopy procentowe na dotychczasowym poziomie. Wówczas dojdzie do znacznej przeceny dolara. Dolar może stracić nawet jeżeli dojdzie do zakładanej przez rynek zmiany, bo jak wspomniałem już doszło do zdyskontowania takiej decyzji. W wypadku podniesienia stopy procentowej aż o 50 punktów bazowych, co wydaje się nieprawdopodobne, dolar znacząco by się umocnił, nawet do zrównania z euro, czyli do parytetu pary EUR/USD. Zresztą osiągniecie parytetu na centralnej parze jest nieuchronne, tylko w 2017 roku. Bowiem zakłada się, że FED może dwukrotnie podnieść koszt amerykańskiego pieniądza.
Mariusz Kierasiński.

Budzą się narodowe tożsamość do samostanowienia

Dnia 02.12.2016 r.

Zapowiada się bardzo ciekawy weekend, bowiem we Włoszech odbędzie się referendum w sprawie zmian we włoskiej konstytucji proponowanych przez premiera Matteo Renziego, potrzebnych do wprowadzenia unijnych reform oraz powtórzone prezydenckie wybory w Austrii.

Premier Matteo Renzi w 2014 r. jak obejmował władzę zapowiadał wyciągnięcie Włoch z zapaści gospodarczej, przeprowadzenia unijnych reform i zjednoczenie centrolewicy. Jak dotychczas nic takiego się nie stało. Włosi są już zmęczeni przedłużającym się gospodarczym kryzysem, wysokim bezrobociem, a do tego doszedł problem uchodźców. Włosi już nie wierzą, że Unia Europejska jest w stanie rozwiązać te problemy i chodź to naród w większości o lewicowych poglądach, liberalnych a nawet faszystowskich, który w przeszłości poparł nazizm, teraz może się zwrócić ku narodowym wartością i odrzucić globalne rozwiązania forsowane przez Unię Europejską. Przetoczę dość popularny pogląd wielu Włochów w tym pewnej Polski mieszkającej od ponad 30 lat w Neapolu, że dotychczas żyło się w Neapolu dobrze, dopóki nie weszło euro. Od tego czasu mamy permanentny kryzys. Zatem stawiam, że Włosi powiedzą NIE unijnym reformą, czym spowodują polityczny i finansowy kryzys w Unii Europejskiej. Premier Włoch Matteo Renzi zapowiedział, że w tym wypadku poda się do dymisji. Powtórzy się sytuacja z Brxitu, choć skutki tego zapewne będą mniejsze.

W Austrii zostaną powtórzone prezydenckie wybory, które zostały zakwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny. 4-go grudnia szanse na zwycięstwo ma prawicowy polityk związany z Partią Wolności Norbert Hofer. Austriacy podobnie jak Włosi mają dość problemu imigrantów, a narzucanych im przez politykę Unii Europejskiej głównie Niemiec, której reprezentantem w Austrii jest Alexander Van der Bellenem polityk Zielonych kontrkandydat Hefera. Dla Polski i całej Grupy Wyszehradzkiej zwycięstwo Hofera byłoby niezwykle korzystne. Bowiem jak zapowiedział Hofer , że w przypadku jego zwycięstwa, Austria przystąpi właśnie do Grupy Wyszehradzkiej. Chyba jesteśmy świadkami przesuwania się roli i sił jaka się dokonuje w całej Europie. W tym wypadku także zakładam, że wygrają narodowe dążenia do samostanowienia i wygrana Hofera będzie kolejną porażką Unii Europejskiej i polityki Niemiec.

Po pozytywnych zmianach jakie się ciągle dokonują na Węgrzech, Polsce, Wielkiej Brytanii, a także w Stanach Zjednoczonych, przychodzi kolej na Włochy, Austrię, a w przyszłym roku we Francji i w Holandii, a także i w samych Niemczech. Świat skręca w prawo i do głosu dochodzą odrzucone przez lewicowy i liberalny a zarazem globalny światopogląd wartości konserwatywne i narodowe. Do czego to może doprowadzić? Na pewno jest to reakcja na zagrożenia globalne, nie tylko gospodarcze, ale także natury moralnej. Jest to ratunek przed globalną zagładą, które liberalne i lewicowe elity nam od lat szykują.

W ubiegłym tygodniu wspominałem o groźbach obniżenia ratingu przez agencje ratingowe, głównie przez agencję Moody’s , po zatwierdzeniu przez polski parlament ustawy emerytalnej. 2-go grudnia agencja Standard & Poor’s jednak nie odważyła się obniżyć ratingu dla Polski, przeciwnie nie tylko potrzymała na obecnym poziomie BBB plus, ale ku zaskoczeniu inwestorów zmieniła perspektywę z negatywnej na stabilną. Stało się tak dlatego, że choć prognozy PKB w roku 2016 zostały obniżone z 3,5% do 3,0%, ale podważone na 2017 r. z 3,1% na 3,2%. Chyba agencje ratingowe zaczynają powoli sobie zdawać sprawę, że nie tyko na gospodarkę w takich krajach jak Polska ma wpływ polityka, ale czynniki stricte ekonomiczne. Plan Morawieckiego w 2017 r. zacznie działać i polityczny układ agencji ratingowych z opozycją w Polsce powoli się skończy.

Jeżeli spełni się to co przewiduję w następnym tygodniu będziemy mieli rozchwiany rynek walutowy, giełdy papierów wartościowych i nawet giełdy towarowe. Jeden z największych i najbardziej nielubianych spekulantów George Soros już większość swoich aktywów przerzucił z tzw. walut ryzykownych na złoto. Szczury najszybciej uciekają z tonącego okrętu. Spekulanci podobnie jak szczury cechują się podobnym instynktem.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 26.11.2016 r. Analiza tygodniowa 28.11.-03.12.2016 r.

Polska ponownie pod ostrzałem agencji ratingowych

W ubiegłym tygodniu sejm przyjął projekt prezydenckiej ustawy obniżającej wiek emerytalny. Z związku z tym światowe agencje ratingowa ponownie zaczęły źle postrzegać Polskę. Już agencja Moody’s pogroziła Polsce obniżeniem ratingu. Zatem można oczekiwać, że niedługo zawiśnie nad nami kwestia ewentualnych obniżek ratingu, co oczywiście osłabi polską walutę i tak już ostatnio osłabioną projektem opodatkowania spekulacyjnych zamkniętych funduszy inwestycyjnych (FIZ) i ucieczką tegoż kapitały z Polski. Do tego dochodzą tzw. czynniki globalne osłabiające waluty wschodzące, do których należy polski złoty, spowodowane założeniem uściślenia amerykańskiej polityki monetarnej, czyli grudniową podwyżką stóp procentowych.

Polski rząd wydaje się tym wszystkim zanadto nie przejmować, wychodząc skądinąd ze słusznego założenia, iż Polsce nie potrzeba tzw. kapitału spekulacyjnego, o który dbała poprzednia ekipa (PO-PSL), ale kapitału o charakterze inwestycyjnym, inwestujący w polską innowacyjność i w ogóle w narodową gospodarkę.

Obecne i przyszłe zawirowania związane z osłabieniem polskiej waluty przeminą, być może już w następnym roku, kiedy narodowa gospodarka, niezależnie od ocen światowych agencji ratingowych, zacznie lepiej prosperować. Potrzeba troszkę czasu, aby ambitny plan Morawieckiego zaczął się spełniać. I właśnie tego najbardziej obawiają się globalne korporacje, bo może się okazać, że w takim kraju jak Polska nie znajdzie się już dla nich miejsca. Do tego dochodzi, że nowy prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Tramp już zapowiedział ostrą walkę z globalnymi korporacjami, które niszczą amerykańską gospodarkę. Nagle okazało się, że zaczął się zmieniać klimat, który dotychczas sprzyjał niekontrolowanemu rozwojowi międzynarodowego kapitału spekulacyjnego i globalnych korporacji. Powrót do rozwoju narodowych gospodarek, które zapoczątkowały Węgry i Polska, może się rozszerzyć na Europę zachodnią i oczywiście na kontynent Amerykański.

Dolar od zwycięstwa Donalda Trampa w amerykańskich wyborach notuje coraz silniejszą pozycję. Jest to też związane z dyskontowaniem podwyższą stóp procentowych, która ma nastąpić 14-go grudnia na posiedzeniu FOMC (Amerykańskiej Władzy Monetarnej). Poziom 1,0550 na parze EUR/USD, okazał się być silnym wsparciem, który powstrzymał aprecjację amerykańskiej waluty. Sytuacja robi się dość ciekawa, bo 8-go grudnia mamy posiedzenia ECB (Europejskiego Banku Centralnego), który może się nie zdecydować na dalsze luzowanie polityki monetarnej, czyli zwiększenie programu QE (wykup aktywów – obligacji państw strefy euro) i tym samym chwilowo umocnić euro kosztem dolara.

Wcześniej 4-go grudnia będziemy mieli jeszcze ciekawsze wydarzenie, bo referendum we Włoszech na temat zmiany w konstytucji, m.in. w kwestii uprawnień Parlamentu. Włoski premier chce przepchnąć ową zmianę, aby było można realizować tzw. reformy, w myśl unijnych założeń. Może się okazać, że włoskie społeczeństwo sprzeciwi się tym zmianą i „integracyjna” polityka Unii Europejskiej poniesie kolejną porażkę. Włosi bowiem już są zmęczeni długim gospodarczym kryzysem, niepewnością co do własnych losów, bezrobociem, spadającym PKB i złymi kredytami.

EUR/USD – W nadchodzącym tygodniu może dojść do konsolidacji, w oczekiwaniu na wyżej wymienione wydarzenia, w przedziale 1,0520 – 1,0660 (Wykres: ośmiogodzinny).

EUR/PLN – Na niniejszej parze może także nastąpić konsolidacja w przedziale 4,4020 – 4,4600 (Wykres: Ośmiogodzinny).

USD/PLN – Tutaj przewiduję konsolidacje w przedziale 4,1450 – 4,2100 (Wykres: dzienny).
Mariusz Kierasiński.
Ucieczka kapitału spekulacyjnego z Polski

Dnia 19.11.2016 r.

Międzynarodowy kapitał spekulacyjny i w ogóle kapitał spekulacyjny, który ponoć nie ma narodowości, ale za to jego właściciele jak najbardziej mają, upodobali sobie te kraje w których władza jest liberalnego i lewicowego typu. W Polsce jak wiadomo władza się zmieniła i jest nie tylko prawicowa, ale o zgrozo dla kapitału spekulacyjnego konserwatywna. Ogólnie rzecz biorąc, nastawianie władzy liberalnej i lewicowej jest na pozyskanie kapitału krótkotrwałego, a więc spekulacyjnego z pominięciem narodowego i długotrwałego rozwoju gospodarczego. Natomiast władza prawicowa a tym bardziej konserwatywna, raczej jest nastawienia na narodowy i długotrwały rozwój gospodarczy. Dlatego wieczorem 10-go listopada, tuż przed dniem wolnym od pracy posłowie PIS wnieśli do sejmu projekt ustawy opodatkowującej tzw. FIZ-y. FIZ-y to zamknięte fundusze inwestycyjne gromadzące znaczny kapitały natury spekulacyjnej, bo dotychczas były zwolnione z opodatkowania. Zatem nie mogły z nimi konkurować podmioty gospodarcze obłożone różnymi podatkami . Korzystają z nich najbogatsi, a szczególnie korporacje bankowe. Bowiem przeciętnego obywatela nie byłoby stać choćby na samą obsługę takiego funduszu, która przeciętnie kosztuje ok. 400 tys. PLN. FIZ-y nie mają charakteru inwestycyjnego typu rozwoju firmy, ale tylko spekulacyjny i jak już płacą podatki to tylko w momencie zamkniecie danego funduszu. Dlatego miały charakter długoletni, waśnie aby uniknąć opodatkowania. Poselski projekt PIS-u polega na opodatkowaniu FIZ w wysokości 35% i corocznej daniny podatkowej. Nowa ustawa ma obowiązywać już od 1-go stycznia 2017 r. Zarządzający funduszami już zwrócili się do rządu o zastosowanie okresu przejściowego, bo jak argumentują brak odpowiednio długiego vacatio legis sparaliżuje nie tylko fundusze, ale także i banki. Innymi słowy, chodzi im o czas w którym mogliby spokojnie wyprowadzić znaczne kapitały ulokowane w FIZ-ach z Polski. Zobaczymy czy polski rząd ugnie się przed bankowym lobby. Niezależnie od tych wszystkich prawnych niuansów, już 11-go listopada, nie bacząc na to, że w Polsce rynek nie pracował, nerwowo i w panice zaczął się wycofywać z naszego kraju kapitał spekulacyjny. Cały miniony tydzień upłynął pod dyktando panicznej ucieczki światowej i krajowej spekulacji.

Waluta amerykańska w stosunku do złotego od połowy 2002 r., była notowana na niespotykanych poziomach (powyżej 4,2000). Niezależnie od czynników krajowych dolar umacniał się na rynkach światowych z powodu przewidywanej kolejnej podwyżki stóp procentowych, która ma nastąpić na grudniowym posiedzeniu FED. Euro dotarło do poziomu 4,4600, a frank szwajcarski powyżej 4,1500.

Można domniemywać, że do końca roku sytuacja raczej się nie uspokoi, a zarazem błędem byłoby mniemać, że czeka nas tylko gwałtowne osłabienie polskiej waluty. Kapitał zgromadzony w FIZ-ach, według szacunków ok. 120 mld PLN, jest na tyle duży, że potrzebuje bardzo długiego czasu, aby mógł się spokojnie przemieścić za granicę. Zatem w ubiegłym tygodniu mieliśmy do czynienia z gwałtowną i nerwową reakcją, po której można się spodziewać pewnego rodzaju uspokojenia, bo w przeciwnym razie zarządzający FIZ-ami, będą ponosili dodatkowe straty spowodowane zbyt drogą walutą.

Reasumując spodziewam się bardzo wysokiej zmienności kursów walutowych, gwałtownych spadków i ostrych wzrostów. Dolar może pobić najwyższe w historii notowania względem polskiej waluty i przebić poziom 4,3500, ale też możemy zobaczyć poziomy poniżej 4,0000 PLN. Euro, najbliższy mocny opór ma dopiero na poziomie 4,4950, ale może się skorygować poniżej poziomu 4,3500.

Na dłuższą metę opodatkowanie spekulacyjnych aktywów w zamkniętych funduszach inwestycyjnych, niewątpliwie przyniesie Polsce pożytek. Bowiem powoli aspirujemy do grupy państw, w których priorytetem jest długoterminowe inwestowanie w rodzimy przemysł, rolnictwo, handel, czyli w rodzimą gospodarkę, kosztem międzynarodowego i krajowego kapitału spekulacyjnego.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 12.11.2016 r. Analiza tygodniowa 14-19.11.2016 r.

Światowi spekulanci zaatakowali Polskę

11-go listopada, w dzień nordowego święta, kiedy Polacy świętowali odzyskanie niepodległości, międzynarodowy kapitał spekulacyjny, który posiada nie tylko odpowiednią narodowość, ale przede wszystkim, jego właściciele, sprecyzowane poglądy o charakterze lewicowym, zaatakowali polski rynek walutowy. Kurs USD/PLN został wywindowany do poziomu prawie 4,1000, a EUR/PLN do poziomu 4,4500. Tak wielkich zmian kursu, w ciągu jednego dnia, nawet w czasach ostatniego kryzysu światowego w larach 2008 – 2012,nie były odnotowywane. W mediach pojawiły się naiwne próby wytłumaczenia, że była to spóźniona reakcja rynku spowodowana wyborem Donalda Trampa na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych. Nic bardziej mylnego, bowiem reakcja rynków akcji była pozytywna. Światowe giełdy, w tych warszawski parkiet odnotował zwyżki wszystkich indeksów, a także w miarę stabilnie zachowywała się nasza waluta, aż do piątku 11-go listopada. Nic nie dzieje się przypadkowo, a tym bardziej gdy w grę wchodzą ogromne pieniądze. Tak samo nie spóźniają się ci, którzy na szali kładą miliardy. Zatem świadomym zamiarem było tych, co zarządzają światowymi kapitałami spekulacyjnymi, gwałtownie osłabienie polskiej waluty, własna w dzień naszego narodowego święta, bo nie mogliśmy się obronić. Druga kwestia, to przeprowadzony atak właśnie w dzień wolny od pracy skuteczność musiał być bardzo skuteczny i to niewielkim kosztem. Wystarczyło tylko rzucić na tak płytki rynek kilkadziesiąt milionów dolarów czy euro, aby uzyskać oczekiwany efekt. I tu można przetoczyć słowa prezydenta elekta USA Donalda Trampa, że przestępcy do których zaliczył m.in. Clintonów, lobbujących na rzecz międzynarodowych korporacji, a w tym międzynarodowego kapitału spekulacyjnego, nie cofną się przed niczym, aby niszczyć tych, czy te państwa, które przeciwstawiają się globalizacji. Polska została ukarana właśnie w dzień 11-go listopada, w nasz dzień niepodległości, że ośmielamy się prowadzić niezależną politykę i niejako zostaliśmy obarczeni odpowiedzialnością, że prawicowy nurt odwołujący się do tradycyjnych wartości rozlewa się na świecie i teraz dotarł aż do Ameryki.

Zupełnie inny obraz rynku walutowego zapewne będzie już w poniedziałek nadchodzącego tygodnia, gdy w grę wejdą uczestnicy rynków kapitałowych, którzy 11-go listopada świętowali. Może się okazać, że jak gwałtowna była przecena polskiej waluty, tak gwałtowny będzie jej powrót do wartości sprzed 11-go listopada.

Mimo zapowiedzeń, że relacja światowych rynków kapitałowych, w tym szczególnie walutowych, na ewentualny wybór Trampa będzie katastroficzna, bo ten otwarcie sprzeciwia się globalizacji, nie spełniła się. Co prawda na początki dolar osłabił się w stosunku do euro do poziomu 1,1300, ale już po chwili był notowany w okolicach 1,1000 i jego wartość nadal rosła, aby tydzień zakończyć na poziomie 1,0850. Skoro nie sprawdziły się kasandryczne zapowiedzi lewicowo – liberalnych środowisk i mediów, to wydaje się, że całą złość mogli wyładować na ataku na polski rynek walutowy, kiedy ten nie pracował z powodu narodowego święta. Co ciekawe, takie gazety jak „Newsweek”, czy „Gazeta Wyborcza”, tak bardzo były pewne zwycięstwa Hilary Clinton, że przedwcześnie wydrukowały całe numery z nagłówkami „Madam president” i musiały się wycofywać z tych numerów.

EUR/USD – Rynek znajduje się w łagodnym kanale spadkowym trendu bocznego i prawdopodobnie, oczywiście z korektami będzie podążał w kierunku południowym, gdzie najbliższe wsparcie można zlokalizować na poziomie 1,0720 (Wykres: Dzienny).

EUR/PLN – Na tak rozchwianym rynku, wszystko może się wydarzyć. Jednak jak wyżej wspomniałem, oczekuję raczej na solidne odreagowanie ostatnich wzrostów kursu i powrotu znacznie poniżej poziomu 4,4000 (Wykres: Ośmiogodzinny).

USD/PLN – Na tym rynku także oczekuję odreagowania piątkowych kursów i powrotu nawet poniżej poziomu 4,0000 PLN (Wykres: Dzienny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 06.11.2016 r. Analiza tygodniowa 07-12.11.2016 r.

Tramp nowym prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki

Dla przeciętnego i rdzennego Amerykanina, jeżeli można w ogóle w tych kategoriach tak mówić, Tramp to naturalny wybór do odbudowy Ameryki jako niezależnego narodu amerykańskiego i utrzymania wpływów jako światowego mocarstwa. Tramp to nie wariat, który postradał zmysły, jak to przedstawiają liberalne i lewicowe media, nie tylko w Ameryce, ale także i w Polsce, jak „Gazeta Wyborcza”, tylko amerykański patriota, który ma odwagę przeciwstawić się globalizacji. Tramp mówi i wie co mówi, że Clintonowie to przestępcy, którzy służą tzw. światowemu rządowi, czyli masonerii, szczególnie żydowskiej, tajnej organizacji, która zamierza doprowadzić do tego, aby korporacje wielkich międzynarodowych firm, lobby bankowe, lobby sędziowsko-prawnicze tak naprawdę rządziły i tworzyły prawa nie tylko w Ameryce, ale i na całym świecie. Te międzynarodowe organizacje, dysponujące nieograniczoną ilością pieniędzy, są przeciwko budowaniu narodowych tożsamości, a więc przeciwko patriotyzmowi. Dlatego promują kosmopolityzm. Są przeciwko silnej i konkurencyjnej gospodarce opartej na drobnych, małych i średnich przedsiębiorstwach, które budują narodowy dobrobyt poszczególnych państw i w tej sposób uniezależniają się od globalnych rozwiązań narzucanych przez rządy i struktury unijne służące dyrektywą tzw. światowego rządu. Międzynarodowe korporacje, lobby bankowe i sądowo-prawnicze, to po prostu złodzieje, które w majestacie stworzonego przez siebie prawa okradają całe narody w tym naród amerykański. Tramp ma odwagę o tym głośno mówić. Dlatego określa ich jako przestępców, który nie cofną się przez niczym, przed żadną zbrodnią, aby doprowadzić do swego celu.

Za globalnym modelem gospodarki, stoi globalna moralność, a raczej jej całkowite zaprzeczenie. Globalizm bowiem wyznaje i uznaje wszelkie dewiacje w tym szczególnie o charakterze seksualnym (homoseksualizm damski i męski, transseksualizm i transwestytyzm) a zatem niszczy podstawową komórkę na której zbudowana jest narodowość, jaką jest rodzina. Jest przeciwko życiu od poczęcia do naturalnej śmierci, czyli promuje aborcję, antykoncepcję, eugenikę i eutanazję. W nauczaniu stosuje Gender. Patria Demokratów, a szczególnie Clintonowie są niejako przedstawicielami tych wszystkich niepokojących zjawisk. Jako że mają wielkie i poczytne media jak Washington Post, zostało stworze wrażenie, że Hilary Clinton jest murowanym i pewnym kandydatem na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Tramp nie jest świętą osobą, wręcz przeciwnie to człowiek, który ma pięcioro dzieci z trzema żonami. Z dwiema się już rozwiódł. Jednak zachował elementarną przyzwoitość w realistycznym ocenianiu rzeczywistości i dlatego przeciwstawia się globalizacji, szczególnie tej gospodarczej. Dlatego Amerykanie wybiorą właśnie jego, bo mają, podobnie jak inne narody w tym Polacy, już dosyć dyktatu międzynarodowych korporacji.

Reasumując w wielkim uproszczeniu, tym czym dla Węgier jest premier Viktor Orban, czy dla Polski Jarosław Kaczyński, tym dla Amerykanów jest Tramp.

Z wyżej opisanych powodów i z sondaży, które dają równowagę w wyścigu do fotela prezydenta w tegorocznych wyborach w USA, rynki nerwowo zaczęły się zachowywać. Tylko polska waluta jeszcze jest w miarę spokojna. Ta nerwowość do środy nadchodzącego tygodnia, kiedy będzie już wiadomo, kto został nowym prezydentem Stanów Zjednoczonych się utrzyma, a wypadku tego jak prognozuję, że wygra Tramp na pewno wzrośnie. Rynki kapitałowe zdominowane przez międzynarodowy kapitał spekulacyjny, czyli przez korporacje banków i funduszy hedgingowe będą się starały pokazać, jak wielkie wydarzyło się zło, że wygrał Tramp i zachwieją światowymi rynkami w tym polskim rynkiem walutowym.

EUR/USD – Z powodu równowagi w amerykańskich sondażach w wyścigu do fotela prezydenckiego i obaw, że Tramp może wygrać, dolar się osłabił i przekroczył barierę 1,1100. Analiza techniczna wykresu dziennego wskazuje, że osłabienie dolara jest możliwe do poziomu 1,1240 (Wykres: Dzienny). W wypadku rzeczywistej wygranej Trampa, dolar prawdopodobnie przebije tą górną granicę trendu wzrostowego (1,1240).

EUR/PLN – Rynek nadal znajduje się w wąskim trendzie bocznym, którego górnym ograniczeniem jest poziom 4,3400, a dolnym 4,2950 (Wykres: Ośmiogodzinny). Do środy nadchodzącego tygodnia, w którym poznamy nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych, górna bariera trendu bocznego będzie zagrożona, a w wypadku zwycięstwa Trampa rynek rozchwieje się.

USD/PLN – Ze względu na prezydenckie wyboru w USA , dolar może się osłabić do poziomu 3,8550 (Wykres: Ośmiogodzinny), ale też z tych samych powodów powinna się osłabić polska waluta. Zatem będzie zachowana równowaga ze wskazaniem na silniejszego dolara od złotówki. Bowiem polska waluta może bardziej słabnąć niż amerykański dolar.
Mariusz Kierasiński
Dnia 02.11.2016 r. Analiza tygodniowa 02-05.11.2016 r.

Gospodarka Stanów Zjednoczonych przyspiesza

W ubiegłym tygodniu najważniejsze dane ukazały się dopiero w piątek, dotyczyły III kwartału amerykańskiego PKB. Niejako od nich rynek uzależniał grudniową decyzję FED o kolejnej podwyżce stóp procentowych. Dane okazały się dobre, a nawet bardzo dobre. Stany Zjednoczone w III kwartale bieżącego roku rozwijały się w tempie aż 2,9%. Konsensus rynkowy wynosił 2,5 - 2,6%, tylko jeden z banków, Goldman Sachs, przewidywał wzrost PKB właśnie na poziomie 2,9%. Jakby było tego mało, deflator PKB, czyli miernik poziomu cen dla całej gospodarki wyniósł 1,7%, kwartał do kwartału, wobec oczekiwanego 1,6%. Te dane jednoznacznie pozytywnie pokazują, że gospodarka Stanów Zjednoczonych nie tylko wyszła z recesji, ale przyspiesza tempa. Reakcja rynku była dość zaskakująca. Można byłoby się spodziewać umocnienia dolara, a tymczasem dolar stracił w stosunku do euro, aż 80 punktów. W piątek rano centralna para była notowana na poziomie 1,0907, a sesja zakończyła na poziomie 1,0985. Można to tym tłumaczyć, że rynek już zdyskontował nawet tak dobra dane, bo w ostatnim czasie dolar zyskiwał do wszystkich walut, a w stosunku do euro aż trzy figury. Obecnie dolar jeszcze niżej jest notowany, bo na poziomie 1,1080. Wydaje się, że obecna korekta nie potrwa długo i w następnym tygodniu możemy na powrót obserwować wzrastające notowania dolara.

Przed nami listopadowe i grudniowe posiedzenie władz monetarnych Stanów Zjednoczonych. Rynek aż w 80% jest przekonany, że dopiero na grudniowym posiedzeniu FED, dojdzie do zmiany stóp procentowych. Osobiście nie zdziwię się, jeżeli już w listopadzie dojdzie do podwyższenia stóp procentowych. FED może zaskoczyć rynek, aby zyskać na efekcie zaskoczenia i przetrzymać chwilowy silny wzrost amerykańskiej waluty, by na koniec roku notowania dolara się uspokoiły. Bowiem amerykańskie władze monetarne robią wszystko, aby osłabić dolara i w ten sposób dbają o wysoką konkurencyjność cenową amerykańskich towarów przeznaczonych na eksport, a z drugiej strony, medialnie zapewniają, że robią wszystko, aby kurs dolara był stabilny, czytaj mocny.

EUR/USD – Z analizy technicznej wynika, że korekta na osłabienie dolara może się zatrzymać na poziomie 1,1155 (Wykres: Dzienny). Jednakże już korekcyjne odbicie euro jest na tyle pokaźnie, że kurs może nie przekroczyć bariery 1,1100 i powrócić do trendu spadkowego, czyli na umocnienie dolara.

EUR/PLN – Para nadal znajduje się w szerokim trendzie bocznym w przedziale wahań 4,2660 – 4,3400 (Wykres: Ośmiogodzinny). Ostatnie wahania wykazują tendencje przełamania górnego ograniczenia trendu bocznego.

USD/PLN – W ubiegłym tygodniu dokonała się zmiana trendu z wzrostowego na spadający. Ewentualna korekta może zatrzymać się na poziomie 3,9200, a z drugiej strony kurs może spadać aż do 3,8520 (Wykres: Ośmiogodzinny).
Mariusz Kierasiński
Dnia 08.10.2016 r. Analiza tygodniowa 10-15.10.2016 r.

Krach na brytyjskim funcie

W nocy z 06 na 07 października 2016 r. w jednej chwili brytyjski funt spadł z poziomu 1,2600 do poziomu 1,1906 w stosunku do dolara, a w najniższym momencie do 1,1809, czyli do minimalnego poziomu z przed 31 lat. Oczywiście odbiło się to na notowaniach funta do złotego. Tutaj spadek sięgną aż 21%, czyli do poziomu 4,7500, a momentami był odnotowany poziom 4,5675. Jeszcze w listopadzie 2015 r. funt kosztował 6,0800. Zatem mamy do czynienia z niespotykaną dynamiką. Najprawdopodobniej w tą feralną noc, jakiś klient, czyli instytucja finansowa, złożyła zlecenie na sprzedaż funta w kwocie 100 mln funtów i pomyłkowo o jedno zero w zleceniu zostało za dużo zapisane, czyli de facto sprzedano miliard funtów. W finansowym slangu nazywa to się „gruby paluch”. Jednak trudno uwierzyć, że aż do takiej grubej pomyłki doszło. Raczej to był błąd zamierzony, bo gospodarka brytyjska w sierpniu obniżyła dynamikę produkcji przemysłowej do 0,7% z poziomu 2,1% miesiąc wcześniej. Rynek oczekiwał zjazdu owej dynamiki ale do poziomu 1,3%, a więc finalny wynik okazał się dużo gorszy. Podobnie deficyt Wielkiej Brytanii wzrósł do poziomu 12,1 mld z 9,5 mld GBP, przy prognozach 11,2 mld GBP. Jeszcze przed Brexitem, w kręgach finansowych uważano, że Bank Anglii (BoE), będzie drugim po FED-zie, czyli po centralnym banku Stanów Zjednoczonych, który podwyższy swoje stopy procentowe. Tym czasem po Brexicie, BoJ obniżył stopy procentowe o 25 punktów bazowych i zwiększył interwencyjny zakup aktywów do 435 mld GBP z 375 mld . Decyzje Banku Anglii świadczą o tym, że gospodarka Wielkiej Brytanii spowolniła tempa. Wobec tego stanęliśmy przed możliwością dalszego obniżenia wartości furta. Prognozy wskazują, że jeszcze w tym toku brytyjski funt może obniżyć się w stosunku do dolara do poziomu 1,1000, a stosunku do złotego w okolicach 4,2200. Oczywiście po tak wielkim spadku, który nastąpił w ubiegłym tygodniu, należy się spodziewać pewnego odreagowania, choćby do poziomu 4,8500 na polskim rynku, co nie zmienia faktu, że funt będzie dalej słabł.

W ostatnim tygodniu, tak jak zapowiadałam, przedział wahań na parach EUR/USD, EUR/PLN i USD/PLN, był bardzo wąski, wręcz symboliczny, aczkolwiek wydarzenia wskazywałyby, że powinien być znaczący. Najpierw Plan Morawieckiego wszedł w konkretny scenariusz realizacji, potem Światowy Bank obniżył perspektywę rozwoju gospodarczego Polski na kolejny rok z 3,7% do 3,2% PKB. Zazwyczaj takie informacje sprawiają znaczne wahania kursami walutowymi, a tym czasem było spokojnie. Jednakże na kolejny tydzień należy się spodziewać umocnienia złotego wobec głównych walut. Wydaje się, że obecny spokój to czas spekulacyjnych zakupów polskiej waluty przez międzynarodowy kapitał spekulacyjny, który może się przerodzić w dynamiczne zakupy złotego, co będzie skutkowało wzrostem wartości polskiej waluty. Bowiem kapitał spekulacyjny przemieszcza się, szukając atrakcyjnych rynków na których może zarobić. Właśnie dostrzegam symptomy pojawienia się go na polskim rynku walutowym.

EUR/USD – Na razie rynek znajduje się w bardzo wąskim przedziale wahań, 1,1270 – 1,1103 (Wykres: Sześciogodzinny). Spodziewał się wyjścia z tego wąskiego pasma wahań dołem, a więc kierunku południowego. Najbliższe wsparcie mamy zlokalizowane na poziomie 1,0950 (Wykres: Sześciogodzinny).

EUR/PLN – Tutaj mamy także wąski przedział wahań 4,3050 – 4,2700 (Wykres: Sześciogodzinny). Rynek jest blisko pokonania dolnego wsparcie i może kurs podążać w kierunku 4,2520 (Wykres: Sześciogodzinny).

USD/PLN – Spodziewam się, że w nadchodzącym tygodniu rynek opuści wąski przedział wahań 3,8570 – 3,7900 i podąży w kierunku 3,7680 (Wykres: Sześciogodzinny).
Mariusz Kierasiński
Dnia 01.10.2016 r. Analiza tygodniowa 03-08.10.2016 r.

Plan Morawieckiego

W ubiegłym tygodniu po połączeniu ministerstw Rozwoju i Finansów, Plan Morawieckiego wszedł w praktyczną sferę realizacji. Jak można się było tego spodziewać, inwestorzy zareagowali dość pesymistycznie, bo Warszawska Giełda Papierów Wartościowych odnotowała spadki oraz polska waluta. Trzeba pamiętać, że inwestorzy to zazwyczaj instytucje finansowe, często zagraniczne, fundusze oraz banki, które bardziej patrzą na ekonomiczny wydźwięk, czyli zysk poszczególnych instytucji, a także na suche PKB, niż na poprawę jakości życia obywateli, czyli w tym wypadku polskiego narodu. Dlatego reakcja rynku była przewidywalna, bo Plan Morawieckiego, ma za zadanie odbudować polski przemysł, wzmocnić polskie przedsiębiorstwa, a w efekcie ma się to przełożyć na poprawę jakości życia przeciętnego Polaka. Zatem zagraniczni inwestorzy operujący na polskim rynku kapitałowym, nie tylko nie są tym planem zainteresowani, ale wręcz zaniepokojeni. Bowiem kończy się ich prosperity na krajowym rynku kapitałowym. Jednakże w dłuższej perspektywie, jeżeli Plan Morawieckiego okaże się sukcesem, to i owi zagraniczni inwestorzy, będą zmuszeni go docenić, jeżeli nadal będę chcieli pozostać na polskim rynku. Może się tak okazać, że już w trakcie realizacji Planu Morawieckiego, polski rynek kapitałowy, zostanie zaliczony przez różne agencje ratingowe do bardzo stabilnych i atrakcyjnych. Zatem umocnienie warszawskiej giełdy i polskiej waluty to nieco dłuższa perspektywa.

Polityka finansowa przez amerykańskie władze monetarne jest tak prowadzona, aby z jednej strony pobudzać krajową gospodarkę, a z drugiej strony nie zaszkodzić dolarowi, czyli amerykanie dbają o jego osłabienie, jednocześnie propagując mocnego dolara. Jeżeli FED we wrześniu nie podwyższył stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, pomimo dobrych wyników, między innymi właśnie po to, aby dolar nadal relatywnie był słaby, bo to powoduje zbyt na amerykańskie towary, to nie trudno przewidzieć, że taka zmiana dokona się dopiero w grudniu, tak jak rynek tego się spodziewa. Zatem w nadchodzącym tygodniu można się spodziewać stagnacji na centralnej parze walutowej.

Zostały ujawnione poważne problemy finansowe Deutsche Banku oraz Commerzbanku, który planuje grupowe zwolnienia i ograniczenia w wypłacanej inwestorom dywidendy. Nawet kanclerz A. Merkel ucięła spekulacje na temat możliwości wsparcia niemieckiego sektora bankowego przez niemiecki rząd. Zatem nie można wykluczyć, że właśnie z tych powodów euro może w nadchodzącym tygodniu się osłabić.

EUR/USD – Rynek wyraźnie wszedł w boczny trend w wąskim przedziale wahań między 1,1280 a 1,1122 (Wykres: Sześciogodzinny). Jednakże perspektywa dla dolara jest korzystna, z uwagi na problemy dotyczące niemieckiego sektora bankowego oraz realne przewidywania rynku co do grudniowej podwyżki stóp procentowych w stanach Zjednoczonych.

EUR/PLN – W nadchodzącym tygodniu niniejsza para powinna się wahać w przedziale 4,3160 – 4,2760 (Wykres: Sześciogodzinny). W wypadku większego osłabienie złotego przedział wahań może sięgnąć poziomu 4,3620.

USD/PLN – Na tej parze też nie powinno dojść do znaczących zmian. Przedział wahań 3,8720 – 3,8050 (Wykres: Sześciogodzinny).
Mariusz Kierasiński
Dnia 03.09.2016 r. Analiza tygodniowa 05-10.09.2016 r.

Oczekiwanie na podwyższenie stóp procentowych w USA

W ubiegły piątek ukazały się dane z amerykańskiego rynku pracy. Niestety nie było one jednoznaczne dobre stąd nerwowe zachowanie się rynku walutowego. Najpierw dolar został przeceniony do poziomu 1,1250, na parze EUR/USD, a następnie po głębszej analizie, inwestorzy zaczęli kupować dolara i tydzień zakończył się na poziomie 1,1158. W sierpniu przybyło 151 tyś. miejsc pracy w sektorze pozarolniczym, czyli prawie o 30 tys. mniej niż przewidywał konsensus rynkowy. Stopa bezrobocia utrzymała się na niezmienionym poziomie 4,9%, przy oczekiwanym spadku do poziomu 4,8%. Dodatkowo płace godzinowe rosły tylko w tempie +0,1% miesiąc do miesiąca, przy prognozach +0,3%. Jednakże ostatnio dane z amerykańskiego rynku pracy dwa razy z rzędu pozytywnie zaskakiwały rynek, dopiero obecne budzą mieszane uczucia. Przedstawiciele FED wcześniej zapowiadali, że jeżeli będzie przerost nowych miejsc pracy w sektorach pozarolniczymi, to będą się skłaniali do kolejnej podwyżki stóp procentowych. Zatem nie można wykluczyć, że na wrześniowym posiedzeniu Komitetu Otwartego Rynku zarząd FED może się zdecydować na podwyższenie stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Jeżeli nie nastąpi to we wrześniu, to termin grudniowy wydaje się być pewnym. Dlatego po chwilowym zawahaniu się rynku dolar odzyskał swoją moc.

Na krajowym rynku walutowym można odnieść wrażenie, że po okresie osłabienia polskiej waluty możemy spodziewać się korekty, co nie znaczy że złoty przestanie się osłabiać. Po krótkim jego umocnieniu najprawdopodobniej wejdziemy w kolejną fazę osłabienia polskiej waluty.

EUR/USD – Rynek znajduje się w wąskim kanale spadkowym pomiędzy poziomami 1,1240, a 1,1060 (Wykres: Ośmiogodzinny). W nadchodzącym tygodniu dolne ograniczenie tego kanały powinno być osiągnięte.

EUR/PLN – Rynek znajduje się w kanale wzrostowym pomiędzy poziomami 4,3380, a 4,3980 (Wykres: Ośmiogodzinny). Tutaj z kolei spodziewam się po krótkiej korekcie wzrostu kursu do górnego ograniczenia kanału wzrostowego.

USD/PLN – Na tej parze podobnie jak na parze EUR/PLN mamy kakał wzrostowy w przedziale 3,8600 – 3,9680 (Wykres: Ośmiogodzinny). Po krótkiej korekcie można się spodziewać osiągnięcia poziomów ograniczających od góry owy kanał.
Mariusz Kierasiński
Dnia 27.08.2016 r. Analiza tygodniowa 29.08-03.09.2016 r.

Kontynuacja osłabienia polskiej waluty

Miniony tydzień na rynkach walutowych był spokojny, wręcz wakacyjny. Jednakże zarysowała się tendencja na osłabienie złotego. W ubiegłym tygodniu pisałem o powolnym wyjściu z Polski międzynarodowego kapitału spekulacyjnego, czyli realizacji zysków przez tenże kapitał na krajowych rynkach kapitałowych, tak teraz mogę wskazać jego przyczynę. Wydaje się, że przyczyną jest rozpoczęcie debaty o potencjalnej obniżce ratingu Polski przez agencję Moody’s. Zatem w przyszłym tygodniu spodziewam się kontynuacji osłabiania złotego.

Najważniejsze wydarzenie w nadchodzącym tygodniu będzie piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy. Już dwa razy z rzędu okazywały się one bardzo dobre i tym razem zakładem, że nie będą gorsze od przewidywanych. Gdyby nie lekkie spowolnienie amerykańskiego PKB, FED już podniósłby stropy procentowe. Nie można wykluczyć, że po kolejnych dobrych danych z rynku pracy, FED może już w we wrześniu zdecydować się na kolejną podwyżkę stóp procentowych. Zatem dolar powinięć być mocny nie tylko do euro, ale także w stosunku do polskiej waluty.

W nadchodzącym tygodniu we wtorek będziemy mieli w Polsce wstępny wynik PKB za drugi kwartał. Będzie to z kolei drugi odczyt po szybkim szacunku z połowy miesiąca. Najprawdopodobniej potwierdzi się na poziomie 3,1%. Nie będzie to miało wpływu na krajowy rynek walutowy, chyba że zostaniemy mile zaskoczeni dużo lepszym wynikiem.

EUR/USD – Jak wyżej wspominałem dolar zaczął się umacniać. Rynek zapewne będzie dyskontował kolejny bardzo dobry odczyt z amerykańskiego rynku pracy i w tej sytuacji należy się spodziewać dalszego umocnienia dolara.

EUR/PLN – Zarysował się trend wzrostowy, którego dolne ograniczenie biegnie na poziomie 4,3100, a górne na poziomie 4,3630 (Wykres: Ośmiogodzinny). Zakładam, że górne ograniczenie w nadchodzącym tygodniu zostanie osiągnięte.

USD/PLN – Na tym rynku również mamy początek trendu wzrostowego. W przyszłym tygodniu dolar powinien się poruszać w granicach 3,8200 – 3,8950 (Wykres: Dzienny) z tendencją nawet do przekroczenia górnego pułapu.
Mariusz Kierasiński
Dnia 20.08.2016 r. Analiza tygodniowa 22-27.08.2016 t.

FED może zaskoczyć światowe rynki

W stanach Zjednoczonych zdecydowanie wzrosło prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych. Tak wynika z publikacji raportu i zapisu rozmów po ostatnim posiedzeniu FED. Rynek co prawda spodziewa się podwyżki stóp procentowych ale dopiero w grudniu bieżącego roku, tym czasem bank centralny USA może zaskoczyć rynek i dokonać kolejnej podwyżki nawet we wrześniu. Co to oznacza? Ni mniej ni więcej, powrót do mocnego dolara, ucieczkę inwestorów z ryzykownych walut i z rynku akcji (spadek giełdy), także spadek giełdy towarowej. Co prawda w minionym tygodniu dolar spadał i na parze EUR/USD wykrystalizował się nawet kanał rosnący, ale rynek jeszcze owych wypowiedzi przedstawicieli FED nie znał. Zatem można wątpić w trwałe umocnienie się euro wobec dolara.

Na polskim rynku walutowych w ubiegłym tygodniu doszło do wykrystalizowania się tendencji rosnących, czyli złoty wykazywał oznaki słabości. W nadchodzącym tygodniu można się zatem spodziewać przyspieszenia osłabienia polskiej waluty, bo kapitał spekulacyjny zdaje się opuszczać polski rynek walutowy, realizując zyski z ostatniego umocnienia złotego. Wyraźnie to widać po spadających kursach akcji na warszawskiej giełdzie papierów wartościowych. Bowiem tzw. kapitał spekulacyjny wychodzi z rynku akcji i wykupuje waluty, co oznacza spadek złotego.

EUR/USD – Jak wyżej wspomniałem na tej parze wykrystalizował się kanał rosnący na korzyść euro. Tymczasowy trend poziomy został przełamany i kurs wybił się górą przełamując poziom 1,1220 (Wykres: Dzienny). Jednakże sytuacja może uleć gwałtownej zmianie, jeżeli tylko okaże się, że FED dokona podwyższenia stóp procentowych już we wrześniu.

EUR/PLN – Doszło do przełamania dotychczasowej linii trendu spadającego. Kurs wybił się ponad poziom 4,3000 i jeżeli szybko nie wróci, a myślę że nie, to będziemy mieli zmianę trendu na rosnący (Wykres: Dzienny). Zatem w nadchodzącym tygodniu możemy się spodziewać osłabienia złotego.

USD/PLN – Na tej parze nadal mamy trend malejący (Wykres: Ośmiogodzinny), ale i tu może dojść do umocnienia się dolara.
Mariusz Kierasiński
Dnia 13.08.2016 r. Analiza tygodniowa 15-20.08.2016 r.

Polska waluta nadal silna

Utrzymuje się dobry sentyment dla inwestycji w polską walutę. W ubiegłym tygodni GUS podał dane polskiego PKB za drugi kwartał i okazało się, że były nieco gorsze od przewidywanych. Wzrost PKB wyniósł 3,1%, wobec oczekiwań rynku na poziomie 3,3%. Jednak to nie popsuło dobrego sentymentu na polskiej walucie. Program 500+ jeszcze nie był w tych badaniach uwzględniony. To pokaże dopiero wyniki za trzeci kwartał PKB. Odnotowana nadwyżka Polski w handlu międzynarodowym w wysokości 18 mln euro oraz wyczuwalna poprawa jakości życia Polaków to faktyczny efekt rządów PIS. Zatem inwestorzy patrząc w przyszły lepszy wynik PKB już dyskontują trzeci kwartał. Dlatego dobry sentyment na polskim rynku walutowym powonień się utrzymać. Do tego dochodzi fakt, że skoro rozwój polskiej gospodarki jest stabilny, pomimo panującej deflacji, RPP nie obniży w najbliższym czasie kosztu polskiej pieniądza, czyli nie będzie na razie obniżenia stóp procentowych.

W nadchodzącym tygodniu nie ma kluczowych danych, który by mogły zmienić panujący sentyment na rynku. Dopiero jesień wydaje się, że może zmienić owy sentyment, gdzie może dojść do większej dynamiki zmian. Bowiem w tym czasie będziemy mieli wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych oraz dojdzie do realnego wpływu Brexitu na globalną gospodarkę i spowolnienia chińskiej gospodarki. Póki co zakładam, że polska waluta nadal będzie mocna, choć wyczuwalne jest wyhamowanie aprecjacji złotego. Możemy zatem wejść w fazę ruchu poziomego na poziomie 4,2500–4,2800 w stosunku do euro i 3,7800–3,8500 w stosunku do dolara. Wszelkie korekty wykorzystywałbym do zajęcia krótkich pozycji na korzyść polskiej waluty.

EUR/USD – Na tym rynku wykrystalizował się poziomy trend w przedziale wahań 1,1240-1,0960 (Wykres: Dzienny). Nie zakładam żeby w przyszłym tygodniu doszło do większych zmian.

EUR/PLN – Rynek porusza się w mocnym trendzie spadającym, gdzie górne ograniczenie biegnie na poziomie 4,3050, a dolne 4,2250 (Wykres: Dzienny). Wyrównany wskaźnik RSI wskazuje na wyhamowanie aprecjacji polskiej waluty. Zatem w przyszłości może dojść do osłabienia złotego.

USD/PLN – Na tym rynku także panuje silny trend malejący przy górnym ograniczeniu na poziomie 3,9150, a dolnym 3,7750 (Wykres: Dzienny). Tutaj złotówka ma większe pole do aprecjacji z powodów technicznych, gdyż wyrównany wskaźnik RSI znajduje się jeszcze ponad strefą wyprzedania.
Mariusz Kierasiński
Dnia 06.08.2016 r. Analiza tygodniowa 08-13.08.2016 r.

Polska gospodarka nabiera rozpędu

W najbliższy piątek zostaną opublikowane wynik polskiego PKB za drugi kwartał. Polska pod rządami PIS zaczyna się szybciej rozwijać, co widać ostatnio po wzroście kursu polskiej waluty. Rynek oczekuje wzrostu polskiego PKB o 3,5%, a media spekulują, że będzie to wzrost na poziomie 3,3%. Zatem rynek, czyli inwestorzy bardziej doceniają siłę polskiej gospodarki niż jest to przedstawiane w mediach. Wystarczy żeby się potwierdziły przewidywania rynku, a złoty jeszcze bardziej zyska na wartości. Zatem w nadchodzącym tygodniu można się spodziewać mocniejszej pozycji polskiej waluty, oczywiście z korektami, które inwestorzy będą wykorzystywali do zakupów złotego.

Bank Anglii od siedmiu lat po raz pierwszy obniżył stopy procentowe o 25 punktów procentowych do poziomu 0,25%. Obniżka stóp procentowych była powszechnie oczekiwana i prze rynek zdyskontowana, niewiadomą było tylko to, jaką Bank of England podejmie decyzję odnośnie skupu aktywów. Tutaj rynek został zaskoczony, bo BoE nie tylko zwiększył tzw. program QE do 60 mld funtów, ale nadto wysłał jasny sygnał, że do końca roku stopa procentowa zbliży się do zera. Reakcja rynku była natychmiastowa. Funt stracił nie tylko w stosunku do dolara, czy euro, ale także do złotego i uzyskał poziom 5,0500. Zatem realna stała się perspektywa przekroczenia bariery 5,00 PLN. Z tego widać, że po Brexitie Bank Anglii stawia na poluzowanie polityki monetarnej i taniego funta, żeby pobudzić brytyjską gospodarkę, a jej produkty uczynić bardziej atrakcyjne cenowo.

W Stanach Zjednoczonych w miniony piątek pojawiły się dane z amerykańskiego rynku pracy i okazały się bardzo dobre. Nowych miejsc pracy przybyło aż o 225 tyś., wobec oczekiwań na poziomie 180 tyś.. Dodatkowo zrewidowano wcześniejszy odczyt z 287 tyś. do 292 tyś. W lipcu wrosło także przeciętne wynagrodzenie o 0,3%, w ujęciu miesięcznym przy oczekiwaniach na poziomie 0,2%. W ujęciu rocznym tempo wzrostu wynagrodzeń nie zmieniło się i wynosi 2,6%. Także nie zmieniła się stopa bezrobocia i pozostała na bardzo niskim poziomie 4,9%. Te dobre dane pozwalają spekulować, że pomimo wcześniejszych nie najlepszych danych PKB, FED dokona kolejnej podwyżki stóp procentowych, najprawdopodobniej w grudniu tego roku. Zatem dolar zyskał na wartości.

W przyszłym tygodniu najważniejsze dane będę pochodziły z amerykańskiej gospodarki. Będzie to wynik za lipcową sprzedaż detaliczną, która może potwierdzić dobrą kondycję amerykańskiej gospodarki.

EUR/USD – Rynek znajduje się w bocznym trendzie, ze wskazaniem na silniejszą pozycję dolara. Przedział wahań jest dość szeroki, od 1,1230 do 1,0950 (Wykres: Ośmiogodzinny).

EUR/PLN – Mamy wyraźny trend spadający (malejący), przy linii zmiany trendu biegnącą na poziomie 4,3400 (Wykres: Dzienny). Zatem wszelkie korekty wykorzystywałbym na sprzedaż euro i zakup złotego. Najbliższy poziom na którym może się zatrzymać kurs euro wobec złotego, to poziom 4,2500, z perspektywą kontynuacji trendu do poziomu 4,2000.

USD/PLN – Na tej parze mamy podobną sytuację, jak na parze EUR/PLN z silnym trendem spadającym. Linia zmiany trendu biegnie dopiero na poziomie 3,9400 (Wykres: Dzienny), z perspektywą zejścia do poziomu 3,8000.
Mariusz Kierasiński
Dnia 30.07.2016 r. Analiza tygodniowa 01 – 06.08.2016 r.

Spowolnienie rozwoju gospodarczego w Stanach Zjednoczonych

W miniony piątek rynek został zaskoczony złymi danymi ze Stanów Zjednoczonych, a dotyczącymi PKB. W drugim kwartale PKB w USA spadło do 1,2%, przy konsensusie rynkowym 2,5%. Do tego jeszcze zrewidowano poprzedni odczyt, czyli za pierwszy kwartał z poziomu 1,1% do 0,8%. Reakcja rynku walutowego była natychmiastowa. Dolar osłabi ł się w stosunku do euro aż do poziomu 1,1180, a w stosunku do złotego do poziomu 3,9000. Słabe amerykańskie PKB oczywiście oddala perspektywę kolejnej podwyżki stóp procentowych aż na termin grudniowy, a co za tym idzie dolar będzie słaby. Oczywiście, sytuacja w amerykańskiej gospodarce w drugiej połowie roku może ulec zmianie i ewentualny wzrost PKB może przyśpieszyć, na co stawiam.

Nadchodzący tydzień będzie kluczowym, bo w piątek pojawią się dane z amerykańskiego rynku pracy. Szacuje się że zatrudnienie w sektorze poza rolnictwem wzrośnie o 180 tyś. nowych miejsc pracy, a bezrobocie spadnie do poziomu 4,8%, a także mają wzrosnąć płace o 0,2% miesiąc do miesiąca. Jeżeli tak dobre szacunki zostaną potwierdzone, to wzrośnie oczekiwanie na wyższe PKB w drugiej połowie roku. Zatem tym razem dane gospodarcze będą decydowały o losach amerykańskiej waluty.

Funt brytyjski po Brexicie nadal się osłabia. Rynek oczekuje zmiany stóp procentowych w Anglii o co najmniej 25 punktów bazowych. Ewentualne cięcie stóp procentowych w Wielkiej Brytanii także przyczynia się do jeszcze głębszego osłabienia angielskiej waluty. Jednakże rynek już to dyskontował, dlatego mamy tak niskie notowania funta w ostatnim czasie. Paradoksalnie może się okazać, że po cięciu stóp procentowych, które ma nastąpić we czwartek, funt się skoryguje. Jedną niewiadomą wzbudza fakt, jaki pozostanie ustalony poziom skupu aktywów przez narodowy bank Anglii (QE). Niezależnie od tych ekonomicznych danych, nadchodzi czas na poważną korektę na brytyjskiej walucie.

Polska waluta paradoksalnie wobec tzw. kryzysu politycznego zyskała na znaczeniu. Widać inwestorzy nie bardo się przejmują sytuacją Trybunału Konstytucyjnego. Jednakże i tu oczekuję korekty, czyli realizacji zysków międzynarodowego kapitału spekulacyjnego i osłabienia złego.

EUR/USD – Para nadal znajduje się w kanale spadającym, czyli w trendzie na umocnienie dolara. Górne ograniczenie mamy zlokalizowane na poziomie 1,1300, a dolne na poziomie 1,0658 (Wykres: Dzienny) . Ostatnie jego osłabienie spowodowane złymi danymi PKB, mogą zostać odwrócone przez dane z amerykańskiego rynku pracy już w najbliższy piątek.

EUR/PLN – Dość ciekawa sytuacja występuje na wykresie Dziennym niniejszej pary. Można zaobserwować, że rynek wyczerpuje się umacnianiem polskiej waluty na poziomie 4,3500 – 4,3600 i jest gotowy na korektę. Przeprowadziłem przerywana linię od Brexitu z której może wynikać, korekta na tej parze, bo została przełamana. Zatem ewentualna korekta może sięgnąć poziomu 4,4080 (Wykres: Dzienny).

USD/PLN – Na tej parze podobnie jak na parze EUR/PLN nadchodzi korekta o ile potwierdzą ją dobre dane z amerykańskiego rynku pracy. Przedział wahań w nadchodzącym tygodniu przewiduję w granicach 3,8500 – 3,9800, ze wskazaniem na górne ograniczenia (Wykres: Dzienny).
Mariusz Kierasiński
Dnia 24.07.2016 r. Analiza tygodniowa 25 – 30.07.2016 r.

Berxit i co dalej?

Po Brexicie po raz pierwszy w Wielkiej Brytanii pokazały się dane dla przemysłu (indeks PMI) i okazały się złe. Wyniosły zaledwie 49,1 punktów, wobec prognoz na poziomie 50 punktów. Zatem jest to najgorszy wynik od 2013 r. Natomiast indeks dla usług okazał się jeszcze gorszy, bo wyniósł 47,6 punktów, wobec prognoz 49,2 pkt. Wynik tego indeks jest najniższy od 2009 r., czyli od wybuchu kryzysu w Stanach Zjednoczonych. Była to bezpośrednie przyczyna spadku funta brytyjskiego w stosunku do dolara amerykańskiego do poziomu 1,3000, a w stosunku do polskiego złotego do poziomu 5,1700 z poziomu 5,2580.

Czy zatem Brexit podziała na brytyjską gospodarkę negatywie, jak zapowiadali to eurokraci? W krótkim wymiarze czasu zapewne tak, długoterminowo śmiem twierdzić, że nie. Bowiem Brexit ujawnił, to co było powszechnie wiadome, że dni strefy euro, jak i całej Unii Europejskiej są policzone. Pomimo Brexitu decydenci Unii Europejskiej, a szczególnie Niemiec i Francji niestety nie zamierzają zrezygnować z planów wprowadzania tworu pod nazwą Stanów Zjednoczonych Europy, wręcz przeciwnie, planują przyspieszenie tego procesu, niezależnie od woli poszczególnych państw, w których suweren, czyli naród ma decydujący głos. Paradoksalnie propozycja Jarosława Kaczyńskiego, polskiego rządu, Grupy Wyszehradzkiej i pozostałych państw środkowej Europy, aby zreformować Unię Europejską poprzez powrót do jej korzeni, do jej chrześcijańskich korzeni i stworzenia Unii Europejskiej jako zbioru Ojczyzn, niepodległych i suwerennych państw, współpracujących ze sobą na niwie gospodarczej z poszanowaniem odrębności kulturalnej, obyczajowej, prawnej i religijnej, zapobieże jej rozkładowi i przedłuży jej żywot o kilkadziesiąt lat. Mało tego, ureguluje najważniejszy problem z którym boryka się obecnie Unia Europejska, problem uchodźców i imigrantów. Bowiem jeżeli powróci się do chrześcijańskich zasad, to automatycznie trzeb będzie zrezygnować z post kolonialnej polityki podporządkowywania innych narodów i pozyskiwania tak zwanej taniej siły roboczej.

Niestety eurokraci i niemieccy decydenci nie zrezygnują z raz obranego kierunku i na siłę będą dążyć do stworzenia Stanów Zjednoczonych Europy, naturalnie pod przywództwem niemieckim. Można odnieść wrażenie, że Brexit Niemcom był na rękę i właśnie tego oczekiwali, bo Wielka Brytania tylko blokowała autorytatywne zapędy Niemiec w Europie. Zatem nieustępliwa polityka Niemiec jak w kwestii stworzenia z Unii Europejskiej jednego państwa, pozbawionego moralnych zasad, tak w kwestii imigrantów, która jest tożsama z polityką przyspieszenie tzw. integracji, oczywiście w niemieckim rozumieniu, niechybnie doprowadzi do rozłamów i upadku całej Unii Europejskiej.

Polska wraz z pozostałymi krajami Grupy Wyszehradzkiej, w obliczu militarnego zagrożenia ze Wschodu oraz zachodniej degrengolady moralnej, już teraz musi tworzyć przeszczeń wolności i praworządności w Europie środkowej, przed nadchodzącym kataklizmem ze wschody i demoralizacją zachodu.

W nadchodzącym tygodniu spodziewam się, powolnego odreagowania spadków walut wobec polskiego złotego oraz umocnienia amerykańskiego dolara. Rynek będzie oczekiwał na efekt środowego posiedzenie FED, który najprawdopodobniej zbliży nas do kolejnej podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 04.06.2016 r. Analiza tygodniowa 06 – 11.06.2016 r.

Dane z amerykańskiego rynku pracy rozczarowały

W piątek ubiegłego tygodnia zostały opublikowane dane z amerykańskiego rynku pracy, które miały zadecydować o kolejnej podwyżce stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Niestety mocno rozczarowały. Prognozowano przyrost nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym o 160 tyś. a przyrosło tylko 35 tyś.. Zatem już na pewno można powiedzieć, że FED nie zdecyduje się w czerwcu na podwyżkę stóp procentowych. Jednak nie można tego wykluczyć, że nastąpi one w lipcu. Bowiem z dużą dożą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że tak złe dane były tylko jednorazowe, spowodowane między innymi strajkiem pracowników spółki Verizon, co przyczyniło się na spadek zatrudnienia o 35 tyś. miejsc pracy. O jednorazowości złych danych z amerykańskiego rynku pracy świadczy także to, że znacząco spadła stopa bezrobocia z 5% i wyniosła 4,7% wobec oczekiwanych 4,9%. Za lipcowym terminem podwyżki stóp procentowych przemawia także to, że władze monetarne Stanów Zjednoczonych poczekają na rozstrzygnięcie angielskiego referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Jeżeli dane w lipcu się poprawią, przynajmniej do poziomy 150 tyś. nowych miejsc pracy i Wielka Brytania pozostanie w Unii Europejskiej to FED będzie mógł dokonać owej podwyżki. Przeciwnie, jeżeli Anglicy zdecydują opuścić Unię Europejską, to nawet dobre dane nie spowodują kolejnej podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych.

Polska waluta pod wpływem złych danych z za Wielkiej Wody znacząco się umocniła w stosunku do amerykańskiego dolara oraz brytyjskiego funta. W stosunku do euro pozostała neutralna. W nadchodzącym tygodniu rynek już ochłonie i złoty powinien się nieco osłabić wobec euro, a przede wszystkim wobec dolara i funta, tym bardziej że już wielkimi krokami zbliżamy się Brexitu.

EUR/USD – Piątkowa przecena dolara była oszałamiająca i przesadzona, bo wyniosła ponad dwie figury. Dolar z poziomu 1,1150 osłabił się do poziomu 1,1360. Gdyby amerykańskie dane byłyby dobre to kurs dolara zapewne przełamałby linię tymczasowego oporu biegnącą na poziomie 1,1100 (Wykres: Dzienny) i dokonałaby się zmiana trendu. Tymczasem pozostajemy nadal w kanale wzrostowym i należałoby się spodziewać korekty ostatniej świecy.

EUR/PLN - Złoty wobec euro zachował się neutralnie i dlatego nie doszło do znacznej zmiany kursu. Spodziewał się powolnego osłabienie złotego w nadchodzącym tygodniu. Mocne wsparcie jest zlokalizowane dopiero na poziomie 4,3400 (Wykres: Ośmiogodzinny).

USD/PLN – Na tej parze doszło do rzadko spotykanej i gwałtownej przeceny dolara aż o osiem groszy. Dolar spadł z poziomu 3,9400 do poziomu 3,8600. Wsparcie jest zlokalizowane już na poziomie 3,8300 (Wykres: Dzienny). Jednakże nie sądzę aby kurs miał do niego dotrzeć, bowiem po przesadzonych ruchach często następuje korekta, czyli odreagowanie. Zatem spodziewam się umocnienia dolara wobec polskiej waluty.
Mariusz Kierasiński
Dnia 29.05.2016 r. Analiza tygodniowa 30.05 – 04.06.2016 r.

Nadchodzi Brexit

Polska waluta w poprzednim tygodniu nie osłabiła się tak jak zapowiadał to spekulant Ryszard Petru. Przeciwnie, złoty po chwilowym osłabieniu umocnił się, a Komisja Europejska pod wpływem zdecydowanej postawy premiera polskiego rządu pani Beaty Szydło i nowej sejmowej uchwały o suwerenności Polski, wycofała się z próby wszczęcia drugiego etapu procedury przeszczekania praworządności w Polsce. To polski rząd i zdecydowana większość w polskim parlamencie doprowadzała do tego, że Unia Europejska musi się liczyć z Polską z polskim zdaniem i z polską wiją Unii Europejskiej. Tak naprawdę większość Polaków nigdy nie zaakceptowała próby tworzenia i przekształcenia Unii Europejskiej w twór o nazwie Stany Zjednoczone Europy, ale optują za wspólnotą suwerennych państw, współpracujących ze sobą pod względem gospodarczym, z uszanowaniem odrębności, historii i podmiotowości europejskich państw. Nie należy mieć jednak wątpliwości, że to nie koncie prób podważania suwerenności Polski przez eurokratów wespół z antypolską opozycją, ale rząd Praw i Sprawiedliwości powinien sobie z tym poradzić.

Nadchodzi miesiąc czerwiec, a z nim nadchodzi wielkimi krokami Brexit, czyli referendum w sprawie dalszego członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Rynek po części już zdyskontował ewentualne wyjście Brytyjczyków z Unii Europejskiej wtedy, kiedy zapadła decyzja o referendum. Funt brytyjski znacząco się osłabił, aczkolwiek obecnie jego notowania są na wysokim poziomie. Zapowiada to, że inwestorzy grają, że mimo wszystko Brytyjczycy pozostaną w Unii Europejskiej. Z kolei Niemcy prowadzą bardzo ryzykowną grę, niejako zmuszając Brytyjczyków do powiedzenia Unii Europejskiej NIE. Nie została bowiem zmieniona niekorzystna polityka imigracyjna Unii, co doprowadzi do jeszcze większych napięć w państwach nordowych, a przede wszystkim w samej Wielkiej Brytanii. Do tego doszedł atak na suwerenność Polski. Zatem wygląda na to, że Niemcy już się pogodziły z wyjściem Anglii z Unii Europejskiej i starają się resztę państw członkowskich podporządkować sobie. Poniekąd wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej jest korzystne dla Niemiec, bo pozbywają się trudnego i wymagającego jej członka. Wbrew niemieckim oczekiwaniom podporządkowania sobie reszty państw członkowskich, opuszczenie Brytyjczyków Unię Europejską będzie istnym politycznym trzęsieniem ziemi i zapoczątkuje exodus innych państw, a przede wszystkim Polski i Węgier. W tych okolicznościach osłabienie euro, funta brytyjskiego i polskiej waluty może być znaczące. Jak polski złoty i brytyjski funt po początkowej burzy dadzą sobie radę i się umocnią, tak euro skazane będzie na permanentną porażkę z końcowych efektem rozpady Strefy Euro i całej Unii Europejskiej.

EUR/USD – Kurs dolara jest coraz mocniejszy, aczkolwiek nadal znajduje się w kanale wzrostowym. Najprawdopodobniej w nadchodzącym tygodniu zostanie pokonane wsparcie zlokalizowane na poziomie 1,1080 (Wykres: Dzienny) i będziemy mogli mówić o zmianie trendu na malejący.

EUR/PLN – Polska waluta dość znacząco się umocniła do poziomu 4,3800, ale pod wpływem oczekiwań na Brexit może ponownie się osłabiać w kierunku 4,4600 (Wykres: Dzienny).

USD/PLN – Pomimo chwilowego umocnieni się złotego oczekuję, że dolar w relacji do polskiej waluty ponownie przekroczy poziom 4,0000 PLN (Wykres: Dzienny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 22.05.2016 r. Analiza tygodniowa 23 – 28.05.2016 r.

Unia Europejska przeciwko Polsce

W poniedziałek ( 23.05.2016 r. ) najprawdopodobniej przez Komisję Europejską zostanie wszczęty drugi etap przestrzegania praworządności w Polsce. Chodzi głównie o spór wokół Trybunału Konstytucyjnego, ale także o dużą ustawę o mediach narodowych i „frankową”. Komisja Europejska zaniepokojona jest także nowymi podatkami nałożonymi na banki i hipermarkety przez rząd PIS. Piątkowe wystąpienie w sejmie premiera rządu Rzeczypospolitej Polskiej pani Beaty Szydło, było jasnym sygnałem, że Polska nie podporządkuje się antydemokratycznym żądaniom Brukseli, które korespondują z żądaniami opozycji (PO, Nowoczesnej, PSL). Dlatego też w piątek głosami PIS i Kukiza została przyjęta uchwała o suwerenności Polski. Komisja Europejska nie może się pogodzić z tym, że Polska stała się suwerennym państwem współdecydującym o kształcie Unii Europejskiej na równi z Niemcami, czy Francją. Problem w tym, że Polska postrzega Unię Europejską jako zbiór suwerennych państw współpracujących ze sobą, szczególnie na niwie gospodarczej, w przeciwieństwie do Niemiec, które dążą do stworzenia jednego państwa, Stanów Zjednoczonych Europy, z mniej ważnymi regionami, takimi jak państwa Europy środkowej. Zatem Niemcy wykorzystują wpływy jakie mają na Komisję Europejską oraz polką opozycję do wszczęcia procedur praworządności przeciwko Polsce. Wydaje się, że Niemcy prowadzę bardzo ryzykowną grę wobec prawdziwych problemów którymi boryka się Unia Europejską ( emigracji, czy Brexitu ), które mogą doprowadzić do rozpadu całej Unii Europejskiej, jak słusznie to zauważyła pani premier Beata Szydło w sejmowym wystąpieniu.

Wbrew oczekiwaniom osłabienia polskiej waluty, za czym optuje spekulant Ryszard Petru, złoty powinien zachowywać się stabilnie. Prognozuję, że w nadchodzącym tygodniu możemy dojść do majowych szczytów, czyli do poziomów 4,4300 – 4,4400 w stosunku do euro. Bowiem rynek już zdyskontował polityczny atak Komisji Europejskiej na Polskę.

Za Wielką Wodą wzrastają oczekiwania na kolejną podwyżkę stóp procentowych, do której może dojść już w czerwcu, albo w miesiącach letnich. Znaczna różnica oprocentowania między Strefą Euro a Stanami Zjednoczonymi, która może się jeszcze pogłębić w związku z kolejną podwyżką stóp procentowych w USA, doprowadzi do umocnienia amerykańskiej waluty nie tylko w stosunku do euro, ale także do wszystkich walut w tym także do złotego. Osłabienie polskiej waluty wobec amerykańskiej może sięgnąć poziomu 3,9500, a nawet 4,0000.

EUR/USD – Rynek porusza się w kanale wzrostowym między poziomami 1,1022 a 1,1635 (Wykres: Dzienny). Optuję, że kurs będzie zmierzał ku dolnemu ograniczeniu owego kanału wzrostowego.

EUR/PLN – Rynek pod wpływem wszczęcia drugiego etapu procedury praworządności wobec Polski przez Komisję Europejską, powinien dojść do poziomów 4,4300, ewentualne 4,4400 (Wykres: Dzienny), po czym polska waluta może się umocnić.

USD/PLN – Na tej parze mamy niezachwiany trend wzrostowy. Złoty w nadchodzącym tygodniu może się osłabić do poziomu 3,9500, a docelowo nawet do 4,0000 ze względu na umocnienie dolara wobec wszystkich walut świata.
Mariusz Kierasiński

Polski rating i zmartwienie Zachodu

Agencja Moody’s utrzymała rating polskiego długu na poziomie A2/P-1, czyli ocenę wiarygodności kredytowej, jednakże zmieniła perspektywę ze stabilnej na negatywną. Agencje ratingowe (Moody’s, Standard & Poor’s, Fitch) wyceniając skalę ryzyka oraz klimat inwestycyjny poszczególnych krajów mają przede wszystkim na względzie interes swoich mocodawców, czyli korporacji bankowych i rządów państw zachodnich. Za rządu PO-PSL, chodź dług rósł w zastraszającym tempie, a rozwój Polski dosłownie pełzał, to nie przeszkadzało agencjom ratrigowym wysoko oceniać rating Polski. Bowiem tego wymagał interes Zachodu i zachodnich korporacji bankowych, które transferowały ogromne pieniądze zarobione w Polsce do swoich macierzystych siedzib. Gdy sytuacja się zmieniła i w Polsce nastały rządy prawa i sprawiedliwości uszczelniające systemy podatkowe, a szczególnie VAT oraz nowe podatki nałożone na banki i hipermarkety, wzorem Zachodu, agencje ratingowe zaczęły coraz gorzej oceniać Polskę, karząc rząd PIS za wypełnianie zobowiązań wyborczych. Bowiem zarzucają, że w Polsce wzrosło ryzyko fiskalne związane ze znacznym wzrostem bieżących wydatków, chodzi o program prorodzinny – rodzina 500 +, jak również rządową intencję obniżenia wieku emerytalnego, a także prace nad ustawą frankową i podwyższenia kwoty wolnej od padoków. Innymi słowy martwią się czy starczy dla międzynarodowych korporacji bankowych pieniędzy, skoro polski rząd, rząd PIS, inwestuje w polskie społeczeństwo. Do tego dochodzą kwestie polityczne, związane z zamieszaniem wokół Trybunału Konstytucyjnego, który z założenia miał właśnie zablokować wszystkie te prospołeczne reformy rządu PIS. Z tych też powodów agencja Standard & Poor’s, już obniżyła Polsce rating, a Moody’s zmieniła perspektywę za stabilnej na negatywną.

W drugiej połowie roku temat ratingu Polski powróci. Już 1-go lipca agencja Standard & Poor’s poda swój najnowszy rating dla Polski. Dwa tygodnie później, 15-go lipca, swoją ocenę ratingu Polski poda agencja Fitch. Następnie 9-go września po raz kolejny wypowie się Moody’s, a 2-go grudnia ponownie Standard & Poor’s ogłosi swoją decyzję ratingu Polski. Jak zatem wycenę ryzyka finansowego ogłaszanego przez agencje ratingowe wpływają na potencjalnych inwestorów? W polskim przypadku widać, że inwestorzy traktują to z przymrużeniem oka, widząc stabilny rozwój Polski i niezależnie od ratingu w nasz kraj inwestują. Najlepszym przykładem jest ostatnia inwestycja Mercedesa.

W nadchodzącym tygodniu istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że po utrzymaniu ratingu agencji Moody’s dla Polski, złoty znacząco się umocni. W stosunku do dolara może być to poziom 3,7900, a w stosunku do euro do poziomu 4,3000. Jednakże już w czerwcu polska waluta może ponownie tracić na wartości z powody Brexitu. Wystąpienie Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej będzie politycznym i finansowym trzęsieniem ziemi, które zapoczątkuje rozpad Unii Europejskiej, a nawet Strefy Euro.

EUR/USD – Para znajduje się w kanale wzrostowym, którego górne ograniczenie biegnie na poziomie 1,1660, a dolne na poziomie 1,1020 (Wykres: Dzienny). Po ostatnich dobrych danych z amerykańskiej gospodarki spodziewam się dalszego wzrostu kursu dolara w kierunku poziomu 1,1020.

EUR/PLN – Po niezmienionej decyzji agencji Moody’s dla ratingu Polski, spodziewam się silnego umocnienia złotego względem euro nawet do poziomu 4,3000 (Wykres: Dzienny).

USD/PLN – Polska waluta także i względem dolara powinna się umocnić, nawet do poziomu 3,7900 (Wykres: Dzienny).

Mariusz Kierasiński

Dnia 08.05.2016 r. Analiza tygodniowa 09-14.05.2016 r.

Złoty pod presją

Polska waluta kolejny tydzień słabła. Niestety, obecnie to polityka a nie gospodarka ma decydujący wpływ na kurs złotego. Już w piątek nadchodzącego tygodnia (13.05.2016 r.) agencja ratingowa Moody’s ma obniżyć rating, czyli zdolność kredytową Polski. Podobnie jak wcześniej inna agencja Standard and Poor’s obniżyła rating Polsce tylko z powodów politycznych, tak Moody”s z tych samych powodów ma to samo zrobić. Międzynarodowemu kapitałowi spekulacyjnemu, korporacją bankowym, siecią hipermarketów, wspomaganych przez zachodnie rządy, szczególnie przez rząd Niemiec nie podoba się podmiotowa polityka Polski, prowadzona przez rząd PIS i wraz z krajową opozycją wywierają nacisk na polski rząd i prezydenta, aby jak ich poprzednicy prowadzili politykę pełną ustępstw i podległości, ku szkodzie własnego narodu. Te gremia, a szczególnie krajowa opozycja nie ukrywa, że chodzi im o obalenie demokratycznie wybranego przez naród rządu i prezydenta. Jeżeli jednak nie uda się obalić legalnego rządu w Polsce, to najprawdopodobniej już w 2017 r. można się spodziewać powrotu znacznych inwestycji w Polsce, a nawet międzynarodowego kapitału spekulacyjnego z powodu dynamicznie rozwijającej się gospodarki Polski. Wówczas polska waluta powróci do łask. Także czynniki globalne mają obecnie wpływ na osłabienie złotego. Rosną bowiem obawy o spowolnienie światowej gospodarki.

W minionym tygodniu poznaliśmy nowego prezesa NBP, został nim Adam Glapiński. Prezydent Andrzej Duda nie zawahał się powołać na to stanowisko człowieka spoza PIS. Powołał człowieka kompetentnego, który już zasiadał w Radzie Polityki Pieniężnej. To świadczy, że obecnej władzy nie chodzi o partyjną partykularną politykę, ile o dobro Polski i narodu. Przy zmianie prezesa NBP można mieć nadzieję, że polityka stóp procentowych będzie prowadzona adekwatnie do panującej w kraju inflacji, a obecnie deflacji. Zatem obniżenie zawyżonych stóp procentowych jest tylko kwestią czasu. Niestety obecnie nie mamy dobrego czasu, bo już w czerwcu Wielka Brytania może wystąpić z Unii Europejskiej, co znacząco osłabi pozycję Polski w UE, a także polską walutę. Wprowadzenie niższych stóp procentowych w tym czasie tym bardziej osłabiłoby złotego. Zatem najszybciej na jesieni może dojść do obniżenie w Polsce stóp procentowych.
Te wszystkie przyczyny, ewentualne obniżenie ratingu Polski przez agencję Moody’s, ewentualne wystąpienie Anglii z Unii Europejskiej, w dłuższej perspektywie będą osłabiać polską walutę. Jednak w nadchodzącym tygodniu, a szczególnie pod jego koniec spodziewam się kilkudniowej korekty, czyli umocnienie złotego. Bo rynek już zdyskontował obniżenie ratingu.

EUR/USD – Rynek znajduje się w szerokim trendzie bocznym (1,0570 – 1,1670), w którym można wyznaczyć wzrostową tendencję w przedziale 1,1000 – 1,1620 (Wykres: Dzienny). Dopóki Stany Zjednoczone nie będą skłonne do kolejnej podwyżki stóp procentowych, to zapewne trend boczny się utrzyma.

EUR/PLN – Tu mamy dynamiczny trend wzrostowy, który może się zakończyć dopiero na poziomie 4,5230 (Wykres: Ośmiogodzinny). Jednakże wcześniej powinna nastąpić korekta i zejścia kursu poniżej poziomu 4,4000.

USD/PLN – Podobny dynamiczny trend wzrostowy i na tej parze panuje. Linia oporu biegnąca na poziomie 3,9330 (Wykres: Sześciogodzinny), może ograniczyć dalsze osłabienie złotego. Korekta pod koniec nadchodzącego tygodnia może nastąpić wcześniej, zanim kurs dojdzie do wskazanego przeze mnie poziomu oporu, co nie świadczy, że w późniejszym czasie ten poziom zostanie osiągnięty.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 30.04.2016 r. Analiza tygodniowa 02-07.05.2016 r.

Konfrontacja międzynarodowego kapitału spekulacyjnego z Polską

Polska waluta w ostatnim tygodniu słabła prawie do wszystkim walut, a szczególnie do franka szwajcarskiego, który przekroczył psychologiczną barierę 4,00 PLN. Jednakże pod koniec piątkowej sesji złoty odrobił częściowo straty. Już wcześniej, w środę i czwartek można było zaobserwować spadek dynamiki osłabienia polskiej waluty, jednakże po drobnych korektach złoty ponownie się osłabiał do głównych walut. Piątkowe umocnienie złotego można uznać także za korektę w trendzie rosnącym, czyli na osłabienie polskiej waluty. Najprawdopodobniej część inwestorów zrealizowała swoje zyski na polskiej walucie. Przemawia za tym fakt, że umocnienie złotego nastąpiło w czasie gdzie nastoje na rynkach globalnych nie są najlepsze. Zatem po piątkowej korekcie spodziewam się w maju dalszego osłabienie złotego, co wynika z analizy technicznej. Również w maju (13-go) najprawdopodobniej agencja ratingowa Moody’s obniży z powodów politycznych, rating Polski, czyli oceną wiarygodności kredytowej Polski.

Trzeba mieć to na uwadze, że międzynarodowe instytucje finansowe o charakterze spekulacyjnym, wspomagane przez zachodnie rządy, szczególnie przez rząd Niemiec, atakują Polskę, polski rząd, bo pragną powrotu do stany sprzed wyborów w 2015 r., gdzie transferowali miliardowe kwoty z polskiej gospodarki. Zakładam, że Polska z tej konfrontacji wyjdzie zwycięsko i w roku 2017 będziemy się rozwijać w tempie 6% PKB, co spowoduje powrót międzynarodowego kapitału, tylko już należycie opodatkowanego na rzecz Polski i Polaków.

W Polsce GUS podał dane dotyczące inflacji, a raczej deflacji. Za kwiecień okazała się ona większa niż zakładano (-1,1%). Taka deflacja powinna wymusić na RPP obniżenie stóp procentowych. Jednakże dopóki prezesem NBP jest człowiek z nadania PO, zapewne to nie nastąpi. Oczywiście negatywnie odbija się to na polskich przedsiębiorcach, którzy muszą płacić zawyżone odsetki od kredytyw gospodarczych, najczęściej bankom zachodnim. W drugiej połowie roku, jeżeli nadal będzie utrzymywała się deflacja może nastąpić zmiana stóp procentowych, bo już ktoś inny będzie prezesem NBP w miejsce Marka Belki.

EUR/USD – Para znajduje się w trendzie bocznym, pomiędzy poziomem 1,1200 dół, a 1,1460 góra (Wykres: Ośmiogodzinny). Teraz kurs dotarł do górnego ograniczenia i jeżeli jego nie sforsuje to należy się spodziewać umocnienia dolara.

EUR/PLN – Nadal mamy trend rosnący, pomimo korekty. Zostałby on zachwiany dopiero w wypadku pokonania poziomu 4,2750 (Wykres: Dzienny). Zatem po korekcie mamy przestrzeń otwartą aż do poziomu 4,4800 (Wykres: Dzienny), gdzie biegnie linia oporu trendu.

USD/PLN – Pomimo znacznej korekty, nadal kurs porusza się w trendzie rosnącym. Dolne ograniczenie zlokalizowane jest dopiero na poziomie 3,7600 (Wykres: Dzienny) i dopóki nie zostanie ono pokonane, będziemy w trendzie rosnącym. Po piątkowej korekcie spodziewam się powrotu do poziomów z przed korekty, a nawet dotarcie kursu do linii, która stanowy górne ograniczenie trendu, czyli do 3,9900 (Wykres: Dzienny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 24.04.2016 r. Analiza tygodniowa 25-30.04.2016 r.

W minionym tygodniu polska waluta znacząco się osłabiła. Można wskazać kilka przyczyn słabości złotego. Po pierwsze spekulacyjna, inwestorzy zaczęli realizować zyski z poprzednich miesięcy (luty, marzec) gdzie złotówka była wyraźnie silniejsza. Po drugie, nadchodzi miesiąc maj, w którym agencja ratingowa Moody’s już wcześniej zapowiadała, że z powodów politycznych obniży wiarygodność finansową Polski, czyli rating. Po trzecie, zbliża się Brexit, czyli ewentualne wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Czy w następnym tygodniu nastąpi korekta i złoty się umocni? Po tak dużym osłabieniu polskiej waluty należy raczej się spodziewać kilkugroszowego umocnienia złotego, czyli korekty. Tym bardziej, że większość uczestników rynku walutowego nadal się spodziewa osłabienie złotego. Istotą spekulacji jest to, aby działać wbrew powszechnemu odczuciu.

Jeżeli nastąpi korekta, to raczej będzie gwałtowna i krótkotrwała. Bowiem z technicznego punktu widzenia na parach USD/PLN i EUR/PLN nastąpiły zmiany trendu na rosnący. Zatem osłabienie złotego z korektami może trwać aż do czerwcowego referendum w Wielkiej Brytanii. Niewątpliwie osłabienie złotego zostanie przedłużone jeżeli Anglicy powiedzą Unii Europejskiej - NIE.

EUR/USD – Została naruszona linia tymczasowego trendu rosnącego i wygenerował się trend boczny w wąskim przedziale wahań 1,1200 – 1,1400 (Wykres: Dzienny).

EUR/PLN – Doszło do zmiany trendu z malejącego na rosnący. Taka tendencja może potrwać aż do czerwca. W wypadku angielskiego NIE dla Unii Europejskiej, zapewne będzie przedłużona. Kurs z korektami może wzrastać do styczniowych szczytów, czyli do poziomu 4,5000 (Wykres: Dzienny).

USD/PLN – Tu także doszło do zmiany trendu na rosnący. W przypadku tej pary kurs może wrastać, oczywiście z korektami do poziomu 3,9500 (Wykres: Dzienny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 19.03.2016 r. Analiza tygodnia 21-26.03.2016 r.

Zdaje się, że nadchodzi czas korekty na głównej parze. Od czterech lat mamy trend na umocnienie dolara. Jednakże po ostatnim posiedzeniu FOMC gdzie, ci którzy decydują o polityce monetarnej w Stanach Zjednoczonych dali sygnał, że nie będzie szybkiej podwyżki stóp procentowych. Zatem inwestorzy najprawdopodobniej będą wychodzili z długich pozycji w USD. Okresowo euro i waluty rynków wschodzących do których należy polski złoty, będą się umacniały. Oczywiście nie będzie to tonalny odwrót od dolara, bowiem wzrost gospodarczy i produktywność w USA będą dominowały nad europejskimi danymi.

O korekcie pośrednio także mówią nam giełdy towarowe. Szlachetne kruszcie a szczególnie ropa drożeją i dochodzi do zmiany trendu ze spadającego na wzrostowy, a przynajmniej na boczny. Z reguły takie zachowanie się giełd towarowych zapowiada zmiany na giełdzie walutowej. Giełdy papierów wartościowych także odnotowują poprawę, co powinno się przełożyć na spadek dolara i wzrost spekulacyjnych walut takich jak: euro, czy polski złoty.

Z ekonomicznego punktu widzenia, inwestorzy dostrzegają, że Polska pod rządami PIS może i powinna szybciej się rozwijać. Program 500+, uściślenie systemu podatkowego, a szczególnie lepsza ściągalność podatku VAT, podatek bankowy i hipermarketowy, muszą i przełożą się na szybszy rozwój polskiej gospodarki. Zatem do łask inwestorów wraca polski złoty.

W nadchodzącym tygodniu dane jakie pojawią się w amerykańskiej gospodarce; zamówienia na dobra trwałe (czwartek), a przede wszystkim druga rewizja PKB za czwarty kwartał (piątek), mogą wpłynąć na większe zainteresowania inwestorów dolarem.

EUR/USD – Zarysował się wyraźny trend wzrostowy, którego górne ograniczenie biednie aż na poziome 1,1500 (Wykres: Dzienny). Jednakże obecnie największy wpływ na kurs będą miały dane z amerykańskiej gospodarki. Lepsze dane to silniejszy dolar i odwrotnie.

EUR/PLN – Silny złoty, potwierdzeniem tego jest trend spadający (malejący), może natchnąć się na silne wsparcie na poziomie 4,2500. Jednakże korekta nie powinna być znacząca, co najwyżej w okolicach 4,3000. Do zmiany trendu potrzebne jest silniejsze osłabienie złotego powyżej poziomu 4,3800 (Wykres: Dzienny).

USD/PLN – Na parze panuje silny trend spadający (malejący) i jak się wydaje może nastąpić jego korekta powyżej poziomu 3,8000. Linia trendu biegnie na poziomie 3,8500 (Wykres: Ośmiogodzinny) i wydaje się niezagrożona.
Mariusz Kierasiński
Dnia 12.03.2016 r. Analiza tygodniowa 14-19.03.2016 r.

W czwartek 10.03.2016 r. EBC zaskoczył rynek obniżając wszystkie stopy procentowe. Główna została obcięta do zera, depozytowa zeszła z -0,3% do -0,4%, lombardowa natomiast z +0,3% do +0,25%. Reakcja rynku była natychmiastowa. Dolar gwałtownie umocnił się w stosunku do euro prawie o dwie figury do poziomu 1,0830, a kiedy Mario Draghi prezes ECB ogłosił, że będzie znacząco zwiększony program QE z 60 do 80 mld euro na miesięczny wykup aktywów państw Strefy Euro, rynek natychmiast odwrócił się od dolara i kurs poszybował aż w kierunku 1,1200. Tak drastyczne wahania rzadko się zdarzają, jednakże teraz są powodowane tym, że Strefa Euro znajduje się w recesji i EBC zmuszony jest obniżać stopy procentowe oraz dodrukowywać bez pokrycia euro (program QE), aby utrzymać stałą płynność finansową państwa Strefy Euro. Przeciwnie w Stanach Zjednoczonych mamy początek prosperity i FED jest na ścieżce podwyższenia stóp procentowych. Zatem dolar długoterminowo będzie się umacniał, a obecnie jego osłabienie związane jest tylko z napływem dużych pieniędzy (euro), pochodzących z europejskiego programu QE.

W środę 16 marca będziemy mieli posiedzenie FED i zapewne będzie odpowiedź na decyzje EBC z minionego tygodnia. Rynek nie spodziewa się że na tym posiedzeniu FED zostanie podniesiona stopa procentowa w USA, jednakże w tym roku zapewne to się stanie.

Na polskim rynku walutowym, złoty nadal może się umacniać, znajduje się bowiem w trendzie rosnącym i sprzyja mu dobry klimat inwestycyjny pomimo zawirowań politycznych zwianych z Trybunałem Konstytucyjnym. Inwestorzy przeczuwają, że zawirowania związane z Trybunałem Konstytucyjnym nie będą miały żadnego znaczenia i wpływu na rynki kapitałowe, a zwycięstwo jest posądzone po rządowej stronie. Opozycja, a tym bardziej instytucje unijne nie dysponują skutecznymi instrumentami, aby móc oddziaływać na legalny rząd w Polsce, tym bardziej że w sferze prawnej problem nie istnieje. Ten dobry klimat inwestycyjny wzmocniony jest tym, że RRP prognozuje większy wzrost gospodarczy w 2016 r. niż sam rząd, bo na poziomie do 4,5%, a inflacja wyniesie od -0,9% do +0,2%.

EUR/USD – Rynek znajduje się w dynamicznym trendzie wzrostowym, a jego górne ograniczenie znajduje się na poziomie 1,1300 (Wykres: Dzienny). Sadzę, że rynek znalazł chwilowe swój poziom docelowy i dlatego nie spodziewam się większych wahań, lecz konsolidacji wokół poziomu 1,1200.

EUR/PLN – Para znajduje się w trendzie spadającym. Górne ograniczenie trendu znajduje się na poziomie 4,3950, a dolne 4,2500 (Wykres: Dzienny). Rynek zmierza ku dolnemu ograniczeniu i kto wie, że pod koniec tygodnia będziemy mieli osiągnięty ten poziom.

USD/PLN – Tutaj niezwykle dynamicznie spada kurs i nie można wykluczyć, że złoty umocni się do poziomu 3,8000. Jednakże, że względu na dobre perspektywy dolara uważam, że para powinna znaleźć swój punkt odniesienia w przedziale 3, 8300 – 3,9000.
Mariusz Kierasiński
Dnia 29.02.2016 r. Analiza tygodniowa 29 – 05.03.2016 r.

Polska waluta w minionym tygodniu miała się dobrze i umacniała się jak w stosunku do dolara, tak i w stosunku do euro. Poziom na EUR/PLN 4,3500 okazał się silnym wparciem, a na USD/PLN 3,9360. Dopiero piątkowe dane ze Stanów Zjednoczonych, dotyczące odczytu PKB za ostatni kwartał 2015 r. zmieniły diametralnie obraz rynku. PKB w USA okazało się lepsze aż o 1%, wobec oczekiwanej zmiany na poziomie 0,4%. Do tego Indeks Uniwersytetu Michigan też wypadł nieźle. Rozbudziło to wśród inwestorów oczekiwanie na szybką podwyżkę stóp procentowych.

W Strefie Euro dzieje się przeciwnie. Inflacja, a właściwie deflacja spadła do -0,2%, wobec oczekiwań na poziomie 0,0%. Niemcy także odnotowali niższą inflację i oczekuje się obniżenia stóp procentowych oraz zwiększenia programu QE, czyli dalszego luzowania polityki monetarnej, polegającego na wykupie aktywów państw
Strefy Euro przez EBC. Szacuje się, że program QE może być rozszerzony z 60 do 70 mld euro w stosunku miesiąca i wydłużony do końca września 2017 r..

W zestawieniu z rozwijającą się gospodarką Stanów Zjednoczonych i pogłębiającym się kryzysem w Strefie Euro, wydaje się że amerykańska waluta jest skazana na sukces.

EUR/USD – Para znajduje się w trendzie spadającym (malejącym). Silny ruch dolara po piątkowych danych ze Stanów Zjednoczonych na temat PKB za IV kwartał 2015 r., może zostać skorygowany, ale w nadchodzącym tygodniu dolar powinien dotrzeć do wsparcia trendu spadającego, czyli do poziomu 1,0860 (Wykres: Dzienny).

EUR/PLN – Na tej parze nadal króluje trend spadający. Dopiero wybicie ponad poziom 4,4300 (Wykres: Dzienny), spowoduje zmianę trendu. W nadchodzącym tygodniu zakładam konsolidację na nieco wyższych kursach, jednakże nie przekraczającego psychologicznego poziomu 4,40.

USD/PLN – Po silnym piątkowym ruchu kurs pary zdecydowanie odbił się od wsparcia rosnącego trendu i dotarł pod 4,00 PLN. Po ewentualnej korekcie, spodziewam się w następnym tygodniu pokonania poziomu 4,00 PLN.
Mariusz Kierasiński
Dnia 20.02.2016 r. Analiza walutowa 22-27.02.2016 r.

Rynek coraz bardziej się uspokaja, a co za tym idzie złoty wraca do łask i możemy zobaczyć euro po 4,35, a nawet i niżej. FED nie spieszy się z podwyżkami stóp procentowych i uzależnia to od dobrych warunków gospodarczych. W piątek następnego tygodnia zostanie podany wzrost PKB za IV kwartał ubiegłego roku. Spodziewana jest rewizja z 0.7% do 0,5%, z powodu niższej dynamiki zapasów. To może odsunąć w czasie kolejną podwyżkę stóp procentowych.

26-27 lutego odbędzie się szczyt G20 w Szanghaju. Gospodarz, czyli Chiny będą starali się pokazać z dobrej strony. Reszta świata spodziewa się zaangażowania Chin na polu gospodarczym i w kwestii kontroli kapitału. Te polityczne deklaracje Chin mogą na jakiś czas uspokoić rynki kapitałowe. Osobiście nie spodziewam się realnego zaangażowania Chin na polu gospodarczym, a tym bardziej w kwestii kontroli kapitału. Chińska gospodarka zwalnia tempa, gdyż wyczerpały się jej możliwości rabunkowego rozwoju. Jest tylko kwestią czasu, jak usłyszymy o kolejnym kryzysie płynącym z kraju środka. Tymczasem z powodów politycznych deklaracji będziemy mieli czas uspokojenia i wzmocnienia rynków wschodzących.

W Niemczech we wtorek nadchodzącego tygodnia pokaże się indeks Ifo, który może rozczarować i pokazać że nastroje wśród przedsiębiorców są nienajlepsze. W strefie Euro pokaże się inflacja i także może wskazywać ujemne wielkości. Dlatego rynek już zdyskontował cięcie o 10 punktów bazowych stóp procentowych na marcowym posiedzeniu EBC. W marcu Mario Draghi zapowiada mocne działania luzujące. Chodzi o program QE dofinansowujący aktywa państw Strefy Euro. Z tego też powodu euro powinno być nieco w gorszej kondycji.

EUR/USD – Z powodu względnego spokoju wahania kursu powinny być niewielkie w przedziale 1,1170 – 1,1020 (Wykres: Dzienny).

EUR/PLN – Przedział wahań tutaj może być nieco większy z tendencją oscylującą w dolnych przedziałach 4,4440 – 4,3500 (Wykres: Dzienny).

USD/PLN – Na tym rynku przedział wahań może być w granicach 3,8880 – 3,9610 (Wykres: Dzienny) z tą różnicą, że oscylować będzie w górnych granicach tego przedziału.
Mariusz Kierasiński
Dnia 13.02.2016 Analiza tygodniowa 15 – 20 lutego 2016 r.

Przed nami spokojny tydzień, bez ważnych danych gospodarczych i zawirowań politycznych. Rynek nie zakłada kolejnej podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych na marcowym posiedzeniu FED. Jednakże na wiosnę wzrosną oczekiwania na podwyższenie kosztu pieniądza w USA, a co za tym idzie wzrośnie presja na umocnienie się dolara. Oczywiście dane gospodarcze będą odgrywały w tym wypadku decydującą rolę.

Na polskim rynku złoty nadal będzie pod presją osłabienia jego wartości, aczkolwiek można zaobserwować tendencję na jego umocnienie. Do politycznego ataku jaki miał miejsce w styczniu za przyczyną obniżenia ratingu Polski przez S&P, mogą dołączyć pozostałe agencje ratingowe Moody’s czy Fitch i także obniżyć rating Polski, aby kapitał spekulacyjny miał pretekst do przeprowadzenia frontalnego ataku na polską walutę, z powodów także politycznych. Bowiem uniezależniająca się Polska pod rządami PIS od wpływów międzynarodowej finansjery zagraża status quo. Polska z tej konfrontacji wyjdzie umocniona, bo mamy rząd który jest zdeterminowany upodmiotowić nasz kraj. Dlatego w dłuższej perspektywie złoty zyska na znaczeniu.

Trzeba jeszcze pamiętać, że z niezależnych od polityki polskiego rządu, mogą dojść na światowych rynkach głębokie zawirowania szczególnie ze strony chińskiej gospodarki, a także recesji Strefy Euro, szczególnie państw południowych. Bowiem żaden problem dotyczących takich krajów jak: Grecja, Włochy, Portugalia, czy Hiszpania nie został rozwiązany, przeciwnie zadłużenie rośnie, tylko o tym przestano publicznie mówić. To także będzie miało wpływ na osłabienie kursu złotego

EUR/USD – Rynek znajduje się nadal w trendzie rosnącym, pomimo korekty. Dopiero po pokonaniu bariery 1,1180 (Wykres: Ośmiogodzinny), będziemy mogli mówić o zmianie trendu.

EUR/PLN – Poziom 4,4600 (Wykres: Ośmiogodzinny) stanowi teraz barierę od której będzie się odbijać kurs. Po długiej stronie mamy poziom wsparcia w okolicach 4,3750.

USD/PLN – Rynek znajduje się w trendzie malejącym z tendencją wyhamowania spadków. Poziom 3,8800 (Wykres: Ośmiogodzinny) może się okazać dobrą okazją do zakupu USD.
Mariusz Kierasiński
Dnia 23.01.2016 r. Analiza walutowa na 2016 r.

Rok 2016, a szczególnie 2017 może się okazać i zapewne okaże się rokiem powrotu stabilności finansowej na krajowy rynek walutowy i wzrostu zaufania międzynarodowych instytucji finansowych oraz agencji ratingowych do polskiej polityki, a szczególnie do polskiej polityki monetarnej.

Postawiona przeze mnie teza w chwili obecnej stoi w sprzeczności z tym co się dzieje na światowych i krajowym rynku finansowym (walutowym, towarowym, papierów wartościowych). Przełom roku okazał się powrotem do awersji do ryzyka, a co za czym idzie ucieczką w bezpieczne aktywa, jakim jest między innymi amerykańska waluta.

W Polsce doszła do władzy partia, która jest negatywnie postrzegana przez tzw. międzynarodowy kapitał spekulacyjny oraz zachodnie zliberalizowane o lewicowym charakterze instytucje finansowe. Zatem podobnie jak wcześniej Węgry, tak teraz Polska jest na cenzurowanym, bo nowe ustawy PIS realnie zagrażają stabilności światowej spekulacji drenującej polski rynek finansowy, bankowy, czy pracy. W obronie spekulacyjnych interesów światowej finansjery agencja ratingowa Standard & Poors obniżyła rating polski z bezpiecznego poziomu inwestowania A- do BBB+, czyli do poziomu „nie inwestuj”. Nie mogąc powołać się na złą, lub pogarszającą się sytuację finansową w Polsce pod rządami PIS, bo byłoby to nieprawdą, podała faktyczne przyczyny obniżenia ratingu, czyli polityczne. W mniemaniu Standard & Poors ustawa o Trybunale Konstytucyjnym oraz medialna jakimś cudem zagrażają finansom publicznym. Na uwagę zasługuje fakt, że przedstawiciele S & P zanim wydali swoje oświadczenie skontaktowali się i zaciągnęli informacji od byłego ministra finansów w rządzie PO-PSL Mateusza Szczurka oraz od Ryszarda Petru. Zatem atak finansowy na Polskę pod rządami PIS w tym wypadku został przygotowany z opozycją, która cieszy się uznaniem pośród światowej finansowej spekulacji.

Efektem obniżenie ratingu dla Polski było znaczące osłabienie złotego oraz spadki akcji na warszawskiej giełdzie papierów wartościowych. Paradoksalnie to co miało zaszkodzić Polsce, tak naprawdę nam pomaga. Bowiem wbrew potocznemu mniemaniu, każde silne państwo dba o własny eksport. Podstawą silnego eksportu jest tania waluta, bo wówczas eksportowany towar jest tani. Od lat taką politykę uprawia administracja amerykańska. Oficjalnie zapowiada dbałość o siłę dolara, a administracyjnie robi wszystko, aby amerykańska waluta była relatywnie słaba. Dlatego mamy różne programy typu QE, które polegają na dodrukowaniu pustego pieniądza i to w miliardowych kwotach. Jeżeli dzisiaj dolar jest ponownie silną walutą, to dlatego, że w czasach kryzysu oraz zbliżającego się zagrożenia wojennego, inwestorzy uciekają do bezpiecznych aktywów, w tym do amerykańskiej waluty. Obecna siła dolara jest także pochodną słabości euro, które w obliczu kryzysu zawsze słabnie, bo w rzeczywistości euro jest traktowane przez inwestorów jako waluta spekulacyjna. Jednakże przesadnie słaba waluta może doprowadzić do osłabienia zainteresowania inwestycyjnego, co w konsekwencji osłabi państwo. Zatem równowaga i relatywne małe wahania kursu wpływają na stabilizację gospodarczą. Dla Polski taka stabilizacja w odniesieniu kursu złotego do euro wynosi w przedziale wahań od 4,20 do 4,40. Kurs poniżej 4,00 PLN zdecydowanie osłabia polską gospodarkę i negatywnie odbija się na rodzimym eksporcie. Natomiast osłabienie złotego nawet do poziomu 5,00 PLN o ile nie będzie to trwałe, aż tak negatywnie nie wpłynie na polską gospodarkę.

Budżet Polski na 2015 r. pod rządami PO-PSL wyniósł blisko 50 miliardową dziurę, ale to co było najgorsze, to ponad 13 miliardowe niższe wpływy od planowanych z tytułu podatku VAT. Z kolei budżet na 2016 rok przygotowany także przez koalicję PO-PSL wynosi już blisko 55 miliardową dziurę budżetową. Niestety i tak został sztucznie oszacowany, a dochody podatkowe zaś znacząco wyolbrzymione w przeciwieństwie do wydatków państwa. Podobnie też został zawyżono wpływy z dywidend od spółek Skarbu Państwa, które przeżywają ogromne kłopoty i będą mieć znaczące straty lub niższe zyski. Wszystko wskazuje na to, że był to celowy zabieg odchodzącej władzy, aby w złym świetle postawić nową o patriotycznym charakterze władzę.

Kiedy na Węgrzech doszły do władzy patriotyczne siły, podobnie jak teraz Polska, Węgry były atakowane przez międzynarodowe instytucje finansowe o spekulacyjnym charakterze. Węgry obroniły się i teraz odnotowują wyższy wzrost gospodarczy. Węgierski forint na przełomie roku był jedną z najstabilniejszych i najmocniejszych walut, a inwestorzy przygotowują się na wzrost ratingu dla Węgier w 2016 roku.

Nie trudno przewidzieć, że podobnie będzie działo się z Polską pod rządami PIS z tą różnicą, że Polska jako dużo większy kraj będzie o wiele bardziej i dłużej atakowana, bo kapitalizacja na polskim rynku finansowym jest o wiele większa, niż na węgierskim. Już teraz następna agencja ratingowa Fitch nie wyklucza możliwości cięcia ratingu Polski w sytuacji, kiedy ustawa o konwersji kredytów frankowych nadmiernie uderzyłaby w banki.

Polska pod rządami PIS upodmiotowi polski naród, a w sferze finansów po ostrej walce zapewne wygra z drapieżnym i spekulacyjnym kapitałem finansowym. Niedługo GUS poda dane PKB za 2015 r. i jak rynek przewiduje, będzie to wielkość w granicach 3,5%. Natomiast na 2016 r. rząd PIS przewiduje wzrost PKB na poziomie 3,8%. Osobiście nie zdziwię się jak będzie to wzrost rzędu 4,0% PKB, a nawet i więcej, z prostej przyczyn. Opodatkowanie hipermarketów i banków, podwyższona wolna kwota od podatku, nastawienie obecnej władzy na rodzimą gospodarkę i na eksport, zapewne doprowadzi do wyższego wzrostu gospodarczego w naszym kraju. W bieżącym roku dojdzie do personalnych zmian w Radzie Polityki Pieniężnej oraz do zmiany prezesa Narodowego Banku Polskiego. Zakładam, że z tego powodu dojdzie do zmiany stóp procentowych w naszym kraju. Bowiem obecny poziom ze względu na interes obcych banków operujących na polskim rynku kapitałowym jest sztucznie zawyżony w stosunku do inflacji, a raczej do deflacji. Obecna polityka monetarna NBP sprzyjająca obcym bankom i pomimo deflacji mamy jedne z najwyższych poziomów stóp procentowych w Europie. W 2016 roku zapewne to się zmieni i może dojść do obniżenia realnych stóp procentowych w Polsce, co ożywi rodzimą gospodarkę tanimi kredytami gospodarczymi.

Polska od ponad ćwierćwiecza stanęła przed szansą upodmiotowienia swojej polityki jak wewnętrznej, tak i zewnętrznej. Proces coraz większego liczenia się z niezależną polityką danego kraju, który dotychczas był podległy obcym dyrektywą jest zawsze bolesny, szczególnie dla tych, którzy przyzwyczaili się lekką ręką wywozić miliardowe kwoty do swoich macierzy, jako należną im daninę.

Konkludując zakładam, że poziom wahań walut na krajowym rynku walutowym w 2016 roku w przypadku pary EUR/PLN powinien oscylować wokół poziomu 4,50 PLN. Nie można wykluczyć, że z powodu nieprzewidywalnych zawirowań na światowych rynkach finansowych, kurs złotego w stosunku do euro może się chwilowo osłabić nawet do poziomu 4,70 PLN, ale także możemy zobaczyć mocniejsze poziomy w okolicach 4,20 PLN. Jeżeli chodzi o parę USD/PLN to tu zakładam średni poziom na 2016 rok w podobnych okolicach jak w przypadku euro w stosunku do złotego, a to z tej przyczyny, że oczekiwania i zapewne realna polityka amerykańskich władz monetarnych będzie sprzyjała realizacji wyższych stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Zatem spodziewam się zrównania parytetu dolara do euro na światowych rynkach walutowych, czyli jeden do jednego na parze USD/EUR, co konsekwentnie przełoży się na parę USD/PLN w okolicach 4,50.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 19.12.2015 r. Analiza tygodniowa 21-26.12.2015 r.

W minionym tygodniu ziściła się zapowiadana przeze mnie korekta, w większym stopniu na euro, niż na dolarze. Na parze EUR/PLN wyniosła ona aż 11 groszy, na parze USD/PLN było 3 grosze. Tak ja jeszcze trzy i dwa tygodnie temu złoty był w niełasce u spekulacyjnych inwestorów, tak w minionym tygodniu gwałtownie powrócił do łask.

Zmiana kursów jest niezwykle dynamiczna i przesadzona. Jak osłabienie złotego, tak teraz jego umocnienie jest zdecydowanie przesadzone. Tak nagłej i wielkiej zmiany kursów nie można uzasadniać tylko tym, że od prawie 10 lat po raz pierwszy FED zmienił stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych. Niewątpliwie tego rodzaju dane są tylko pretekstem do przesadzonych zmian kursów za którymi stoi międzynarodowy kapitał spekulacyjny.

FED nie zaskoczył uczestników rynku walutowego i tak jak zapowiadał podniósł stopy procentowe o 25 punktów bazowych, czyli o 0,25%, jednocześnie zostało zapowiedziane, że nie jest to ostatnia podwyżka, a kolejne będą zależały o wzrostu gospodarczego Stanów Zjednoczonych.

W nadchodzącym tygodniu, ze względu na święta Bożego Narodzenia na rynek walutowy powinien zagościć marazm, czyli przewiduję wąski zakres wahań kursów walutowych.

EUR/USD – Zmiana kursu jest tak znacząca, że trudno ustalić obowiązujący trend. Z technicznego punktu widzenia zakończył się trend spadający, a rozpoczął rosnący. Jednak jestem ostrożny przed takim interpretowaniem rynku, bowiem doświadczenie podpowiada mi, że jest to tylko chwilowa zmiana i w niedługim czasie powrócimy do trendu spadającego. Tym czasem zakładam trend boczny w wąskich granicach od 1,0800 do 1,0950.

EUR/PLN – Na tej parze także wystąpiła zmiana trendu z rosnącego na spadający. Teraz zakładam lekkie uspokojenie rynku i przedział wahań od 4,2500 do 4,2850 (Wykres: Ośmiogodzinny). Jednakże nie zdziwię się jak już w poniedziałek możemy zobaczyć kurs powyżej 4,30, ze względu na szybkie odreagowanie wielkich spadków.

USD/PLN – Na tym rynku stosunkowo doszło do najmniejszych zmian, ze względu na to, że już wcześniej ten rynek zareagował na przyszłą podwyżkę stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, czyli nastąpiło zdyskontowanie. Teraz spodziewam się, że rynek będzie się poruszał w przedziale 3,8900 – 3,9700 (Wykres: Sześciogodzinny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 13.13.2015 r. Analiza tygodniowa 14-19.12.2015 r.

W ubiegłym tygodniu pisałem o możliwej korekcie na polskim rynku walutowym, czyli o umocnieniu złotego. Niestety tak się nie stało, aczkolwiek w stosunku do dolara złoty był relatywnie mocny, a w stosunku do euro przeciwnie. Teraz wiadomo jakie czynniki spowodowały słabość naszej waluty. Przede wszystkim te zewnętrzne, czyli taniejąca ropa, perspektywa cyklu podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, a także mniejsze wsparcie QE w Strefie Euro, czyli dodrukowanie pieniądza ze trony ECB. Także doszły te wewnętrzne, bardzo konkretne i dynamiczne rządy PIS w Polsce. Międzynarodowy kapitał spekulacyjny, czyli konkretne korporacje bankowe i fundusze finansowe , które mają przemożny wpływ na rządy większości państw w Europie, w Północnej Ameryce, a nawet w Azji, nie potrafią i nie chcą się pogodzić z patriotycznymi rządami w takich krajach jak Polska, czy Węgry. W ubiegłym tygodniu forint węgierski znacznie osłab i trudno tłumaczyć to, danymi makro, które były przecież lepsze (produkcja przemysłowa wzrosła w październiku aż o 10,1% rok do roku, a nadwyżka w handlu zagranicznym wyniosła 603 mln EUR). Zatem powodem było i jest suwerenny rząd Węgier także w stosunku do międzynarodowego kapitału spekulacyjnego. Niestety w Polsce dzieje się podobnie, bo stajemy się niezależnym i podmiotowym państwem, także na rynkach finansowych.

16 grudnia, w środę FED ma podnieś stopy procentowe i będzie to po raz pierwszy od 2006 r. Rynek już w 80% wycenił tą podwyżkę w wysokości 0,25%. Zazwyczaj FED nie zaskakuje uczestników rynku finansowego i dlatego spodziewam się owej podwyżki i w takim zakresie. Zatem rynki nie powinny nerwowo reagować. Niewątpliwie jednak może być nerwowo jeżeli FED nie podniesie stóp procentowych, albo podniesie je w większej skali niż to jest zakładane. I tu dość ławo przewidzieć co może się dziać w zależności jaką decyzję podejmie FED. W pierwszym wypadku, czyli powstrzymanie się FED-u od podwyżki, będzie osłabienie dolara, w drugim wypadku umocnienie amerykańskiej waluty. Ja zakładam, że FED podniesie stopy procentowe w takiej skali jak to przewiduje rynek. Zatem powinno być spokojnie, czyli skala wahań kursów walutowych powinna być niewielka.

EUR/USD – Z technicznego punktu widzenia, jeżeli FED nie podniesie stóp procentowych, dolar może się osłabić najpierw do poziomu 1,1100, a w konsekwencji nawet do 1,1250 (Wykres: Dzienny). Prawdopodobieństwo podniesienia stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych o 0,25% jest ogromne, czyli zgodne z oczekiwaniami rynku, zatem powinno być spokojnie.

EUR/PLN – Na tej parze obserwujemy dość przesadny ruch kursu w północnym kierunku. Kurs już dotarł do dawno nie spotykanych poziomów (4,3650). Natomiast dolne ograniczenie trendu wzrostowego biegnie aż o 12 groszy niżej, czyli na poziomie 4,2450 (Wykres: Dzienny). Mimo wszystko oczekuję korekty, nawet jeżeli weźmie się pod uwagę czynniki wyżej opisane, czyli niechęć międzynarodowego kapitału spekulacyjnego do obecnego rządu PIS. Bowiem wytrzymałość psychiczna inwestorów ma też swoje granice i chęć realizowania pokaźnych zysków w końcu weźmie górę.

USD/PLN – Nadal jesteśmy w fazie korekty. Jeżeli FED podniesie stopy procentowe o wielkość przewidywaną przez rynek, a jest to czynnik najbardziej prawdopodobny, kurs naszej pary powinien powoli wzrastać.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 06.12.2015 r. Analiza tygodniowa od 07.12. do 12.12.2015 r.

Rozczarowanie. Tak można określić decyzję Europejskiego Banku Centralnego, który tylko o pół roku przedłużył program QE, czyli interwencyjny skup aktywów. Natomiast stopy procentowe zostały niezmienione, wobec oczekiwań obniżenia ich o co najmniej 0,10%, czyli o 10 punktów bazowych. Także bez zmian pozostała comiesięczna wartość zakupów, wobec oczekiwań zwiększenia o 10 – 15 mld euro. Został tylko poszerzony zakres instrumentów finansowych możliwych do skupu. Takie decyzje EBC trudno nawet nazwać powściągliwością, to niestety dość charakterystyczna indolencja monetarnej władzy Strefy Euro. Zatem trudno się dziwić, że Strefa Euro przeżywa i będzie przeżywała kryzysy finansowe i gospodarcze. Niestety nie tylko Europejski Bank Centralny, ale bodajże wszystkie instytucje Unii Europejskiej cechują się taką indolencją decyzyjną, wobec nadmiernie rozbudowanej biurokracji.

Reakcja rynku była natychmiastowa i skrajnie przesadzona. Bowiem euro umocniło się w stosunku do dolara aż o 3%, co zdarza się niezwykle rzadko. Był to bowiem najmocniejszy ruch dzienny od 6 lat, czyli od 2009 r. Większość analityków w tym analitycy Goldman Sachs, prognozowali umocnienie się dolara w stosunku do euro przynajmniej do poziomu 1,0300, a w konsekwencji do zrównania się parytetu tych walut. Tymczasem euro poszybowało ponad kurs 1,0900, wobec dolara. Nie można wykluczyć, że indolencja Europejskiego Banku Centralnego była tylko pretekstem dla międzynarodowego kapitału spekulacyjnego do tak przesadnej reakcji rynku walutowego. Tak gwałtowna i wielka zmiana powoduje znaczący przepływ wielomiliardowego kapitału, który najczęściej przechodzi od mniejszych instytucji finansowych i prywatnych inwestorów do międzynarodowych korporacji bankowych oraz funduszy heidgingowych. Taka akcja najczęściej poprzedzana jest medialnymi zapewnieniami autorytetów finansowy oraz przez analityków wielkich banków światowych zapowiadających co innego, niż to co się stanie za chwilę. I tak było tym razem.

Po tak burzliwym tygodniu, można się spodziewać przynajmniej chwilowego uspokojenia, tym bardziej przed kolejną ważną decyzją centralnego banku w tym wypadku Stanów Zjednoczonych. Już 16 grudnie FED może i zapewne podniesie stopy procentowe w USA. Zatem można się spodziewać ponownego umocnienia dolara względem euro. W tych okolicznościach gwałtowne osłabienie dolara wobec euro w czwartek ubiegłego tygodnia, było chyba ostatnią szansą na zarobienie znacznych pieniędzy na centralnej spekulacyjnej walucie świata, jaką jest euro.

Po chwilowym uspokojeniu zakładam, że w nadchodzącym tygodniu dojdzie do odwrotnej reakcji rynku walutowego niż w poprzednim tygodniu. Euro osłabi się w stosunku do dolara, a złoty nieznacznie umocni się w stosunku do euro i nieco bardziej osłabi się w stosunku do dolara. Zatem ubiegłotygodniowe zejście kursu dolara poniżej 4,00 PLN uważam za okazję do zakupów amerykańskiej waluty.

EUR/USD – W ubiegłym tygodniu doszło do gwałtownej zmiany. Z technicznego punktu widzenia, nastąpiła zmiana trendu ze spadającego na rosnący, czyli z długoterminowego umocnienia dolara, na jego osłabienie w stosunku do euro. Z kolei z fundamentalnego punktu widzenia, rychła perspektywa pierwszej od wielu lat podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych mówi nam co innego, o umocnieniu się dolara. Osobiście bardziej bazuję na fundamentalnej analizie i dlatego spodziewam się przeceny euro.

EUR/PLN – Tutaj mamy niezagrożony trend rosnący. Jednakże zakładam w nadchodzącym tygodniu, a tym bardziej w połowie grudnia, korekty i zjazdu kursu poniżej 4,3000.

USD/PLN – Na tym rynku z technicznego punktu widzenia doszło do zmiany trendu z rosnącego na spadający. Biorąc jednak pod uwagę fundamentalną analizę zakładam, że jest to tylko znacząca korekta, czyli fałszywe wybicie dołem i spodziewam się powrotu do rosnącego trendu.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 28.11.2015 r. Analiza tygodniowa od 30.11. do 04.12.2015 r.

Przed nami bardzo ważny tydzień. W czwartek, czyli trzeciego grudnia po posiedzeniu EBC (Europejskiego Banku Centralnego) na konferencji prasowej prezes Mario Draghi dokona poluzowania polityki monetarnej w Strefie Euro. Rynek spodziewa się obniżki stóp procentowych o 10 punktów bazowych, czyli do -0,30% oraz wydłużenia programu QE (skupu aktywów) do marca 2017 r., wobec obecnego terminu do września 2016 r.. Te wielkości zmian już są w cenach walut, czyli rynek już zdyskontował te parametry. Dlatego w ubiegłym tygodniu i obecnie mamy relatywnie słabe euro oraz słabą naszą polską walutę, która bardziej jest powiązana z euro, aniżeli z dolarem. Jeżeli tak się stanie na światowych i krajowym rynku walutowym może dojść do korekty. Jeżeli jednak Mario Draghi zaskoczy rynki finansowe i obniżka stóp będzie większa niż to się zakłada. Stopa depozytowa zostanie obniżona o 20 punktów bazowych do -0,40%, a wydłużenie QE z opcją co najmniej do marca 2017 r. z możliwością kontynuacji oraz zwiększeniem tempa skupu z obecnych 60 do 75 mld euro, wraz z rozszerzeniem skupu o obligacje municypalne (papiery wartościowe emitowane przez jednostki samorządu terytorialnego), to rynki zostaną zaskoczone i przecena euro oraz złotego przyspieszy. Tym bardziej, że dzień później, czyli w piątek czwartego grudnia będziemy mieli payrollsy, z amerykańskiego rynku pracy, które po ostatnich bardzo dobrych danych, mogą wzmocnić decyzje FED o podwyżce stóp procentowych już 16 grudnia br. w Stanach Zjednoczonych.

Znając powściągliwość członków zarządu Europejskiego Banku Centralnego w podejmowaniu kluczowych decyzji, spodziewam się tylko obniżenia stóp procentowych w Strefie Euro do wielkości jakie zakłada rynek. W tych okolicznościach może to skutkować korektą na rynkach walutowych, czyli euro może się wzmocnić w stosunku do dolara, a złoty w stosunku do dolara i do euro. Nawet jeżeli dzień później pojawią się dobre dane z amerykańskiego rynku pracy. Bowiem rynki już te informacje zdyskontowały.

Długoterminowo, po ewentualnej korekcie, spowodowanej realizacją zysków na bazie przewidywanych danych, nic się nie powinno zmienić. Dolar skazany jest na sukces, bo grudniowa podwyżka stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych nie będzie jedyna. Przeciwnie, euro długoterminowo skazane jest na porażkę i przecenę do zrównania się z dolarem. Rykoszetem odbija się to na polskiej walucie, która długoterminowo będzie słabła do dolara, a nawet do euro, tylko w mniejszym stopniu. Ale to perspektywa roku 2016 r.

EUR/USD – Rynek znajduje się w silnym trendzie spadającym, który długoterminowo może doprowadzić do parytetu, czyli zrównania notowań dolara z euro. Jednakże w nadchodzącym tygodniu zakładam korektę, po konferencji Mario Draghiego, a uspokojenie notowań już przed tą konferencją, z wyżej opisanych powodów. Zatem rynek może odreagować przynajmniej do poziomu 1,0630 (Wykres: Dzienny).

EUR/PLN – Na tym rynku mamy spokojny trend rosnący, wznoszący się w kierunku poziomów 4,3100. Jednakże z uwagi na ewentualną korektę, która może nastąpić na skutek dyskontowania decyzji monetarnych właz EBC, spodziewam się przeciwnego kierunku w stronę 4,2230 (Wykres: Dzienny). W obecnych realiach, będzie to tylko doskonała sytuacja, aby zająć długie pozycje, w stosunku do euro, czyli dokonać skupu chwilowo przecenionej waluty.

USD/PLN – Ten rynek cechuje się dynamicznym trendem rosnącym, aczkolwiek w nadchodzącym tygodniu, może nastąpić przewidywana przeze mnie korekta. Jeżeli tak się stanie dolar chwilowo może powrócić do notowań poniżej 4,00 PLN. Z analizy technicznej wynika, że może to być poziom 3,9810 (Wykres: Dzienny). Będzie to doskonały moment do zakupów dolara, bowiem w dłuższej perspektywie trzeba się liczyć z poziomami o wiele wyższymi niż 4,00 PLN.
Mariusz Kierasiński
Dnia 21.11.2015 r. Analiza tygodniowa od 23.11. do 28.11.2015 r.

Rynek walutowy w minionym tygodniu się uspokoił, aczkolwiek w piątek mieliśmy większą przecenę euro względem dolara oraz lekkie osłabienie złotego, szczególnie wobec dolara. Za tymi ruchami stoi wypowiedź Mario Draghiego prezesa Europejskiego Banku Centralnego o możliwości już w grudniu poluzowania polityki monetarnej w Strefie Euro. Co to może oznaczać? Są co najmniej trzy możliwości. Po pierwsze, EBC może na posiedzeniu 2-3 grudnia obniżyć stopy procentowe w Strefie Euro. Po drugie, EBC może wydłużyć czas programu skupu aktywów (QE), czyli popularnego dodrukowania pustego pieniądza. Po trzecie, może to być rozszerzenie programu QE. Nie można także wykluczyć, że możemy mieć mix wszystkich tych trzech elementów. Zatem należy się spodziewać dalszego osłabienia euro, tym bardziej, bo można być pewnym przeciwnej reakcji amerykańskiego FED, który w grudniu podniesie stopy procentowe.

Na grudniowym posiedzeniu EBC zostanie rozważona siła i trwałość mizernego odbicia gospodarczego i skromne tempo rozwoju ekonomicznego w Strefie Euro. Stąd taka a nie inna wypowiedź Mario Draghiego.

Zapewne w bieżącym roku to jeszcze nie nastąpi, ale w 2016 należy się spodziewać parytetu, czyli zrównania notowań euro wobec dolara. Na polski rynek przełoży się to w taki sposób, że dolar amerykański na dłużej będzie notowany powyżej 4,00 PLN.

EUR/USD – na tej parze mamy wyraźny trend spadający. Wszelkie drobne odbicia na osłabienie dolara, należy wykorzystać do jego zakupów. W grudniu będziemy mieli podwyżkę stóp procentowych w USA, a w Strefie Euro odwrotnie, może dojść do obniżenia stóp procentowych. Jednakże trzeba pamiętać, że rynki finansowe bardzo często dyskontują takie informacje, czy zdarzenia i w jakiejś, być może większej części, owa podwyżka stóp w USA i obniżka w Strefie Euro jest już w cenie. Reasumując, ten rynek powinien podążać w kierunku 1,0462, czyli do pierwszego silnego wsparcia.

EUR/PLN – tu mamy trend rosnący, jednakże o wiele mniej wyraźny i powoli zmierzający w trend boczny. Zatem opór zlokalizowany na poziomie 4,2580 (Wykres: Dzienny), wydaje się być na tyle silny, że przy tym poziomie zalecałbym krótkoterminową sprzedaż euro.

USD/PLN – tutaj mamy bardzo wyraźny i niezachwiany trend rosnący. Wsparcie techniczne mamy zlokalizowane na poziomie 3,9500 (Wykres: Ośmiogodzinny)i przy tym poziomie zalecam zakup dolara. W obecnej sytuacji należy sobie zadać pytanie, kiedy psychologiczna bariera 4,00 PLN zostanie pokonana. Zakładam, że jak nie w tym, to w kolejnym tygodniu to się może udać.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 07.11.2015 r. Analiza tygodniowa od 09.11. do 14.11.2015 r.

Jak można było się tego spodziewać rynek walutowy w Polsce zareagował negatywnie, osłabiając złotego po wygranych wyborach przez PIS. Taka reakcja jest charakterystyczna, wręcz symptomatyczna, oznaczająca, że międzynarodowy kapitał spekulacyjny lubi kosmopolityczną władzę w przeciwieństwie do patriotycznej. Bowiem przy tej drugiej drenaż finansowy danego kraju jest ograniczony. Zatem można pogratulować patriotycznej postawy znacznej części polskiego społeczeństwa, a szczególnie młodym ludziom za dokonany wybór.

W ubiegłym tygodniu nie tylko polska waluta się osłabiała, ale także waluty z całego naszego regionu, poza węgierskim forintem, w związku z prowadzonym programem tanich pożyczek przez centralny bank węgierski. Notabene podobne plany wprowadzenia takiego programu jak na Węgrzech ma w Polsce PIS. Jest to związane z obecną deflacją i zdecydowanie zawyżonymi stopami procentowymi w Polsce. Tak wysokie stopy procentowe w naszym kraju to konsensus pomiędzy dotychczasowymi polskimi władzami monetarnymi a zagranicznymi korporacjami bankowymi działającymi w naszym kraju. Obecnie jednomiesięczny WIBOR waha się na poziomie 1,5%. Dla porównania w Szwajcarii przy podobnej deflacji taki WIBOR waha się na poziomie 0,0%. Tak wysokie stopy procentowe w Polsce negatywnie skutkują dla rodzimej gospodarki i są tylko korzystne dla zagranicznych banków działających w Polsce. Teraz po wyborach niewątpliwie polityka monetarna w naszym kraju ulegnie zmianie, a szczególnie po lutym 2016 r., bowiem w tym czasie zostanie wybrana nowa Rada Polityki Pieniężnej i zarząd NBP. Zatem dopiero wiosną 2016 r. można się spodziewać obniżenia stóp procentowych i to co najmniej o 50 punktów bazowych.

W piątek ubiegłego tygodnia pojawiły się wyniki z amerykańskiego rynku pracy. Okazały się rewelacyjne, bowiem nowych miejsc pracy poza rolnictwem przybyło aż 271 tyś. wobec oczekiwanych 185 tyś.. Nadto dynamika płac znacznie się odbiła od poprzedniej, bo aż o 2,5% i to w stosunku rocznym. Stanowi to najwyższy wynik od 2009 r.. Zatem pierwsza podwyżka stóp procentowych od wielu lat w Stanach Zjednoczonych na najbliższym posiedzeniu (16.12.2015 r.) FED wydaje się być przesądzona. Dlatego rynek tak mocno zareagował windując dolara aż o ponad półtora figury w stosunku do euro. Taka reakcja na centralnej parze walutowej przełożyła się na polską walutę, która znacznie się osłabiła do dolara, a także, aczkolwiek w mniejszym stopniu do euro.

W nadchodzącym tygodniu, po tak ważnych danych z amerykańskiego rynku pracy, będziemy mieli lekkie uspokojenie. Jedynie w przyszły piątek emocji mogą dostarczyć dane ze sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych. W tych okolicznościach należy się spodziewać raczej dobrych danych, które umocnią decyzję FED w pierwszej podwyżce stóp procentowych od kilku lat.

EUR/USD – Na skutek realnej perspektywy podwyżki stóp procentowych w połowie grudnia w Stanach Zjednoczonych należy się spodziewać silnego dolara. Nie wykluczam, że poziom 1,0650 (Wykres: Dzienny) zostanie osiągnięty. W nieco dłuższej perspektywie zrównanie dolara z euro wydaje się być także bardzo realne. Przypomnę, że euro startowało z pozycji 0,8000 w stosunku do dolara i teraz po kilkunastu latach taki poziom może być realny. Na siłę dolara przekładają się także czynniki psychologiczno – społeczne. Inwestorów spekulacyjnych można porównać ze szczurami na tonącym okręcie, które pierwsze wyczuwają grożące niebezpieczeństwo i z niego uciekają. Podobnie inwestorzy spekulacyjni dla których pieniądz jest swego rodzaju bożkiem, intuicyjnie wyczuwają grozę nadchodzących wydarzeń, nie tylko katastrofy finansowej, ale ogólnoświatowej wojny, uciekają w bezpieczne aktywa, którymi są amerykański dolar, czy złoto.

EUR/PLN – Na tym rynku należy się spodziewać osłabienia złotego, jednakże w o wiele mniejszej skali niż do dolara. Rynek powinien podążać w kierunku 4,3000 (Wykres: Dzienny).

USD/PLN – Po piątkowym wywindowaniu dolara w stosunku do złotego pod poziom 3,9800, można się spodziewać nieznacznej korekty, ale atak na psychologiczną barierę 4,0000 PLN wydaje się być przesądzony. Nie sądzę, aby taki atak powiódł się za pierwszym razem, czy nawet za drugim, bowiem na tak wysokich poziomach inwestorzy jeszcze nie handlowali, a to wiąże się z realizacją zysków przez tych co mają słabsze nerwy.
Mariusz Kierasiński.
Spekulacja a władza

Wynik wyborów parlamentarnych w Polsce z 25 października 2015 r. zdecyduje o kursach walut w naszym kraju w nadchodzącym tygodniu. Rynki już zdyskontowały wygraną partii PIS, jednakże jeszcze nie jest uwzględnione w cenie walut, w jakiej skali będzie to zwycięstwo. Jeżeli PIS będzie musiało szukać koalicjanta, wówczas rynki będą w miarę spokojne, jeżeli jednak PIS wygra zdecydowanie tak, że będzie mógł samodzielnie sprawować władzę, wówczas polska waluta zostanie jeszcze bardziej przeceniona, niż dotychczas.

Bierze się to stąd, że światowa spekulacja nie lubi patriotycznej władzy, bo z nią nie może się dogadać, w przeciwieństwie do władzy lewicowa i liberalnej. Władza lewicowi i liberalna zazwyczaj jest niezwykle usłużna międzynarodowemu kapitałowi spekulacyjnemu. W praktyce przejawia się to w wyprzedaży narodowego majątku za bezcen międzynarodowym koncernom. Najpierw liberalno – lewicowa władza dokonuje restrukturyzacji najlepszych narodowych firm w przemyśle, rolnictwie i w handlu, pod pretekstem ratowania owych firm, a nawet miejsc pracy, a po kilku latach, czasami miesiącach następuje podział owych firm i w konsekwencji ich sprzedaż za cenę nieadekwatną do ich rzeczywistej wartości.

Międzynarodowe korporacje finansowe za dużo zaniżoną cenę chętnie kupują firmy skarbu państwa, między innymi takiego państwa jak Polska, przynajmniej z dwóch powodów. Pierwszy, to finansowy i tak długo prowadzą działalności w owej firmie dopóki jest ona rentowna. Później ją likwidują. Drugi, to z powodu niszczenia konkurencji. Bowiem wolą aby ich rodzima firma się rozwijała kosztem tych firm w krajach rozwijających się. Likwidacja przemysłu stoczniowego w Polsce jest tego dobitnym przykładem. Na zamknięciu polskich stoczni skorzystała stocznia w Hamburgu. Tym razem do takiego manewru posłużono się przedziwnymi regulacjami prawnymi w Unii Europejskiej.

Międzynarodowy kapitał spekulacyjny ma bowiem przemożny wpływ na regulacje prawne w Unii Europejskiej, które tak są konstruowane, aby służyły wielkim korporacjom międzynarodowym, oczywiście kosztem narodowych firm rozwijających się państw, takich jak Polska.

Jeżeli w jakimś państwie dojdzie do władzy ugrupowanie patriotyczne z prawej strony sceny politycznej, a nie daj Boże jeszcze nawiązujące do tradycji chrześcijańskiej na której cała Europa została zbudowana, wówczas uruchamiana jest cała medialna machina pomówień i kłamstw, aby jak najszybciej zdestabilizować owy kraj, bo zostały zagrożone międzynarodowe interesy spekulacji światowej. Owy kapitał, zwany niewidzialną ręką rynku (Fundusze kapitałowe i hedgingowe, czyli piraci gospodarczy, korporacje bankowe), przy patriotycznej władzy muszą się liczyć z opodatkowaniem transakcji bankowych, zakazem transferowania wielkich przekazów finansowych do swoich macierzystych firm, czy opodatkowaniem wielkopowierzchniowych sklepów handlowych (Hipermarketów). Jeżeli jednak nie uda się obalić patriotycznej władzy, pomimo zaangażowania znacznych środków finansowych i usłużnych kapitałowi spekulacyjnemu ludzi, szczególnie ludzi mediów, wówczas dochodzi do pewnego rodzaju porozumienia. Bowiem dla spekulacji lepiej jest zarabiać mniej, niż w ogóle. Jednakże stan napięcia będzie się utrzymywał i zostanie wykorzystana każda nadarzająca się sytuacja, aby obalić patriotyczną władzę. Dlatego przy lewicowej i liberalnej władzy szeroko rozlewa się medialna propaganda sukcesu, sukcesu gospodarczego, politycznego, nawet jeżeli ta władza topi w coraz to większych długach swój naród. Przeciwnie, kiedy władza jest prawicowa i konserwatywna, a tym bardziej jeżeli opowiada się za wyższymi wartościami, wartościami chrześcijańskimi, wówczas medialna jej krytyka się nie kończy, niezależnie od jej rzeczywistych sukcesów politycznych, czy gospodarczych. Dzieje się to wszystko dlatego, bo międzynarodowy kapitał spekulacyjny doskonale zdaje sobie sprawę z siły medialnego przekazu i w pierwszym rzędzie wykupuje media danego kraju, jeżeli zamierza z tego kraju wyprowadzić znaczne środki finansowe. Zatem pierwszą rzeczą jaką powinna uczynić patriotyczna władza, to spowodować powrót mediów do służby stricte publicznej, pro publico bono.

Niestety wielu ludzie daje się nabierać na medialną propagandę sukcesu liberalnej i lewicowej władzy i przyjąwszy światopogląd liberalny głosuje przeciwko sobie, przeciwko własnemu państwu, przeciwko własnemu narodowi, przeciwko niezależności i przeciwko suwerenności bytu państwowego. Niezależność, suwerenność, niepodległość to fundament na którym może rozwijać się także suwerenne społeczeństwo. Do tego potrzeba także suwerennej władzy, ludzi odważnych i szczerych patriotów, dla których wyższe wartości moralne są podstawą ich politycznego i gospodarczego działania. Zazwyczaj tacy ludzie to ludzie stojący po prawej stronie sceny politycznej z konserwatywnymi poglądami i chrześcijańską moralnością.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 17.10.2015 r. Analiza tygodniowa od 19.10. do 24.10.2015 r.

Ubiegłby tydzień zakończył się umocnieniem dolara na rynkach światowych, a także krajowym w stosunku do złotego. Stało się to na skutek odczytu wyższej inflacji, co na nowo wzbudziło oczekiwania na podwyżkę stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Mimo nieco wyższej inflacji uważam, że rynek nadal będzie wyczekiwał kolejnych danych z amerykańskiego rynku pracy, aby upewnić się co do zamiarów FED o podwyższeniu stóp procentowych. Zatem sytuacja wydaje się być nadal pasywna, a co za tym idzie wahania dolara powinny być niewielkie, bez wyraźnego trendu.

Dolarowi może także sprzyjać coraz trudniejsza sytuacja w Strefie Euro i realna możliwość przedłużenia, a nawet zwiększenia programu QE, czyli dodrukowania pustego pieniądza.

W Polsce przed nami ostatni tydzień przed parlamentarnymi wyborami. Z tego też powodu można się spodziewać stopniowego odpływu międzynarodowego kapitału spekulacyjnego. Bowiem światowa spekulacja obawia się, że w razie wygrania PIS, skończy się dla nich eldoradu transferu miliardowych kwot z Polski. Jeżeli zwycięstwo PIS będzie na tyle wyraźne, że polscy patrioci będą mogli rządzić bez koalicjanta, niewątpliwie to spowoduje wręcz ucieczkę owej spekulacji. Zatem należałoby się spodziewać osłabienia złotego w stosunku do wszystkich walut, a w tym szczególnie do dolara i franka szwajcarskiego. Oczywiście owe osłabienie będzie tylko chwilowe, co najwyżej kilkutygodniowe. Aczkolwiek złoty może się osłabiać długoterminowo, ale będzie to już powodowane obawami przed kolejną zapaścią globalnej gospodarki, tym razem idącej z kraju środka(Chin).

EUR/USD – Jak wyżej wspomniałem dolar ma się nieco lepiej. Poziom 1,1500 wydaje się być solidnym oporem, nie można wykluczyć kierunku dłuższego umocnienia dolara w stronę 1,1050 (Wykres: Dzienny).

EUR/PLN – Wydaje się, że rynek powoli dochodzi do silnego oporu zlokalizowanego nieco powyżej poziomu 4,2500 (Wykres: Dzienny). Biorąc pod uwagę to, co może się wydarzyć 25-go października, opór ten może być pokonany.

USD/PLN – Jeżeli dolar na światowych rynkach nadal będzie się umacniał, co wydaje się prawdopodobne, to także przełoży się to w relacji do złotego. Zatem wyczekiwałbym kierunku w stronę oporu zlokalizowanego na poziomie 3,8000 (Wykres: Dzienny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 10.10.2015 r. Analiza tygodniowa od 12.10. do 17.10.2015 r.

W ubiegłym tygodniu kursy większości walut świata zachowywał się nieadekwatnie do własnych fundamentów gospodarczych. Niestety dość często tak się zdarza, bo kursy walut aż w 90% są wynikiem spekulacji, a tylko w 10% zależą od siły gospodarczej, a także politycznej danego kraju.

Umocniły się waluty grupy większego ryzyka do których polski złoty jest zaliczany i to bez jakiegokolwiek powodu, wręcz paradoksalnie przeciwnie, bo w globalnej gospodarce nie dzieje się dobrze. Chiński przyrost gospodarczy (PKB) zdecydowanie zwalnia, w Stanach Zjednoczonych stopy procentowe raczej w tym roku mogą już nie pójść do góry, na co liczył rynek, gospodarka Strefy Euro może być dofinansowana ze zwiększonego QE przez Europejski Bank Centralny, czyli bilionowy dodruk pieniądza bez pokrycia, a jednak ryzykowne waluty, w tym giełdy towarowe i papierów wartościowych się umocniły. Właśnie takie zachowanie nazywamy spekulacyjnym, za którym stoją korporacje bankowe i międzynarodowe fundusze finansowe (czytaj spekulacyjne).

Jedynym sensownym, aczkolwiek niewystarczającym wytłumaczeniem tak dziwnie zachowującego się rynku walutowego jest to, że waluty ryzykowne mają wyższe oprocentowanie. Zatem stanowi to wyższy zwrot premii za ryzyko. Gdyby owe waluty byłyby podobnie oprocentowane jak te bezpieczne (USD, CHF, GBP, JPY), wszak mamy podobną inflację, najprawdopodobniej kapitał spekulacyjny nie byłby w tak wysokim stopniu jak obecnie nimi zainteresowany.

Czy w nadchodzącym tygodniu międzynarodowy kapitał spekulacyjny, czasami zwany niewidzialną ręką rynku, nadal będzie umacniał waluty ryzykowne? Trudno jednoznacznie na to pytanie odpowiedzieć. Myślę, że może już realizować chwilowe zyski. Wszak jest to kapitał spekulacyjny, a co za tym idzie niezwykle ruchliwy, szybko zmieniający własne aktywa. Właśnie między innymi z tego powodu kraje rozwijające się powinny ignorować owy kapitał, podobnie jak robią to kraje rozwinięte. Bowiem jednego tygodnia jest wpływ miliardów dolarów, a już następnego jeszcze więcej wypływa z danego kraju. Niestety takie kraje jak Polska przy takiej władzy jak mamy obecnie (PO-PSL) za bardzo uzależniają swoją gospodarkę od międzynarodowego kapitały spekulacyjnego. Zatem w takich okolicznościach nie można się dziwić powszechnej biedzie spowodowanej ciągłym transferem miliardowych kwot poza granice naszego kraju.

EUR/USD – Stosunkowo do walut ryzykownych euro umocniło się do dolara nieznacznie. Być może przyczyną takiego ostrożnego zachowania się inwestorów jest możliwość zwiększenia programu QE w Strefie Euro. Oceniam, że poziom 1,1460 w nadchodzącym tygodniu nie powinien być przekroczony (Wykres: Sześciogodzinny).

EUR/PLN – Jak wyżej wspomniałem złoty dość znacznie umocnił się w stosunku do euro. W nadchodzącym tygodniu już bym się nie nastawiał na kontynuację tego ruchu, bowiem jest to ruch spekulacyjny. Z drugiej strony należałoby wyczekiwać, bo spekulacja jest nieobliczalna. Zatem zakładam przedział wahań od 4,2080 do 4,2560 (Wykres: Ośmiogodzinny).

USD/PLN – Na tej parzy umocnienie złotego w stosunku do dolara wygląda jeszcze bardziej imponująco. Podobnie jak przy parze wyżej tak i tutaj zalecałbym ostrożność, aż zostanie wykreowany jednoznaczny trend. Bowiem obecnie mamy trend boczny, co oznacza szerszy i niejednoznaczny przedział wahań od 3,6630 do 3,8000, a nawet do 3,8540 (Wykres: Ośmiogodzinny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 05.10.2015 r. Analiza tygodniowa od 05.10. do 10.10.2015 r.

W piątek minionego tygodnia w Stanach Zjednoczonych ukazały się najważniejsze dane gospodarcze miesiąca (wrzesień). To właśnie od tych danych uzależniona była decyzja FED w sprawie podwyższenia stóp procentowych jeszcze w tym roku. Rynek oczekiwał dobrych danych. Okazało się, że wprawdzie bezrobocie nie wzrosło i zatrzymało się na historycznie najniższym poziomie (5,1%), jednakże przyrost nowych miejsc pracy zdecydowanie rozczarował. Oczekiwano ponad 200 tyś. nowych miejsc pracy, a tym czasem wynik był zdecydowanie niższy na poziomie 142 tyś. Jakby było tego mało, rewizja poprzednich miesięcy także wypadła negatywnie. Za sierpień wobec 173 tyś. nowych miejsc pracy było tylko 136 tyś.. Podobnie za lipiec rewizja wypadła w dół od 245 tyś. do 223 tyś. Średnia z tych trzech miesięcy wyniosła więc 167 tyś. przy założeniu, że będzie 206 tyś. Niestety to dość duża różnica, przy założeniu, że wyniki powyżej 200 tyś. uważane są za świadczące o rozwoju gospodarki.

Dane o płacach także mocno rozczarowały. We wrześniu płace godzinowe nie zmieniły się w relacji miesięcznej i pozostały na poziomie 25,09 dolara. Rynek tymczasem oczekiwał ich wzrostu o 0,2% miesiąc do miesiąca, szczególnie po tym jak w sierpniu wzrosły o 0,4%. Jest to o tyle ważne, bo zatrzymanie wzrostu płac opóźni powrót inflacji do wyznaczonego przez FED celu inflacyjnego. Zatem presja na podwyższenie stóp procentowych znacznie spadła.
Reasumując wyniki z amerykańskiego rynku pracy można właściwie być już pewnym, że w tym roku stopy procentowe w USA nie pójdą do góry.
Inną konsekwencją tak złych danych z amerykańskiego rynku pracy może być strach przed spowolnieniem gospodarczym. Spowolnienie amerykańskiej gospodarki automatycznie rzutuje na globalne spowolnienie. Tym razem owe spowolnienie przyszło do USA z Chin i okazuje się to być poważnym problemem. Dlatego rynki w ostatni piątek tak nerwowo zareagowały. Dolar osłabił się do euro aż o półtora figury, czyli z poziomu 1,1158 do poziomu 1,1315.

Złe dane z amerykańskiego rynku pracy także wpłynęły na kondycję polskiej waluty. Złoty osłabił się w stosunku do euro powyżej poziomu 4,2500.
Obawy o spowolnienie wzrostu gospodarczego na świecie i taniejący dolar ściągają w dół również ceny ropy i miedzi. Jednoczenie mocno zdrożały ceny złota, bo inwestorzy szukają bezpiecznych aktywów.

Kolejną konsekwencją strachu przed spowolnieniem światowej gospodarki, będzie zmniejszenie apetytu na ryzyko. Zatem polska waluta należąca do grona walut ryzykownych może, a nawet w tych okolicznościach powinna być słaba.

Do tych niekorzystnych danych trzeba jeszcze dołożyć strach inwestorów, szczególnie tych spekulacyjnych, jak: różnego rodzaju fundusze finansowe (hedgingowe), czy wielkie korporacje bankowe, które słusznie przewidują, że najbliższe wybory w Polsce wygra patriotyczna partia i sytuacja w Polsce może upodobnić się do tej na Węgrzech, gdzie premie Orban dbając o narodową gospodarkę opodatkował sieci hipermarketów oraz transakcje bankowe. Problem w tym, że jeszcze nie wiadomo, czy PIS będzie rządził samodzielnie, czy też będzie musiał szukać koalicjanta. W pierwszym wypadku panika tak zwanego kapitału spekulacyjnego będzie większa.

EUR/USD – Po złych danych z amerykańskiego rynku pracy należałoby się spodziewać osłabienia dolara w stosunku do euro. Jeżeli jednak nie dojdzie do pogłębienia spowolnienia amerykańskiej gospodarki, w przyszłym roku stopy w USA pójdą do góry. Zatem osłabienie dolara może być niejako kontrolowane i dość łagodne. Zakładam przedział wahań dla tej pary od 1,1120 do 1,1320 (Wykres: Ośmiogodzinny).

EUR/PLN – Na tej parze mamy trend rosnący i dlatego przy słabnącym dolarze złoty także będzie się osłabiał na korzyść euro. Zatem ten rynek powinien podążać w kierunku 4,2900 (Wykres: Dzienny), aczkolwiek z korektami.

USD/PLN – Przy słabym dolarze na rynkach międzynarodowych, ale także słabej złotówce, kurs niniejszej pary nie powinien znacząco się osłabić. Dlatego przedział wahań w nadchodzącym tygodniu wychodzi na korzyść polskiej waluty 3,6500 – 3,8100 (Wykres: Dzienny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 26.09.2015 r. Analiza tygodniowa od 28.09. do 03.10.2015 r.

Wrzesień miał być miesiącem pierwszej od dłuższego czasu podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Niestety tak się nie stało i dlatego mięliśmy stosowną reakcję osłabiającą dolara na międzynarodowych rynkach walutowych. Jednakże ubiegłotygodniowe wystąpienie szefowej FED Yellen na nowo podgrzało atmosferę, na podwyżkę stóp procentowych jeszcze w tym roku. Janet Yellen w gronie członków FED należy do tak zwanych „gołębi”, którzy są zwolennikami wyższych stóp procentowych w przeciwieństwie do „jastrzębi”. Zatem rynki walutowe nadal będą wyczekiwały podwyżki stóp procentowych, a co za tym idzie dolar powinien utrzymać swoją mocną pozycję.

Pod koniec nadchodzącego tygodnia (piątek) zostaną podane dane z amerykańskiego rynku pracy. Jeżeli okażą się one dobre (wynik powyżej 200 tyś. nowych miejsc pracy) oraz zostanie dokonana rewizja danych za sierpień, który z reguły jest nieoszacowany (było 173 tyś. nowych miejsc pracy), w konfiguracji zwiększonego oczekiwania na podwyżką stóp procentowych, amerykański dolar powinien zdecydowanie się umocnić.

W Polsce GUS poda szacunek CPI (środa), gdzie konsensus zakłada pogłębienie deflacji do -0,7% rok do roku z obecnych -0,6%. Przy takiej deflacji jednomiesięczny WIBOR w naszym kraju ustalony jest na zdecydowanie zawyżonym poziomie powyżej 1,5%. Dla porównania w krajach zachodnich przy podobnej deflacji jednomiesięczny WIBOR jest ustalony na poziomie 0,0%. Ma to swoje niekorzystne dla polskiej gospodarki konsekwencje. Bowiem kredyty są na zawyżonym poziomie z czego korzystają zagraniczne banki operujące w Polsce. Zatem teza, że Rada Polityki Pieniężnej (RPP) i rząd PO-PSL działają na korzyść obcych banków jest jak najbardziej uzasadniona. Z tego też tytułu nie spodziewam się jakiejś reakcji na krajowym rynku walutowym, a tym bardziej obniżenia stóp procentowych. Jednakże w nadchodzącym tygodniu spodziewam się sztucznego umocnienia naszej waluty. A to z tego powodu, że ostatni dzień września jest dniem ustalenia fixingu dla przewalutowania dopłat unijnych dla rolników. Rząd PO-PSL działając na niekorzyść polskich rolników, a z korzyścią dla unijnych instytucji, będzie jak co roku starał się chociaż chwilowo i w sztuczny sposób obniżyć kurs euro do złotego, tylko po to, aby rolnikom wypłacić mniej pieniędzy.

EUR/USD – Jak wyżej wspominałem w nadchodzącym tygodniu trzeba spodziewać się raczej umocnienia dolara, chyba że wyniki z amerykańskiego rynku pracy okażą się złe. Wówczas dolar pogłębi swoje spadki. W pierwszym wypadku dolar powinien podążać w kierunku 1,0870, a drugim w kierunku 1,1560 (Wykres: Dzienny).

EUR/PLN – Ostatni dzień września to dzień ustalenia kursu przewalutowania unijnych środków dla polskich rolników. Zatem spodziewam się, że rząd PO-PSL działając poprzez BGK będzie nagminnie sprzedawał euro na krajowym rynku walutowym, aby w sztuczny sposób obniżyć kurs. Poziom 4,2340 w tych okolicznościach uważam za adekwatny do zajęcia krótkich pozycji sprzedaży euro. Nie zdziwię się, jeżeli w środę zobaczmy poziom 4,1890 (Wykres: Ośmiogodzinny).

USD/PLN – Biorąc pod uwagę nowe oczekiwania na podwyżką stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych oraz ewentualne dobre dane z amerykańskiego rynku pracy należy się spodziewać umocnienia dolara w stosunku do złotego. Jednakże skala tego umocnienia nie będzie zbyt duża, a to z powodu ewentualnej i wysoce prawdopodobnej działalności rządu PO-PSL w celu umocnienia rodzimej waluty. Bowiem ostatni dzień września to dzień ustalenia kursu walutowego dopłat unijnych dla polskich rolników. Zatem poziom 3,8180 (Wykres: Dzienny) uznaję za docelowy w przyszłym tygodniu.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 29.08.2015 r. Analiza tygodniowa od 31.08. do 05.09.2015 r.

Czy nadchodzi kolejny globalny kryzys finansowy? Najprawdopodobniej tak. W Chinach pękła banka finansowa i tamtejsze giełdy notują pokaźne spadki. W miniony poniedziałek prawie 9%, a we wtorek 7,6%. Media oficjalnego nurtu nie podają skali odpływu kapitału z Chin, a sięga on już dwukrotnie więcej, niż podczas ostatniego kryzysy finansowego z lat 2008-2009. Tu nie chodzi już o jakieś 350 mld euro jak w wypadku Grecji, ale o 350 bln dolarów. Jeżeli chiński kryzys jeszcze nie rozlał się po całym świecie, to tylko dlatego, że juan nadal jest lokalną walutą i nie został przyłączony do światowych walut jak: dolar amerykański, jen, euro, czy funt brytyjski. Sprzeciwiły się temu Stany Zjednoczone, pomimo tego, że Chiny dominują na świecie, gdy chodzi o produkcję i rezerwy walutowe. Konsekwencje dla Chin braku juana w ekskluzywnym klubie światowych walut są znaczące, bo Chiny nie mogą wyprodukować tyle bilionów juanów ile potrzebują. Zatem Chiny mogą postąpić jak Putin, który kamufluje kryzys gospodarczy Rosji przez aneksje Krymu i wojnę z Ukrainą. Czy zatem stoimy w przededniu wielkiego kryzysu gospodarczego i ewentualnej kolejnej wolny? Bowiem obecna dewaluacja juana to zaledwie 3%, wobec 33% aprecjacji względem dolara od 2005 r., a już mamy tak poważne konsekwencje na giełdach azjatyckich i światowych.

Za ostatnimi znacznymi zawirowaniami na światowych giełdach, a także rzadko spotykaną zmiennością na kursach poszczególnych par walutowych, w tym szczególnie na centralnej parze EUR/USD stoją właśnie chińskie problemy. Paradoksalnie najprawdopodobniej Chiny pomogły amerykańskim władzą monetarnym (FED) do podjęcia decyzji, odsuwającej w czasie pierwszą od dłuższego czasu podwyżkę stóp procentowych. Dlatego inwestorzy tak znacznie przecenili dolara, aż powyżej poziomu 1,1700 w stosunku do euro. Obecna korekta może szybko się skończyć, chyba że, w nadchodzącym tygodniu pojawią się dobre dane z amerykańskiego rynku pracy. Każdy wynik powyżej 200 tyś. nowych miejsc pracy, spadek bezrobocia w okolice 5,2% oraz wzrost płacy o 0,2%, będzie odebrany pozytywnie i przywróci nadzieje na podwyżkę stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych już we wrześniu. Zatem sytuacje mamy niezwykle napiętą i nerwową, bo przed nami znaczące wahania walut.

Pogrążająca się w finansowym kryzysie chińska gospodarka, przy słabym eksporcie i imporcie, może doprowadzić do eskalacji napięć społecznych, których już teraz nie brakuje. Bowiem w samych Chinach do tej pory już odnotowuje się ok. 300 tyś. protestów rocznie. Zatem Chiny mogą pójść drogą przetartą przez Putina, który przez aneksję Krymu i wojnę z Ukrainą, kamufluje pogłębiający się kryzys gospodarczy w Rosji. Można się spodziewać zaostrzenia napięć na arenie międzynarodowej. Chinom niestety nie brakuje pretekstu. Napięte są już relacje z Filipinami i Wietnamem w wyniku ekspansyjnej polityki Chin na morzu południowochińskim. Chiny budują tam sztuczne wyspy na których zamieszczają swoje bzy wojskowe. Relacje z Japonią są także nienajlepsze. Jednakże to co spędza sen z powiek chińskim władcą to Tajwan, który chce się uniezależnić. W zbliżających się wyborach prezydenckich może wygrać kandydatka pro niepodległościowa. W tle gospodarczych i zewnętrznych problemów w samej chińskiej komunistycznej partii rządzącej toczy się silna walka. Obserwatorzy chińskich wydarzeń zwracają uwagę, że zarówno lipcowy krach na giełdzie, jak i ten poniedziałkowy z ubiegłego tygodnia, nastąpiły tuż po starciach partyjnych decydentów.

Niekończący się problem Grecki, będzie co jakiś czas powracał i dawał o sobie znać. Owe 86 mld euro na nowo przyznane Grecji tylko oddalą w czasie to co jest nieuchronne, czyli wystąpienie Grecji ze Strefy Euro i jej rozpad. Został kupiony czas względnego spokoju, ale już 20-go września będziemy mieli przedterminowe wybory w samej Grecji. Jeżeli do głosu dojdą partie eurosceptyczne, także sceptyczne wobec dalszego zaciągania długów, a co za tym idzie dalszej przynależności Grecji do Strefy Euro, już we wrześniu może wybuchnąć problem stabilności całej Strefy Euro. Zatem nie należy zadawać pytania, czy rozpadnie się Strefa Euro, ale kiedy? Bo jak długo można leczyć chorobę jej przyczyną? Tylko będzie się pogłębiała i katastroficznie się zakończy. To właśnie wspólna waluta euro jest główną przyczyną kryzysu w Strefie Euro, bo to strefa zróżnicowanych gospodarek, dla których po prostu nie przystanie wartość takiego samego pieniądza.

EUR/USD – Pod wpływem chińskiego kryzysu w ubiegłym tygodniu kurs zdecydowanie przebił opór trendu bocznego (1,1480, linia przerywana. Wykres: Dzienny) i poszybował aż do poziomu 1,1712, aczkolwiek jak było to do przewidzenia, był to jak na razie jednostkowy taki wyskok. Ten ruch w kolejnych dniach został skorygowany i tydzień zakończył się na poziomie 1,1185. Teraz silny opór mamy na poziomie 1,1690 i w zależności od danych z amerykańskiego rynku pracy może być on pokonany, albo w wypadku dobrych danych, kurs będzie podążał w kierunku 1,0800 (Wykres: Dzienny).

EUR/PLN – Od połowy lipca mamy znowu trend rosnący. Przy tak skomplikowanej sytuacji międzynarodowej wahania kursu mogą być znaczne od 4,1900 do 4,2950 (Wykres: dzienny).

USD/PLN – Na tej parze mamy trend boczny i podobnie ja na parze wyżej nie odważę się precyzyjnie określić w jakim kierunku kurs będzie podążał. Jedynie zakres wahań jest do przewidzenia: od 3,6100 do 3,8400 (Wykres: Dzienny.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 15.08.2015 r. Analiza tygodniowa od 17.08. do 22.08.2015 r.

W minionym tygodniu czekałem na wyniki sprzedaży detalicznej w USA, które miały zdecydować o pierwszej podwyżce stóp procentowych, od dłuższego czasu w Stanach Zjednoczonych. Niestety, choć wynik był dobry, to jednak nie na tyle, aby inwestorzy mogli być pewni podwyżki stóp procentowy już we wrześniu. Do tego doszły niepokojące informacje z Chin. Chiński bank centralny dokonał liberalizacji polityki kursowej juana, osłabiając go w stosunku do dolara, po to, by wesprzeć chiński eksport. Było to efektem spadających cen surowców pod słabnący popyt z Chin. Dlatego dolar gwałtownie się osłabił, na chwilę przekraczając poziom 1,1200. Z technicznego punktu widzenia, taki poziom już generuje zmianę trendu, na osłabienie dolara. W nadchodzącym tygodniu, mimo wszystko spodziewam się korekty w oczekiwaniu na stanowisko jakie zajmie FOMC.

W ubiegłym tygodniu mieliśmy do czynienia ze słabnącą turecką lirą do najwyższego poziomu w historii w stosunku do dolara (2,82 liry). Przełożyło się na polski rynek, osłabiając złotego, ale tylko na chwilę, właśnie do poziomu wskazanego przeze mnie(EUR/PLN 4,2100). Tym razem powody są polityczne, bowiem w tym kraju może dojść do przedterminowych wyborów parlamentarnych.

Ciągle trzeba mieć to na uwadze, że sytuacja na rynkach walutowych może szybko i diametralnie się zmienić. Bowiem do problemów Grecji i Strefy Euro, doszedł znacznie większy, to Chiny. Tu już nie chodzi o miliardy, lecz o biliony dolarów. Czy zatem stoimy w przededniu nowego ogólnoświatowego kryzysu finansowego?

W Polsce pojawił się odczyt dynamiki PKB za II kwartał. Niestety pomimo propagandy sukcesu gospodarczego rządu PO-PSL, polska gospodarka rozwija się o wiele wolniej niż to zakładano. Polskie PKB wyniosło tylko 3,3%, wobec oczekiwanych 3,6%. Jednakże nie miało to przełożenia na krajowy rynek walutowy.

EUR/USD – W czwartek będziemy mieli komunikat z posiedzenia FOMC. Dolar może znaleźć się pod presją jeśli szczegóły protokołu będą wskazywać na większą rezerwę członków FOMC. W tych okolicznościach poziom oporu 1,1200 może być zagrożony, a docelowy kurs w nadchodzących tygodniach może sięgnąć poziomu 1,1382 (Wykres: Ośmiogodzinny). Gdyby jednak okazało się, że FOMC pomimo wszystko jest zdeterminowany na podwyższenie stóp procentowych już we wrześniu, kurs szybko znalazłby się na silnym wsparciu 1,0880 (Wykres: Ośmiogodzinny).

EUR/PLN – Na tym rynku trwa powolny trend wzrostowy. Pod wpływem wydarzeń w Chinach i Turcji, kurs osiągną dokładnie taką pozycję, jaką wskazywałem tydzień temu (4,2100), aby zakończyć tydzień na poziomie 4,1850. Poziom 4,1660 (Wykres: Dzienny) wydaje się być dość stabilnym wsparciem i wszelkie zejścia w jego okolice wydają się być dobrą okazją do zakupu euro. Teraz górne ograniczenie trendu wzrostowego znajduje się na poziomie 4,2390 (Wykres: Dzienny). Jeżeli FOMC zdecyduje o podwyżce stóp procentowych już we wrześniu, to niewątpliwie ten poziom jest do osiągnięcia. W przeciwnym razie rynek pozostanie w wąskim paśmie wahań (4,1660 – 4,2100).

USD/PLN – Jeżeli FOMC zasugeruje podwyżkę stóp procentowych w USA już we wrześniu, to poziom 3,8500 szybko zostanie pokonany (Wykres: Dzienny). W chwili obecnej kiedy kurs waha się w okolicach 3,7400 – 3,7700 wydaje się być dobrym momentem do zakupu dolara. Bowiem po ostatnich spadkach spowodowanych Chinami, spodziewam się odreagowania już na początku przyszłego tygodnia. Gdyby jednak okazało się, że FOMC nie jest jeszcze gotowe na podwyżkę stóp procentowych , niewątpliwie będziemy mieli ostry zjazd kursu, nawet do poziomu 3,6600 (Wykres: Dzienny).
Mariusz Kierasiński
Dnia 08.08.2015 r. Analiza tygodniowa od 08. do 15.08.2015 r.

Kluczowym wydarzeniem w ubiegłym tygodniu były piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy, ale dzień wcześniej pod wpływem wyborczej decyzji rządu o przewalutowaniu kredytów frankowych, krajowy rynek walutowy osiągnął szczyty w osłabieniu polskiej waluty. Przyczyną takiej reakcji inwestorów była podana informacje, że banki aż w 90% poniosą koszty przewalutowań na złote toksycznych kredytów frankowych. Euro osiągnęło poziom prawie 4,20, a dolar powyżej 3,85 w stosunku do złotego.

Dane z amerykańskiego rynku pracy miały zdecydować o podwyżce stóp procentowych już we wrześniu w Stanach Zjednoczonych. Choć było one dobre, to jednak nie zachwyciły. Wynik 215 tyś. nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym, wobec oczekiwanych 220 tyś. spowodował, że nadal inwestorzy są nieufni, czy rzeczywiście FED we wrześniu podniesie stopy procentowe. Zatem przyjdzie nam oczekiwać kolejnych danych, które mogą rozwiać wątpliwości. Pojawią się one już w czwartek nadchodzącego tygodnia, będzie to sprzedaż detaliczna w USA. Rynek oczekuje solidnych danych w wysokości 0,5% m/m. Jeżeli one się potwierdzą, albo będą lepsze, dolar powinien się umocnić w stosunku do wszystkich walut, w tym szczególnie do euro, a także złoty powinien się osłabić w stosunku do dolara i euro.

Dla wnikliwego obserwatora rynku walutowego może być zastanawiające to, że rynek długo nie dyskontuje podwyżki stóp procentowych w USA. Rentowność 10 – letnich obligacji w ubiegłym tygodniu spadła o jeden punkt bazowy. Zatem należałoby zachować ostrożność w dyskontowaniu ewentualnych podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. To są ważne czynniki, które mają swoje bezpośrednie przełożenie na rynek walutowy.

Trzeba także pamiętać, że sprawa Grecji, a także Chin została tylko zawieszona i nie wiadomo w jakim czasie ponownie wybuchnie. Zatem złoty nie powinien zanadto się umacniać, wręcz przeciwnie będzie szybko reagował osłabieniem na wszelkie tego typu wiadomości.

EUR/USD – Na wykresie dziennym tworzy się nam formacja zwężającego się trójkąta. Jego górne ograniczenie, to poziom 1,1100, a dolne 1,0760 (Wykres: Dzienny). W zależności od danych sprzedaży detalicznej w USA w najbliższy czwartek, kurs powinien zbliżać się do tych wielkości. Dobre dane przybliżą nas do poziomu 1,0760, złe dane do poziomu 1,1100.

EUR/PLN – Na wykresie ośmiogodzinnym możemy zaobserwować tworzący się trend rosnący. Opór mamy na poziomie 4,2090, a wsparcie na poziomie 4,1450 (Wykres: Ośmiogodzinny). W zależności od danych sprzedaży detalicznej w USA, rynek albo przełamie opór, albo w wypadku złych danych może się zbliżyć do poziomu 4,1450.

USD/PLN – Ze względu na umocnienie dolara w piątek ubiegłego tygodnia pod wpływem danych z amerykańskiego rynku pracy i ze względu na oczekiwanie na kolejne dane sprzedaży detalicznej w USA jakie pojawią się w nadchodzący czwartek, rynek może na początku tygodnia skonsumować ten ostatni wzrost dolara, a następnie w środku tygodnia będzie się on nieco umacniał. Przewiduję przedział wahań 3,7000 – 3.8500 (Wykres: Dzienny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 01.08.2015 r. Analiza tygodniowa od 03.08. do 08.08.2015 r.

W piątek ubiegłego tygodnia pojawiły się amerykańskie wyniki dotyczące tempa wzrostu płac za drugi kwartał. Niestety znacząco rozczarowały, bowiem okazało się, że wzrosły one jedynie o 0,2% przy prognozie 0,6%. Był to najgorszy odczyt od lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, czyli od początku podawania tych danych. Zazwyczaj rynek ignoruje te dane, ale tym razem było inaczej, właśnie z powodu tak słabego odczytu rynek zareagował przeceną dolara aż do poziomu 1,1113 w stosunku do euro, ale pod koniec piątkowej sesji, już mieliśmy korektę na poziomie 1,0970. Zapewne korekta jest spowodowana oczekiwaniem na najważniejsze dane miesiąca, czyli na amerykański rynek pracy, które zostaną opublikowane w piątek nadchodzącego tygodni. Właśnie te dane mają zdecydować o pierwszej podwyżce od dłuższego czasu stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Jednakże fatalny wzrost płac sugeruje, że nowych miejsc pracy może nie byt za dużo. Rynek już wycenia tą pozycję na poziomie ok. 220 tyś. nowych miejsc pracy w sektorze poza rolniczym. Każdy wynik powyżej tej prognozy będzie zdecydowanie zbliżał FED do podwyższenia stóp procentowych. Przeciwnie, wynik poniżej prognoz, może oddalić podwyżką stóp procentowych.

EUR/USD – Rynek wszedł w fazę trendu bocznego (zaznaczyłem go przerywaną linią), gdzie górne ograniczenie to poziom 1,1470, a dolne 1,0450 (Wykres: Dzienny). W zależności od danych amerykańskiego rynku pracy, rynek będzie się zbliżał do któryś z wyżej podanych poziomów. Dobre dane zbliżą rynek do poziomu 1,0450, po drodze pokonując wsparcie na poziomie 1,0840. Złe dane zbliżą rynek do poziomu 1,1470, po drodze pokonując opór zlokalizowany na poziomie 1,1100. Uważam, że rynek do piątku będzie dyskontował raczej dobre dane i też z tego powodu rynek powinien się zbliżać do wsparcia zlokalizowanego na poziomie 1,0840.

EUR/PLN – Na tym rynku mamy powolny, ale wyraźnie tworzący się trend rosnący (Wykres: Ośmiogodzinny). W obecnej chwili znajdujemy się na silnym wsparciu i jeżeli wyniki z amerykańskiego rynku pracy będą dobre, to szybko rynek będzie testował wyższe poziomy, jak: 4,1600. Gdyby jednak okazało się, że amerykańskie dane rozczarowały, to niestety wsparcie na poziomie 4,1200 zostanie pokonane.

USD/PLN – Tutaj mamy analogiczną sytuację jak powyżej. W wypadku dobrych danych z amerykańskiego rynku pracy opór zlokalizowany na poziomie 3,8300 zostanie pokonany. Jeżeli jednak dane rozczarowują, to rynek może osiągnąć wsparcie zlokalizowane na poziomie 3,6400 (Wykres: Dzienny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 25.07.2015 r. Analiza tygodniowa od 27.07. do 31.07.2015 r.

Miniony tydzień był spokojny aż do piątkowego popołudnia, gdzie złoty zaczął znacząco się osłabiać. Była to reakcja inwestorów na fakt rozpadu Trojki (Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Europejski Bank Centralny i Komisja Europejska). MFW jest zarządzany przez Amerykanów, którzy już dawno zdali sobie sprawę z bankructwa Grecji. Dlatego, aby przeciwdziałać dalszym problemom, a szczególnie wystąpieniu Grecji ze Stref Euro, co mogłoby być przyczynkiem do rozpadu całej Strefy, zaproponowali, umorzenie długu Grecji. Grecja winna jest MFW tylko 32 mld euro. Amerykanie mają ważniejsze problemy, niż Grecja. To przegrana wojna w Afganistanie, w Iraku, a teraz problem z Państwem Islamskim oraz krach na giełdzie w Chinach. Nie można wykluczyć, kolejnego światowego kryzysu finansowego, bo z Chin w przeciągu tygodnia wypłynęło 4 bln USD. Rząd Chiński zamknął giełdę, a jak została otwarta, to ze znacznymi ograniczeniami. Inwestorzy mogą tylko kupować akcje, natomiast sprzedaż jest zawieszona aż do odwołania. Dlatego Ameryka nie życzy sobie jeszcze problemów w Europie. Niestety propozycja MFW całkowitego umorzenia długów Grecji, podzieliła Trojkę. Zatem pod znakiem zapytania stoi wynegocjowany wariant nowej pożyczki Trojki dla Grecji. Teraz ważne będzie to, co zrobi Angela Merkel. Zakładam, że jako była komunistka, powiązana z agentami tajnych enerdowskich służb, będzie sprawę przeciągała i nie będzie się kwapiła do umorzenia długów Grecji. W konsekwencji doprowadzi to, do gwałtownego opuszczenia Grecji Strefy Euro, co zapoczątkuje jej całkowity rozpad, a następnie rozpad całej Unii Europejskiej. Paradoksalnie ta, która jest tak wychwalana przez liberalno – lewicowe media, swoją nieudolnością i prymitywnym podejściem do przerastających ją problemów, doprowadzi do rozpadu budowanej Unii jako Stanów Zjednoczonej Europy.

Trzeba także zaznaczyć, że zamkniecie w Grecji banków przez ostatnie trzy tygodnie spowodowało stratę o 3 mld euro, a obroty handlowe spadły aż o 90%. W tych okolicznościach trudno nie przyznać racji MFW.

W nadchodzącym tygodniu najważniejszymi wydarzeniami będzie posiedzenie FOMC (wt, śr). Inwestorzy uważnie będą wsłuchiwali się w komunikat, aby wywnioskować, czy jeszcze w tym roku dojdzie do podwyższenia stóp procentowych w Ameryce. W czwartek zostaną podane dane PKB Stanów Zjednoczonych za II kwartał. Jeżeli okażą się zbliżone do prognoz (2,5%), to rynek odbierze to, jako dostateczny sygnał do podwyższenia stóp procentowych w USA.

Reasumując, nie spodziewam się znaczącego umocnienia polskiej waluty, a każda niepokojąca informacja, a tego ostatnio nam nie brakuje, będzie wpływała na znaczące osłabienie złotego.

EUR/USD – Rynek będzie wyczekiwał i powoli dyskontował wynik posiedzenia FOMC oraz danych za II kwartał amerykańskiego PKB. Zatem dolar powinien być mocny. Zjazd kursu do poziomu 1,0710 (Wykres: Dzienny), uważam za możliwy.

EUR/PLN – Wsparcie mamy zlokalizowane na poziomie 4,1100, ale opór dopiero na poziomie 4,2400 (Wykres: Ośmiogodzinny). Nie sądzę aby rynek dotarł tak wysoko, ale poziom 4,1800 jest do osiągnięcia w nadchodzącym tygodniu.

USD/PLN – Najbliższy opór mamy zlokalizowany na poziomie 3,8300 (Wykres: Dzienny). Sądzę, że w nadchodzącym tygodniu ten poziom zostanie nie tylko osiągnięty, ale i pokonany.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 18.07.2015 r. Analiza tygodniowa od 20.07. do 25.07.2015 r.

Nadal Grecja, ale także i Chiny mają ostatnio decydujący wpływ na zmianę kursów na rynkach walutowych. Niestety Niemcom udało się doprowadzić do tzw. nowego porozumienia, polegającego na zwiększonej kwocie kredytów dla Grecji, a z drugiej strony na licznych i bardzo bolesnych „reformach” gospodarczych, które doprowadzą Greków do jeszcze większej biedy, a w konsekwencji do niepokojów społecznych, które mogą się zakończyć otwartym konfliktem, miedzy Grecją a Niemcami. Trudno zrozumieć postawę premiera Grecji Aleksisa Ciprasa, który w jednym tygodniu organizuje referendum i namawia Greków, aby odrzucili pakiet pomocowy, a w następnym, kiedy Grecy rzeczywiście odrzucili tzw. pomoc Trojki, układa się z Angelą Merkel i podpisuje dużo gorsze porozumienie, niż to odrzucone przez Greków w referendum, tylko z wynegocjowaną wyższą kwotą kredytu. Doprowadziło to do rozłamu w samej partii SIRIZA i gdyby nie proeuropejska opozycja, pakiet przepadłby w greckim parlamencie. Wygląda na to, że Grecy zostali zdradzeni przez swoich przedstawicieli z rządzącej partii, a szczególnie przez premiera Ciprasa. Nie można także wykluczyć, uknutego wcześniej właśnie takiego scenariusza, aby jeszcze bardziej uzależnić Greków od Niemców. Bo im większe zadłużenie, tym większe uzależnienie.

Tajemnicą poliszynela jest to, że przez najbliższe 100 lat Grecja nie spłaci swojego zadłużenia, wręcz przeciwnie, zwielokrotni je. Ma to związek z tym, że taka gospodarka jak grecka nie jest dostosowana do tak drogiego pieniądza jakim jest euro. Zatem dopóki Grecja będzie w Strefie Euro będzie powiększać swoje zadłużenie. Wyjście Grecji ze Strefy Euro i powrót do taniego narodowego pieniądza na początku będzie bolesne, ale daje nadzieję na powrót Grecji do wzrostu gospodarczego, większego uniezależnienia się od Niemiec i odbudowy narodowej gospodarki.

Przy powrocie Grecji do Drachmy, Grecja może i powinna skorzystać z całkowitego umorzenia swoich długów, tak jak to wielokrotnie czyniły Stany Zjednoczone. Wierzyciele Grecji tak bardzo pomnożyli swój majątek na zadłużaniu tego kraju, że całkowite umorzenie długu nie wpłynęłoby negatywnie na ich kondycję finansową. Problem w tym, że nie chodzi tutaj tylko o pieniądze, lecz o politykę. Wystąpienie Grecji ze Strefy Euro, może uruchomić proces, a nawet lawinę wystąpień innych krajów ze Strefy Euro, a to wpłynęłoby niekorzystnie na finanse całej Unii Europejskiej i rozpocząłby się proces rozpadu Wspólnoty jako takiej, a przynajmniej upadłaby utopijna wizja stworzenia jednego państwa Stanów Zjednoczonych Europy.

Teraz można się spodziewać przedterminowych wyborów w Grecji, spowodowanych niezadowoleniem społecznym i nie można wykluczyć, że do władzy dojdą ugrupowania skrajnie przeciwne Unii Europejskiej i niestety sympatyzujące z Rosją. Jeżeli przywódców europejskich nie było stać na cywilną odwagę, aby Grecja opuściła Strefę Euro w cywilizowany sposób, to stanie się to w gwałtowny i niecywilizowany sposób, co doprowadzi do upadku nie tylko Strefy Euro, ale i samej Unii Europejskiej. Bowiem to co się stało teraz z Grecją jest tylko przykładem totalitarnych tendencji w samej Unii Europejskiej, ale i dyktatu Niemiec.

Dwa tygodnie temu załamały się rynki kapitałowe w Chinach i pomimo tego, że teraz nieco się sytuacja uspokoiła, jest to sygnał, że w kraju środka najprawdopodobniej rozpoczął się proces kryzysu. Zatem można się spodziewać, że kolejne załamania chińskiego rynku mogą niedługo nastąpić.

EUR/USD – Pod wpływem wypowiedzi Janet Yellen szefowej FED o możliwości jeszcze w tym roku pierwszej od dłuższego czasu podwyżki stóp procentowych, rynek szybko zareagował i umocnił dolara do poziomu 1,0840. Nie wykluczam jakiegoś odreagowania i realizacji zysków, ale w tej sytuacji zakładam, że poziom 1,0700 powinien być osiągnięty (Wykres: Dzienny).

EUR/PLN – W ostatnim tygodniu ten rynek się wręcz załamał, bo kurs spadł z poziomu 4,2380 do 4,0950, aby tydzień zakończyć na poziomie 4,1000. Tak poważne spadki sugerują, że możemy mieć doczynienia ze zmianą trendu z rosnącego na spadający. Na wykresie dziennym linią przerywaną nakreśliłem poziom, który decyduje o tym, jaki obecnie będzie dominował trend. Jeżeli rynek nie wróci powyżej tej linii, to zmianę trendu na spadający, trzeba będzie uznać za dokonany fakt. Wówczas rynek będzie podążał w kierunku 4,00 PLN. Jednakże nie jest to jeszcze takie oczywiste, bowiem takiemu scenariuszowi zaprzecza to, co się dzieje na centralnej parze EUR/USD.

USD/PLN – Na tej parze nadal mamy trend rosnący. Dopóki kurs nie spadnie poniżej poziomu 3,6150 (Wykres: Dzienny), nie będziemy mogli mówić o zmianie trendu. Najbliższym silnym oporem jest pozom 3,8400 (Wykres: dzienny), który z powodzeniem może być zaatakowany, kiedy centralna para będzie się zbliżała do poziomu 1,0700.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 11.07.2015 r. Analiza tygodniowa od 13.07. do 18.07.2015 r.

Pod koniec ubiegłego tygodni nastąpiło silne załamanie na rynkach walutowych, spowodowane dyskontowaniem porozumienia pomiędzy Grecją a Trojką ( MFW, EBC, KE). W ubiegłą niedzielę Grecy w referendum odrzucili tzw. pomoc Trojki, czyli propozycje reform greckiej gospodarki, to jednak i pomimo tego premier Grecji Aleksis Cipras zaproponował Trojce nowe warunki porozumienia, w zamian za nowy kredy w wysokości 53,5 mld euro. Te nowe porozumienie, w którym rząd Grecki zgadza się na drastyczne reformy społeczno – gospodarczo, w tym podwyżkę VAT, reformę emerytur i administracji publicznej, ma zapewnić pozostanie Grecji w Strefie Euro, tylko za większą cenę kredytu i restrukturyzację greckiego długu. Dzisiaj w sobotę grecki parlament przegłosował nową propozycję. Teraz musi to zatwierdzić Trojka. Najprawdopodobniej tak się stanie, bo w interesie Niemiec jest, aby Grecja pozostała w Strefie Euro, nawet kosztem nowych większych kredytów. Zatem premier Grecji dał się kupić i w ten sposób zdradził swoich rodaków, tym bardziej, bo te nowe pieniądze w większości pójdą do zagranicznych, a szczególnie do niemieckich banków.

To nowe porozumienie da chwilowy spokój na rynkach kapitałowych i powiedzmy nieco dłuższy spokoju w samej Grecji. Jednakże dług Grecji będzie nadal rósł, aż w końcu nabierze takich rozmiarów, że niezadowolenie społeczne wybuchnie z wielokrotną siłą w porównaniu do obecnego. Bowiem nie została usunięta główna przyczyna greckiego zadłużenia, czyli samo euro i to spowoduje przyszłe dużo większe niezadowolenie społeczne niż obecnie.

Można przewidzieć, że dni premiera Ciprasa i jego partii Syriza są policzone. Nie dotrzymali słowa danemu narodowi i to pogrąży Grecję w jeszcze większym uzależnieniu od Trojki, a szczególnie od Niemiec. Sami Grecy już wiedzą, że lepsze byłoby dla nich wyjście ze Strefy Euro i powrót do narodowej waluty. Drachma będzie bowiem generować wzrost gospodarczy, w przeciwieństwie do euro. Poza tym, przy własnej walucie będą bardziej niezależni, a co za tym idzie bardziej będą się liczyli w świecie.

W Polsce jako ciekawostkę można wspomnieć o obietnicy pani premier Ewy Kopacz o tzw. pomocy frankowiczom, która ma polegać na przewalutowaniu ich kredytów po kursie z poprzedzającego dnia zawarcia umowy kredytowej. Oczywiście nie będzie się to dotyczyło wszystkich frankowiczów, lecz tylko pewnej części, których dług w obecnej chwili przewyższa wartość nieruchomości i tylko dla tych, którzy zakupili mieszkania do 70 m2 i domy do 100 m2. Jednakże owa propozycja musi być jeszcze przedyskutowana, a decyzja ma zapaść w nieokreślonym czasie. Czyli nic innego jak tylko przedwyborcza próba przypodobania się znacznej grupie osób i ich łudzenie. Propozycja PIS-u, aby przewalutować wszystkie kredyty frankowe po kursie w dniu zawarcia umowy, jest jak najbardziej realna, bo to inni ludzie, w przeciwieństwie do PO. PIS bowiem nie będzie się obawiał lobby bankowego.

EUR/USD – Jak wyżej wspomniałem, kurs naszej pary pod koniec ubiegłego tygodnia mocno poszedł w górę. Jeżeli porozumienie greckie zostanie zatwierdzone przez trojkę, to najprawdopodobniej kurs dalej będzie szybował do góry, aż do silnego oporu zlokalizowanego na poziomie 1,1410 (Wykres: Ośmiogodzinny). Jednakże z takim hura optymizmem byłbym ostrożny, bo wystarczą kolejne dobre dane z USA oraz fakt QE w Strefie Euro, aby taki plan szybko się załamał. Zatem zakładam marazm w przedziale 1,1000 – 1,1300.

EUR/PLN – Jeżeli dojdzie do zatwierdzenia greckiego porozumienia przez Trojkę, to najprawdopodobniej kurs euro może zjechać do poziomu 4,1300 (Wykres: Ośmiogodzinny). Nie zakładam przebicia tego silnego wsparcia, bo obecnie sytuacja na świecie jest niezwykle zmienna, co powoduje dużą nerwowość u inwestorów.

USD/PLN – Na tej parze przecena sięgnęła nawet 13 groszy, co się rzadko zdarza. Sądzę, że pełne porozumienie z Grecją w większej części zostało już zdyskontowane i dlatego nie zakładam większej przeceny, tym bardziej, że kurs przebił krótkotrwałą linę wsparcia, biegnącą na poziomie 3,7300 (Wykres: Ośmiogodzinny) i teraz może, a nawet powinien powrócić powyżej tego poziomu. Może to być spowodowane realizacje zysków przez inwestorów.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 04.07.2015 r. Analiza tygodniowa od 06.07. do 11.07.2015 r.

Grecki kryzys finansowy nadal rozdaje karty na rynkach walutowych. Już w tą niedzielę odbędzie się w Grecji referendum, o tzw. pomocy finansowej dla Grecji, z czym jest to związane ze znacznym ograniczeniem standardu życia samych Greków. Referendum jest zarządzone przez premiera Aleksisa Ciprasa, który namawia Greków do odrzucenia takiej „pomocy”.

W brew temu co lansują poprawnie polityczne media, o przyczynach greckiego kryzysu, jakoby było to wyłącznie greckie lenistwo i niechęć do płacenia podatków, trzeba zaznaczyć, że gdyby było to prawdą, to jak niewyobrażalnie wielkie musiało to by być lenistwo, że doszło do takiego wielkiego zadłużenia. Podobnie powszechne uchylanie się Greków od płacenia podatków, jak miałoby się z tym, że międzynarodowe wielkie korporacje i firmy cieszą się ulgami i wakacjami podatkowymi nadanymi im przez rządy krajów żyjących za pożyczone pieniądze. Otóż, nie ma takiej możliwości wygenerowanie tak wielkich długów tylko z powodu lenistwa i uchylania się od płacenia podatków. Natomiast można takie długi i jeszcze większe wygenerować w wypadku zastąpienia taniej narodowej waluty, walutą obcą i bardzo drogą, nie odpowiadającej możliwością gospodarczym danego kraju oraz doprowadzenie do likwidacji różnych działów narodowej gospodarki i nastawienie się tylko na fundusze strukturalne. Tak właśnie postąpiła Grecja za liberalnych i kosmopolitycznych rządów, oddając obcym, w tym wypadku UE, a szczególnie Niemcom swoją suwerenność gospodarczą, a nawet polityczną. Niestety w podobnym, aczkolwiek nieco lepszym położeniu znajdują się Włochy, Hiszpania, Portugalia, czy Irlandia. Każdy kraj, naród, który pozbawia się własnej suwerenności prędzej czy później zbankrutuje.

Suwerenności państwa stanowią trzy zasadnicze elementy. Pierwszy to: niezależna polityka zagraniczna. Drugi to: niezależna polityka wewnętrzna. Trzeci to: własna waluta. Jeżeli państwo utraci któryś z w/w. elementów to staje się niesuwerenne, tak jak obecnie Grecja.

Gdyby Grecją rządziły nadal ugrupowania kosmopolityczne, to niewątpliwie pomimo tak wielkiego zadłużenia, nie byłoby greckiego kryzysu, bo Trojka, czyli MFW, ECB i KE, nadal pożyczałyby Grecji pieniądze. Jednakże teraz do władzy w Grecji doszły ugrupowania patriotyczne, które pragną uniezależnienia Grecji od zagranicznych wpływów. Na to Trojka nie może pozwolić i dlatego mamy problem grecki. Za pomocą pożyczonych pieniędzy Trojka wpływa na samych Greków, aby obalili obecny patriotyczny rząd. Nie poprawi to położenia samych Greków, ale nie będzie się mówiło o greckim kryzysie. Grecja wówczas dalej będzie się zadłużała i dalej będzie podległym kolonialnym krajem. Taką analogie można zastosować także do innych krajów, takich jak Polska. Jeżeli w Polsce do władzy dojdą siły patriotyczne, to na salonach unijnych zacznie się mówić o polskim kryzysie i wykorzystaniu długu do obalenia patriotycznej władzy.

W Greckim, narodowym interesie leży to, aby odrzucić tzw. pomoc Trojki i uniezależnić się od obcych. W pierwszym okresie spowoduje to chaos, ale później, po powrocie na narodowej waluty Drachmy sytuacja się uporządkuje, a Grecja po odcięciu się od balastu spowodowanego wspólną walutą, zacznie powoli wracać na drogę rozwoju gospodarczego.
Jeżeli Grecy odrzucą tzw. pomoc Trojki, to w nadchodzącym tygodniu na rynkach walutowych będzie gorąco. Dojdzie do przeceny euro względem dolara i polskiej złotówki. Zakładam, że owa przecena nie będzie zbyt wielka, bo rynki kapitałowe powoli uodporniają się na „grecki kryzys”.

Jeżeli Grecy przyjmą ową pomoc Trojki, to będą musieli bardzo mocno zacisnąć pasa i przyjąć obcy plan ratowania ich gospodarki, który w dłuższej perspektywie wygeneruje jeszcze większe zadłużenie. To niewątpliwie na jakiś czas uspokoi rynki finansowe, ale sami Grecy stracą nie tylko finansowo, ale przede wszystkim swoją godność i podmiotowość.

EUR/USD – Zacieśnia się nam techniczny obraz formacji trójkąta (Wykres: Dzienny), który spowoduje wyjście z obecnych poziomych ruchów w górę, albo w dół. Obecnie góra to poziom 1,1310, a dół 1,0700 (Wykres: Dzienny). Jeżeli Grecy powiedzą „nie” Trojce, to poziom 1,0700 będzie zagrożony. Jeżeli powiedzą „tak”, to z kolei poziom 1,1310 będzie zagrożony.

EUR/PLN – Nadal mamy niezachwiany trend rosnący, którego dolnym ograniczeniem jest poziom 4,1130, a górnym 4,2980 (Wykres: Dzienny). W wypadku Greckiego „nie” kurs powinien podążać ku górnemu ograniczeniu. W wypadku „tak”, ku dolnemu ograniczeniu.

USD/PLN – Tu podobnie jak na parze EUR/USD mamy formację zawężającego się trójkąta. Górne ograniczenie owej formacji, to poziom 3,8120, a dolne 3,7060 (Wykres: Ośmiogodzinny). Zatem jeżeli Grecy powiedzą w niedzielnym referendum „nie” Trojce, to kurs powinien przełamać górne ograniczenie w/w. formacji. Natomiast Greckie „tak” spowoduje, że kurs będzie podążał ku dolnemu ograniczeniu w/w. formacji.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 27.06.2015 r. Analiza tygodniowa od 29.06. do 04.07.2015 r.

Grecja, a raczej problemy finansowe Grecji, w ubiegłym tygodniu dyktowały warunki cenowe na rynkach walutowych. Przedłużające się rozmowy „ostatniej szansy” dla Grecji oraz związany z tym dyktat Niemiec, powoduje coraz większą nerwowość u inwestorów. Jeżeli w ten weekend nie dojdzie do porozumienia, a wszystko na to wskazuje, w następnym tygodniu będziemy mieli jeszcze większą nerwowość na rynkach walutowych. W interesie Niemiec jest to, aby Grecja pozostała w Strefie Euro, nawet jeżeli przez najbliższe 100 lat nie spłaci swoich zobowiązań finansowych. Bowiem Niemcy jako największy eksporter w Europie, wręcz za wszelka cenę, chcą utrzymania wspólnej waluty, bo ich towary sprzedawane w całej Strefie Euro tyle samo kosztują. Zatem zarabiają tak, jakby cała Strefa Euro była niemiecka. Dla porównania, dajmy na to taki sam mercedes, który kosztuje 100 tyś. euro, w Niemczech, tyle samo kosztuje w Grecji, Hiszpanii, czy we Włoszech idt. Natomiast, dla przykładu w Stanach Zjednoczonych, po przeliczeniu w dolarach już tylko ok.50 tyś. euro. Z drugiej strony dla Grecji pozostawanie dłużej w Strefie Euro wiąże się z powiększaniem długu i utratą jakiejkolwiek możliwości spłaty zadłużenia. Bowiem, pomijając pomniejsze przyczyny Greckiego długo, to właśnie wspólna waluta jest główną przyczyną zadłużenia Greckiego. Tak droga waluta nie jest dostosowana do greckiej gospodarki, opartej na turystyce. Aby odpowiednie przychody mógł ten turystyczny kraj generować, musi posiadać tanią walutę, aby turystyka była czymś tanim, a co za tym idzie powszechnym. Zatem straszenie Greków, że jeżeli wyjdą ze Strefy Euro, to spotka ich wręcz kataklizm finansowy jest delikatnie mówiąc nie na miejscu i nie odpowiada prawdzie. Niewątpliwie w pierwszym okresie powrotu Grecji do Drachmy, przez kilka miesięcy nastąpiłyby silne zawirowania i przecena, już w tym wypadku narodowej, greckiej waluty. Jednakże tania waluta spowodowałaby, podźwignięcie się greckiej gospodarki, a szczególnie turystyki. Dałoby to szanse i perspektywę wyjścia Grecji z astronomicznego zadłużenia.

Inną sprawą jest to, jaki powstałby układ polityczny po wyjściu Grecji ze Strefy Euro oraz nałożone polityczne i gospodarcze sankcje, których nie można wykluczyć, przez Unię Europejską (czyt. Niemcy), aby nie pozwolić już niezależnej Grecji do powrotu do gospodarczego prosperity.

W piątek ubiegłego tygodnia mieliśmy dobre dane makro z amerykańskiej gospodarki. Stany Zjednoczone odnotowały wzrost wydatków konsumenckich, a także wskaźnik nastrojów Uniwersytetu Michigan wygląda optymistycznie. W zestawieniu to z piątkowymi zamachami terrorystycznymi, dało silną aprecjację dolara w stosunku do euro i do polskiej waluty.

EUR/USD – Piątkowa przecena euro sięgnęła prawie jednej figury. Kurs spadł z poziomu 1,1220 do 1,1130, aby na koniec tygodnia ustabilizować się na poziomie 1,1145. Jeżeli rynek pokona wsparcie zlokalizowane na poziomie 1,1137, droga do kolejnego, na poziomi 1,1030 (Wykres: Ośmiogodzinny), będzie otwarta. Nie można wykluczyć, że przy przedłużających się problemach Greckich, dobrych danych z amerykańskiej gospodarki, a także, czego nie można przewidzieć kolejnych ataków terrorystycznych, dolar będzie zmierzał do silnego wsparcia na poziomie 1,0690 (Wykres; Ośmiogodzinny).

EUR/PLN – Rozszerza się panujący nam od dłuższego czasu trend rosnący. Teraz górne ograniczenie biegnie na poziomie 4,2780, a dolne na poziomie 4,1000 (Wykres: Dzienny). Z przyczyn wyżej opisanych, spodziewam się w następnym tygodniu ataku na poziom 4,2000, a być może i 4,2500.

USD/PLN – W ubiegłym tygodniu rynek jednak pokonał silny opór na poziomie 3,7100, by na koniec tygodnia ustabilizować się na poziomie 3,7450. Najbliższy opór mamy już na poziomie 3,7650 (Wykres: Ośmiogodzinny), który z powodzeniem powinien być zaatakowany w nadchodzącym tygodniu. Jeżeli tak się stanie, wówczas droga do 3,8000 stanie się otwarta.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 20.06.2015 r. Analiza tygodniowa od 22.06. do 27.06. 2015 r.

W poprzednim tygodniu miało dojść do rozstrzygnięć po spotkaniu FOMC i wystąpieniu prezes FED pani Janet Yellen w sprawie podwyższenia stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Okazało się, że amerykańskie władze monetarne nie są skore do szybkich podwyżek stóp procentowych, bo za tym idzie wzmocnienie pieniądze (USD) oraz osłabienie rodzimej gospodarki. Dlatego mieliśmy osłabienie dolara w stosunku do euro, pomimo tego, że Strefa Euro przeżywa silny kryzys związany z problemami finansowymi Grecji. Z tego można wnioskować, że grecki kryzys przez inwestorów jest już wkalkulowany w ryzyko kursowe, a ważniejsze jest to, czy w USA dojdzie do podwyższenia stop procentowych jeszcze w tym roku.

Skoro same amerykańskie władze monetarne dbają o to, aby dolar był relatywnie słaby, zatem nie należy się spodziewać, aby w najbliższym czasie doszło do jego znacznego umocnienia. Na przeszkodzie tych działań, mogą stać problemy Grecji, jeżeli rzeczywiście dojdzie do wystąpienia tego kraju ze Strefy Euro, a potem z Unii Europejskiej. W przeciwnym razie grecki problem będzie zamiatany pod dywan, aż do takiego momentu, gdzie okaże się, że jej długi przekroczą jakąkolwiek możliwość spłaty w najbliższych 100 latach.

Jest już tajemnicą poliszynela, że Grecja obecnych długów nie jest w stanie spłacić, tym bardziej pozostając w Strefie Euro. Pozostając w tej strefie sukcesywnie będzie dług pogłębiała, bo obca waluta (euro) jest niedopasowana, zbyt droga dla greckiej gospodarki.

EUR/USD – Rynek znalazł się w trendzie bocznym z górnym ograniczeniem na poziomie 1,1450, a dolnym 1,0650 (Wykres: Dzienny). Teraz po posiedzeniu FOMC wydaje się, że górne ograniczenie może być zagrożone, a w konsekwencji pokonane.

EUR/PLN – Na tej parze mamy jak na razie niezagrożony trend wzrostowy w przedziale 4,0870 – 4,2500 (Wykres: Dzienny). Teraz oczekuję stagnacji, a poziom 4,1800 – 4,2000 należałoby wykorzystać do krótkiej sprzedaży.

USD/PLN – Za sprawą pary EUR/USD i nasza para weszła w trend boczny. Jednakże tej trend charakteryzuje się wąskim przedziałem wahań, bo od 3,6400 do 3,7100 (Wykres: Ośmiogodzinny). Obecnie i tutaj nie spodziewam się skutecznego przełamania górnego poziomu obecnego trendu, lecz wahań w wyżej zakreślonym przedziale.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 13.06.2015 r. Analiza tygodniowa od 15.06. do 20.06.2015 r.

Rynek w ubiegłym tygodniu na parze EUR/PLN niestety nie osiągnął poziom przeze mnie wskazany w ubiegłym tygodniu ( 4,2000). Jednakże co się odwlecze to nie ciecze.

Rynki światowe, w tym także nasz krajowy w ostatnim czasie są dość rozchwiane. Niestety za tym rozchwianiem stoją wypowiedzi szefów centralnych banków, w tym szczególnie Mario Dragiego prezesa ECB, który na konferencji prasowej stwierdził, że inwestorzy muszą się przyzwyczaić do okresów wyższej zmienności. Do tej pory zazwyczaj prezesi centralnych banków uspakajali rynki kapitałowe, ale od kilku tygodni to się wyraźnie zmieniło. Dlatego też nie można być pewnym tego, co powie pani Janet Yellen prezes FED w nadchodzącym tygodniu na posiedzeniu FOMC. Czy usłyszymy, że Stany Zjednoczone są już gotowe na wyższe stopy procentowe, bo na to wskazuję dane z amerykańskiego rynku pracy, czy też nadal zostanie zachowana dość pasywna polityka monetarna USA?

Inwestorzy obawiając się tego, że amerykańskie władze monetarne tak naprawdę są za słabym dolarem, pomimo relatywnie do Strefy Euro lepszej i silniejszej gospodarki, wyprzedawali dolara. To, że dolar nadal jest słabszy w notowaniach od euro jest zasługą polityki FED-u, a nie siły euro. Zatem środa będzie kluczowym dniem nadchodzącego tygodnia, a szczególnie słowa pani prezes Janet Yellen.

EUR/USD – Z wyżej wskazanych powodów nasza para weszła w fazę trendu bocznego, gdzie górne ograniczenie biegnie na poziomie 1,1450, a dolne 1,0630 (Wykres: Dzienny). Obawiając się tego co może powiedzieć Janet Yelllen prezes FED na wtorkowym i środowym posiedzeniu FOMC obstawiam, że USA są już gotowe na podwyżkę stóp procentowych jeszcze w tym roku. Zatem kurs powinien powędrować w stronę dolnego ograniczenia obecnego tymczasowego trendu bocznego.

EUR/PLN – Kurs naszej pary porusza się w ramach szerokiego trendu wzrostowego, pomiędzy poziomem 4,0750, a 4,2240 (Wykres: Ośmiogodzinny). Jeżeli potwierdzą się moje przypuszczenia, że na najbliższym posiedzeniu FOMC amerykańskie władze monetarne podejmą decyzję, albo tylko zasugerują o podwyżce stóp procentowych jeszcze w tym roku, to górny poziom 4,2240 zostanie osiągnięty. W przeciwnym razie złoty będzie relatywnie silny.

USD/PLN – Tutaj mamy chwilowy trend spadkowy z dolnym ograniczeniem biegnącym na poziomie 3,6300, a górnym na poziomie 3,7200 (Wykres: Sześciogodzinny). Można się spodziewać zdecydowanego pokonania górnego ograniczenia obecnego trendu, jeżeli na konferencji prasowej w najbliższą środę prezes FED zasugeruje podwyżkę stóp procentowych.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 06.06.2015 r. Analiza tygodniowa od 08.06. do 13.06.2015 r.

Za nami bardzo ciekawy tydzień. W święto Bożego Ciała rynek testował poziom 4,1900. Zatem udało mi się bardzo precyzyjnie określić skalę wahań kursu złotego do euro w poprzedniej analizie. Niewątpliwie za słabością wspólnej waluty stoją problemy Grecji, czyli niedotrzymany termin spłaty transzy walutowej do MFW.

W minionym tygodniu pojawiły się dane z amerykańskiego rynku pracy (payrollsy). Zakładano, że nowych miejsc pracy poza rolnictwem przybędzie w maju 225 tyś., a tym czasem okazało się, że aż 280 tyś.. Natomiast w miejsce przewidywanych 220 tyś. miejsc w sektorze prywatnym, rzeczywiście przybyło aż 264 tyś. Tak dobre dane spowodowały gwałtowny ruch na parze EUR/USD, nawet chwilowo poniżej poziomu 1,1100 oraz automatycznie przełożyło się to na osłabienie polskiego złotego, szczególnie w relacji do dolara. Stopa bezrobocie minimalnie wzrosła z 5,4% do 5,5%, ale rynek tym się nie przejął.

W nadchodzącym tygodniu najważniejsze dane pojawią się w czwartek i piątek (sprzedaż detaliczna oraz indeks nastrojów konsumenckich Uniwersytetu Michigan w USA). W wypadku sprzedaży spodziewany jest silny wzrost na poziomie 1,1% m/m, przy zerowym w kwietniu. Natomiast sprzedaż bazowa (po wyłączeniu samochodów, paliw i materiałów budowlanych), która lepiej oddaje trendy w konsumpcji, ma także wzrosnąć o 0,4%. Te dane będą bardzo ważna, bo na ich podstawie FED zdecyduje o podwyżkach stóp procentowych jeszcze w tym roku. Dlatego oczekuję lekkiego umocnienia dolara w oczekiwaniu na ich pojawienie. Te dane także mogą wpłynąć na kurs złotego, który w relacji do euro może się osłabić do poziomu 4,2000, a w relacji do dolara powyżej poziomu 3,8000.

Grecki problem będzie obecny na światowych rynkach finansowych jeszcze przez dłuższy czas. Bowiem Grecja gra na zwłokę, która stara się przedłużyć płatność do 30 czerwca, aby w całości spłacić swoje zadłużenie, a nie w transzach. Z drugiej strony Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Europejski Bank Centralny, Komisja Europejska i Niemcy naciskają na reformy i cięcia budżetowe w Grecji, co niewątpliwie odbije się zwiększeniem bezrobocia. Na to obecny rząd w Grecji nie chce się zgodzić. Zatem mamy pat, który pozostaje co najmniej do końca czerwca.

Na wschodzie Ukrainy wojna nabiera przyspieszenia. Niezwykle wzrosło ryzyko interwencji wojsk rosyjskich na większą skalę, niż dotychczas, co może doprowadzić do zachwiania rynkami walutowymi.

EUR/USD – Na wykresie ośmiogodzinnym linią przerywaną nakreśliłem linię oporu, która moim zdaniem nie powinna zostać pokonana (1,1455). Rynek do poprzedniego tygodnia znajduje się w odwrocie. Zatem poziomy 1,0890 (Wykres: Ośmiogodzinny) powinien zostać osiągnięty, a w wypadku dobrych danych ze sprzedaży detalicznej w USA (czwartek), rynek może osiągnąć poziom 1,0645 (Wykres: Ośmiogodzinny).

EUR/PLN – Na tym rynku mamy wyraźny trend rosnący. Dolne ograniczenie biegnie stosunkowo dość nisko, bo na poziomie 4,0600, a górne, które powinno zostać zaatakowane w nadchodzącym tygodniu to poziom lekko powyżej 4,2000 (Wykres: Ośmiogodzinny).

USD/PLN – Tutaj doszło do przełamania krótkotrwałego trendu na umocnienia złotego, na co wskazuje przełamanie w piątek ubiegłego tygodnia poziomu 3,7300 (Wykres: Sześciogodzinny. Linia przerywana). Docelowy poziom, który może i powinien zostać osiągnięty to pułap 3,8040 (Wykres: Sześciogodzinny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 30.05.2015 r. Analiza tygodniowa od 01.06. do 06.06.2015 r.

Mamy nowego prezydenta, człowieka wykształconego, pochodzącego z inteligenckiej rodziny o tradycjach narodowo – katolickich. Niewątpliwie to bardzo dobrze rokuje na przyszłości naszej Ojczyzny, naszej gospodarki. Od wielu lat mamy szansę uniezależnić się od ekonomicznego dyktatu Unii Europejskiej, czytaj Niemiec. Nie tylko Polska jako naród, jako państwo może powstać, ale przede wszystkim polska gospodarka może wrócić na tory silnego wzrostu gospodarczego, jak było to za czasów rządu PIS . Rynki kapitałowe na wybór prezydenta elekta Andrzeja Dudy zareagowały nieznacznym osłabieniem polskiej waluty, wręcz powiedziałbym umiarkowanym optymizmem. Pragnę przypomnieć, że międzynarodowy kapitał spekulacyjny najbardziej sprzyja takiej władzy, którą może sobie podporządkować. Tak było za prezydentury ustępującego już prezydenta Bronisława Komorowskiego. Co nie znaczy, że w wypadku niezależnej władzy owy kapitał nie będzie współpracował. Oznacza to tyle, że inwestycje finansowe będą pod większym nadzorem i niewątpliwie będzie mniej przekrętów.

W ubiegłym tygodniu jak wyżej wspomniałem złoty był nieco słabiej notowany, aczkolwiek pod koniec piątkowej sesji doszło do dość silnego umocnienia naszej waluty. Było to spowodowane słabymi danymi ze Stanów Zjednoczonych. Gospodarka USA skurczyła się o 0,7% w relacji kwartalnej. Przyczyny tak słabych danych są niezmienne: to warunki pogodowe oraz mocny dolar. Trzeba tu zaznaczyć, że te wyniki to efekt sezonowości, a zauważalna jest rosnąca konsumpcja prywatna oraz dochody Amerykanów. To oznacza, że kolejne kwartały powinny być lepsze. Zatem stoję na stanowisku, że po chwilowym osłabieniu dolara, wrócimy do jego umocnienia.

W nadchodzącym tygodniu inwestorzy będą żyli tym, czy Grecja spłaci kolejną transzę długo do MFW już 5 czerwca. Minister finansów tego kraju, już zaznaczył, że Grecja nie spłaci długo, bo nie ma pieniędzy, chyba, że zostanie uwolniona transza pomocowa dla Grecji, rzędu 7,2 MLD euro, zablokowana wygraniem wyborów partii SYRIZA, sceptycznie nastawionej do UE, a szczególnie do Niemiec. Niemcy naciskają na Grecję, by ta wprowadziła restrykcyjne reformy, które doprowadzą do większego bezrobocia. Dopiero pod tymi warunkami owa zablokowana transza zostanie uruchomiona. Czy nowa władza w Grecji ulegnie szantażowi Niemieckiemu? Okaże się to już za tydzień. Natomiast Grecy straszą, że nie spłacą długu i będzie to początkiem rozpadu strefy euro. Zakładam, że nowy rząd w Grecji nie ulegnie szantażowi, co doprowadzi do osłabienie wspólnej waluty, a w tym i polskiego złotego.

EUR/USD – W ubiegłym tygodniu pisałem, że nastąpił koniec korekty na tej parze i wróciliśmy do trendu na umocnienie dolara. Notowania całego tygodnia to potwierdzały, aczkolwiek na zakończenie piątkowej sesji doszło do korekty spowodowanej złymi kwartalnymi danymi amerykańskiego PKB. Zakładam, że w nadchodzącym tygodniu ta drobna korekta się skończy i dolar znowu będzie na fali z powodu wyczekiwania na to, co zrobi Grecja. Nadal mamy silne wsparcie na poziomie 1,0610 (Wykres: Dzienny) i w tym kierunku rynek powinien podążać.

EUR/PLN – Ubiegły tydzień to osłabienie polskiej waluty, gdzie kurs dotarł do poziomu 4,1500, a następnie został skorygowany do poziomu 4,1100. Zakładam osłabienie złotego w oczekiwaniu na to, co zrobi Grecja, do poziomu 4,1930 (Wykres: Dzienny).

USD/PLN – Jeżeli potwierdzą się informacje o niewypłacalności Grecji, dolar może powędrować w kierunku 3,9700, czyli do najwyższego poziomu ostatnio odnotowanego (Wykres: Dzienny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 23.05.2015 r. Analiza tygodniowa od 25.05. do 30.05.2015 r.

Dwa tygodnie temu zakreśliłem skale wahań na parze EUR/PLN w przedziale 4.0200 – 4.1100 i jak widać górna granica w ubiegłym tygodniu była atakowana. Podobnie na parze USD/PLN zaznaczyłem o możliwości ataku na poziom 3,7000, co w piątek ubiegłego tygodnia stało się faktem. Niewątpliwie stało się to pod wpływem ogłoszonych danych o inflacji z USA. W kwietniu wskaźnik wzrósł o 0,1% miesiąc do miesiąca, jednak to nie powstrzymało wskaźnika rocznego przed spadkiem o -0,2%. Najważniejsza okazała się jednak inflacja bazowa, która wyniosła 0,3% m/m przy prognozie 0,2%. Taki odczyt może spowodować, że FED w tym roku podniesie stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych. Dlatego w piątek po ogłoszeniu danych inflacyjnych mięliśmy silny ruch wzmocnienia dolara względem euro, aż o półtora figury. Tak duży ruch powinien w poniedziałek nadchodzącego tygodnia się skorygować, tym bardziej podczas nieobecności inwestorów ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii z powodu bankowego święta. Zatem poziom 3,72 na parze USD/PLN może się okazać okazją do zajęcia krótkich pozycji na sprzedaż dolara. W dłuższej perspektywie dolar raczej jest skazany na sukces.

W nadchodzącym tygodniu możemy mieć korektę z powodu rewizji w dół danych PKB za pierwsze trzy miesiące tego roku (z 0,2% do -0,9%). Jeżeli to się potwierdzi, to znowu będziemy mieli osłabienie dolara o kilka figur.

W strefie euro uwagę znowu może przyciągnąć Grecja, bo najprawdopodobniej już nie będzie miała pieniędzy na spłatę MFW 5 czerwca.

W ten weekend w Polsce odbędzie się druga i decydując tura wyborów prezydenckich. Zapewne wynik tych wyborów nie będzie miał wpływu na kurs walut powiązanych ze złotym. Jednakże w dłuższej perspektywie taki wpływ będzie miał. Bowiem jeżeli wygra prezydenckie wybory obecny prezydent, bankowcy, spekulanci, także ci na arenie międzynarodowej odetchną. Polska nadal będzie w strefie uzależnienie od obcych podmiotów gospodarczych i politycznych. Zatem złoty w sztuczny sposób będzie się umacniał. Natomiast jeżeli wygra pan Andrzej Duda, to do głosu dojdzie polska racja stanu i zostanie zapoczątkowany ruch w stronę wyzwolenia i uwolnienia nas z pod obcej kurateli. Z tego też powodu złoty będzie się osłabiał, co niewątpliwie wpłynie korzystnie dla rodzimej gospodarki, szczególnie dla polskiego eksportu. Zatem wybór wydaje się być oczywisty. Dalsze zniewolenie, albo wolność i podmiotowość Polski na arenie międzynarodowej.

EUR/USD – Piątkowy silny ruch w dół, aż o półtora figury spowodował zakończenie korekty i powrót do silnego dolara. W dłuższej perspektywie dolar powinien podążać w kierunku 1,0610 (Wykres: Sześciogodzinny). Jednakże z powodu ewentualnej rewizji w dół danych PKB, można się spodziewać w najbliższym czasie odreagowanie tego piątkowego ruchu w kierunku 1,1100.

EUR/PLN – Od połowy kwietnia mamy powolny, ale wyraźny trend na osłabienie polskiej waluty. Teraz przedział wahań widzę pomiędzy poziomem 4,0300 a 4,1700 (Wykres: Sześciogodzinny).

USD/PLN – Na tym rynku doszło do złamania linii spadającego trendu (Wykres: Sześciogodzinny). Zatem teraz możemy mieć przedział wahań od 3,6300 nawet do 3,8000. Będzie to zależało od rewizji amerykańskich danych PKB w nadchodzącym tygodniu.
Mariusz Kierasiński.

Dnia 09.05.2015 r. Analiza tygodniowa od 11.05. do 16.05.2015 r.

Rynek walutowy od kilku tygodni jest rozhuśtany i nie sądzę aby w nadchodzącym tygodniu to się zmieniło. Podobnie jest na rynku obligacji, gdzie gwałtowny wzrost rentowności niemieckich papierów spowodował masową wyprzedaż papierów na całym rynku obligacji. Także rentowność polskich obligacji 10-cio letnich wzrosły o ponad 3%, najwyżej od ok. 6 miesięcy, co skłoniło polskie Ministerstwo Finansów do odwołania zaplanowanej aukcji. Dlatego mieliśmy osłabienie złotego powyżej kursu 4,08 na parze EUR/PLN.

W nadchodzącym tygodniu będziemy mieli szereg danych, które mogą wpłynąć na kurs walut. I tak w Polsce pojawią się dane PKB, inflacji oraz salda obrotów bieżących. Prawdopodobnie będą to dość dobre dane, które mogą wzmocnić naszą walutę. Jednak najprawdopodobniej tak się nie stanie, bo z powodów zewnętrznych, nie będą brane pod uwagę przez inwestorów.

Najważniejszym zewnętrznym wydarzeniem będzie kolejne posiedzenie Eurogrupy, które po raz kolejny będzie dyskutowało na temat pomocy finansowej dla Grecji. Bowiem już 12 maja zapada termin spłaty 0,8 mld euro przez Grecje dla MFW. Jak wiadomo Grecja tych pieniędzy nie ma. Zatem należy się spodziewać większej amplitudy wahań na międzynarodowym i krajowym rynku walutowym.

Osobną sprawą są już jutro w niedziele wybory prezydenckie w Polsce. Nie będą one miały wpływu na kurs walut, jednak w dłuższej perspektywie będzie miało to znaczenie, kto zostanie nowym prezydentem Polski. Z punktu bezpieczeństwa narodowego i suwerenności Polskie, każdy kandydat z frakcji liberalno – lewicowej nie gwarantuje owego bezpieczeństwa, a tym bardziej suwerenności naszego kraju. Tylko kandydaci odwołujący się do tradycji oraz tożsamości narodowo – katolickiej mogą gwarantować suwerenność Polskie. Na suwerenność każdego kraju, nie tylko Polski składają się trzy czynniki:
1. Niezależna polityka wewnętrzna.
2. Niezależna polityka zagraniczna.
3. Własna waluta.
Obecna władza i obecny prezydent już dawno zaniechali niezależnej polityki wewnętrznej i zagranicznej. Gdyby nie przeszkody natury konstytucyjnej i światowy kryzys gospodarczy, już dawno pozbyliby się polskiej waluty, dzięki której dość łagodnie przeszliśmy kryzys, spowodowany, między innymi wspólną walutą.

EUR/USD – Na tym rynku zagościła korekta, która może w nadchodzącym tygodniu dobiec końca. Będzie to zależało od sytuacji w Strefie Euro, a szczególnie od pozycji Grecji po 12 maja oraz od wyników gospodarczymi w Stanach Zjednoczonych. Niestety w ostatnim kwartale te dane nie było zbyt dobre, nawet z ubiegłego tygodnia dane z amerykańskiego rynku pracy. Co prawda były zbliżone do przewidywanych, ale nie zaskoczyły pozytywnie. Zatem poziom 1,1500 jako silny opór może okazać się barierą nie do pokonania, a być może w ogóle rynek nie zmierzy się z tym pułapem (Wykres: Tygodniowy).

EUR/PLN – Chwilowo rynek zszedł poniżej psychologicznej bariery 4,0 PLN i od tego czasu rysuje się nam powrót do trendu rosnącego, czyli na osłabienie polskiej waluty. W nadchodzącym tygodniu przewiduję przedział wahań od 4,0200 do 4,1100 (Wykres: Sześciogodzinny).

USD/PLN – Wydaje się, że dobiega końca korekta na tej parze. Kurs odbił się od poziomu 3,5550 i oscyluje powyżej poziomu 3,6000. Najbliższy opór mamy zlokalizowany na poziomie 3,6410 (Wykres: Sześciogodzinny), który jeżeli zostanie pokonany poziom 3,70 stanie się osiągalny. Oczywiście będzie to zależało od czynników zewnętrznych, takich jak pozycja Grecji w Strefie Euro i amerykańskich wyników gospodarczych.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 01.05.2015 r. Analiza tygodniowa od 04.05. do 09.05.2015 r.

Za nami tydzień mocnej polskiej waluty. Złoty do dolara umacniał się chwilami w okolice 3,5700, a w stosunku do euro w okolice 3,9700. Ekonomicznym wytłumaczeniem tak mocnej polskiej waluty może być powód wdrożenia w życie programu QE w Strefie Euro oraz dobre nastroje po informacji o zmianie personalnej w składzie greckiej delegacji negocjującej spłatę i kolejne zobowiązania finansowe Grecji względem MFW i UE. Ze strony politycznej złoty dlatego się umacnia, bo zbliżają się wybory prezydenckie. Obecnej władzy zależy na tym, aby właśnie teraz pokazać dobre wyniki gospodarcze. Najłatwiej jest dać zlecenie dealerom BGK, aby sprzedawali setki milionów euro na krajowym runku walutowym tylko w ceku umocnienia złotego, nie bacząc na koszty takich operacji. Już w mediach pojawiły się informacje o sile polskiej gospodarki na podstawie ostatniego umocnienia polskiej waluty. Jednakże pod koniec minionego tygodnia, a szczególnie w dzień wolny od pracy ( 1 maja) złoty gwałtownie uległ osłabieniu, szczególnie w stosunku do euro, przekraczając poziom 4,0700, a w stosunku do dolara chwilowo przekraczając poziom 3,6400. Do tak gwałtownego ruchu wystarczyła informacja o cotygodniowym bezrobociu ze Stanów Zjednoczonych, które nieoczekiwanie zmalało do 262 tyś. z oczekiwanych 290 tyś. Zatem setki milionów euro wydane przez obecny rząd można potraktować jako rzucone błoto, czyli podarunek międzynarodowemu kapitałowi spekulacyjnemu.

Nad kursem euro i złotego wisi ryzyko niewypłacalności Grecji, tym bardziej w obliczu zbliżającej się daty spłaty raty kapitałowej wobec MFW (12 maja).

Jak wcześniej zapowiadałem w relacji do funta brytyjskiego, mamy silne wahania z powodu zbliżających się wyborów parlamentarnych ( 7 maja).

EUR/USD – Na tym rynku zapanował trend boczny, a przedział wahań jest dość szeroki bo może się wahać od 1,0580, aż do 1,1470 (Wykres: Ośmiogodzinny). Po serii złych danych ze Stanów Zjednoczonych, nastąpiło dość silne odreagowanie i kury poszybował powyżej poziomu 1,1200. Teraz po pierwszych dobrych danych z rynku pracy, dolar powinien na powrót umocnić się o ile kolejne dany będą podobnie dobre jak te o bezrobociu. W obecnej chwili gracze na rynku walutowym dość silną uwagę przywiązują do danych gospodarczych USA i od nich uzależniają decyzje inwestycyjne. Oczywiście w każdej chwili może ulec to zmianie.

EUR/PLN – Jak już wyżej wspomniałem, na tym rynku pod koniec ubiegłego tygodnia nastąpiła silna korekta. Wybicie ponad poziom 4,0700 sugeruje kontynuacje tego ruchu nawet w okolice 4,1900 (Wykres: Dzienny). Pytanie, co teraz zrobi rząd? Czy nadal w błoto będzie rzucał miliony euro, tylko po to aby cel polityczny został osiągnięty? Obawiam się, że tak. Zatem możemy mieć powrót kursu w okolice 4,00 PLN.

USD/PLN – Podobnie jak na parze EUR/PLN i tu nastąpiła korekta. Jeżeli dalsze wyniki w USA okażą się dobre, można się spodziewać kontynuacji korekty przynajmniej do poziomu 3,7200 (Wykres: Ośmiogodzinny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 25.04.2015 r. Analiza tygodniowa od 27.04. do 02.05.2015 r.

W poprzednim tygodniu na parze EUR/PLN doszło do przełamania psychologicznego wsparcia zlokalizowanego na poziomie 4,0 PLN. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że było to za przyczyną spekulacyjnych działań obecnego rządu, który przez BGK wyprzedawał euro niestety bardziej w politycznych niż gospodarczych celach. Bowiem już w mediach pojawiły się informacje o rzekomo sile polskiej gospodarki, czego wynikiem jest mocny złoty, który odnotował kurs poniżej poziomu 3,97 w stosunku do euro. Podobnie działo się w stosunku do innych walut w tym do dolara. Taka medialna narracja przed wyborami ma służyć ociepleniu wizerunku obecnego prezydenta. Niestety koszty takiej operacji są niebotyczne, za które płaci polski podatnik. Dotykamy tutaj miliardowych kwot. Jednakże jeżeli chodzi o polityczne cele koszty nie wchodzą w regułę, tym bardziej prze obecnej władzy. Kruchość i niegospodarność takiego działania już w pod koniec ubiegłego tygodnia została obnażona z całą bezwzględnością rynku walutowego. Bo oto na piątkowym zebraniu Eurogrupy w Rydze zagościła niepewność, co do możliwości spłaty zobowiązań finansowych Grecji. Czy chodzi tu tylko o zwłokę, aby jak najlepsze warunki uzyskała Grecja do spłaty, czy też rzeczywiście zapowiadana przez rządową partię Syriza, Grecja zamierza uciąć balast nadmiernego długu względem państw Europy Zachodniej, a szczególnie względem Niemiec? Już 12 maja przypada pierwszy termin spłaty zobowiązań w kwocie 0,8 mld euro pożyczki zaciągniętej w MFW. Owa niepewność i przedłużające się rozmowy wystarczyły, aby rynek walutowy zareagował nerwowo i kurs złotego spadł w stosunku do euro powyżej poziomu 4,03. Zatem w nadchodzącym tygodniu można się spodziewać zwiększonej zmienności kursów ze wskazaniem na osłabienie polskiej waluty, chyba że nastąpi szybkie porozumienie co do spłaty greckich zobowiązań, co zostanie przez samych Greków odebrane jako zdrada greckiej racji stanu.

W dłuższej perspektywie Grecja skazana jest na wystąpienie ze strefy euro i powrót do narodowej waluty. Bez tego zabiegu nie ma najmniejszych szans na wyjście z astronomicznego zadłużenia nawet do końca obecnego stulecia.

Jak już tydzień temu wspominałem na parze EUR/USD doszło do zanegowania formacji podwójnego szczytu. Stało się to za przyczyną dość słabych danych z amerykańskiej gospodarki. Spadł indeks PMI dla przemysłu, liczba wniosków o zasiłki była większa od prognoz, sprzedaż nowych domów była słabsza od przewidywań, nawet rynek pracy okazał się słabszy. Dlatego kurs dolara względem euro wszedł w boczną fazę. W nadchodzącym tygodniu może ulec to zmianie na korzyść dolara za sprawą Grecji.

EUR/USD – Po słabych danych z amerykańskiej gospodarki rynek wszedł w boczną fazę i powinien się poruszać w przedziale wahań 1,0450 – 1,1050 (Wykres: Ośmiogodzinny). Jednakże może uleć to zmianie z powodu Grecji, co może wystarczyć aby pokonać ostatnie minimum zlokalizowane na poziomie 1,0460.

EUR/PLN – Pod sam koniec ubiegłego tygodnia rynek dość dynamicznie pokonał opór na poziomie 4,0170 (Wykres: dzienny) i jak się wydaje powinien zmierzać w kierunku 4,0600. Przedłużające się negocjacje w sprawie Grecji na zebraniu Eurogrupy w Rydze mogę doprowadzić do pokonania poziomu 4,06.

USD/PLN – Po ostatnim osłabieniu dolara wydaje się, że rynek wchodzi w boczną fazę. Zakres wahań nie powinien przekroczyć od dołu kursu 3,6800, a od góry 3,7500 (Wykres: Sześciogodzinny). Oczywiście może się to zmienić pod wpływem Grecji i wówczas poziom 3,7500 może być zagrożony.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 18.04.2015 r. Analiza tygodniowa od 20.04. do 25.04.2015 r.

Musze przyznać, że w poprzednim tygodniu niestety nie udało mi się prawidłowo trafić z kursami walutowymi, szczególnie w relacji do polskiej waluty. Być może dlatego, że na polskim rynku walutowym spekuluje obecny rząd. Wskazuje na to ostatnia konferencja prasowa po posiedzeniu RPP z prezesem NBP Markiem Belką, który w przeciwieństwie do swoich poprzedników nawet nie wspomniał o silnej aprecjacji złotego w ostatnim tygodniu.

W nadchodzącym tygodniu nie będziemy mieli zbyt dużo ważnych danych, poza (PMI, ZEW, IFO) w strefie euro, które mogą potwierdzić słabość wspólnej gospodarki. Luzowanie polityki monetarnej przez Europejski Bank Centralny oraz trudna sytuacja Grecji mogą i powinny zepchnąć euro do niższych poziomów niż obecnie. Zatem kurs powyżej 1,0800 w stosunku do dolara wydaje się być zawyżonym. W mojej ocenie na tym poziomie międzynarodowy kapitał spekulacyjny zacznie realizować zyski sprzedając wspólną walutę.

W Wielkiej Brytanii zbliżają się wybory parlamentarne (7 maj). Zatem należy się spodziewać znacznych ruchów na parze GBP/USD, które niewątpliwie odbiją się w relacji brytyjskiego funta do polskiej złotówki.

Polska waluta obecnie jest przewartościowana. Prędzej czy później musi dojść do jej osłabienia jak względem dolara, tak i względem euro. Analiza techniczna wskazuje na to, że osłabienie złotego powinno wygasnąć dopiero przy poziomie 4,0600, czyli tam gdzie biegnie linia 21 – sesyjna średnia ruchoma.

W długiej perspektywie, czyli do końca 2016 roku, złoty może się umocnić poniżej poziomu 4,0 PLN, czyli nawet do poziomu 3,9000 PLN, jak wynika to z raportu Credit Agricole. Niniejszy raport umocnienie złotego argumentuje tym, że przy braku zmian w krajowej polityce monetarnej, a przy jednoczesnym łagodnym nastawieniu Europejskiego Banku Centralnego, złoty powinien się umacniać. Należałoby zwrócić uwagę, że owy raport ignoruje zagrożenie polityczno-militarne płynące ze Wschodu, co niewątpliwie osłabi złotego. W wypadku eskalacji działań wojennych na wschodzie Ukrainy, czego nie można wykluczyć w perspektywie do końca 2016 roku, polska waluta niechybnie się osłabi.

Inną sprawą jest fakt, że przy deflacji, jaką mamy obecnie w Polsce i jaką będziemy mieli w najbliższych miesiącach, a nawet latach, brak zmian (obniżenia stóp procentowych) w krajowej polityce monetarnej, może doprowadzić do jeszcze większego zubożenia polskiego społeczeństwa, poprzez nadmierne wysoki poziom stóp procentowych, niekorzystny dla rodzimych firm. Szacuję, że przy podobnej deflacji jaką mamy w stosunku do państw Europy zachodniej stopy procentowe są zawyżone co najmniej o jeden procent. Taka sytuacja korzystna jest dla zagranicznych firm i banków działających w Polsce, ale nie dla polskiej gospodarki.

EUR/USD – W poprzednim tygodniu wspomniałem o technicznej formacji podwójnego szczytu, z której wynikałoby zepchniecie kursu nawet w okolice zrównania się dolara z euro. Niestety ubiegły tydzień poprzez wzrost kursu powyżej poziomu 1,0740 zanegował ową formację. Zatem należy domniemywać, że obecnie możemy mieć do czynienia z poziomym wahaniem w przedziale 1,0550 – 1,0850 (Wykres: Ośmiogodzinny). Dopiero zdecydowane pokonanie poziomu 1,0550, otworzy drogę w kierunku zrównania się dolara z euro oraz potwierdzi formację podwójnego szczytu.

EUR/PLN – Najbliższy opór mamy zlokalizowany na poziomie 4,0420 (Wykres: Dzienny), a potem wspomniany wyżej na poziomie 4,0600. W przeciągu kilku tygodni kurs niniejszej pary może wzrosnąć nawet do poziomu 4,2150 (Wykres: Dzienny). Psychologiczne wsparcie w okolicach 4,0 PLN jak się wydaje jest silne i na razie nie grozi nam zejście poniżej tego poziomu.

USD/PLN – Z analizy technicznej wynika, że w najbliższym czasie możemy mieć tylko ruch poziomy w paśmie wahań 3,6950 – 3,7800 (Wykres: Sześciogodzinny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 12.04.2015 r. Analiza tygodniowa od 13.04. do 18.04.2015 r.

EUR/USD - Najprawdopodobniej korektę na osłabienie dolara mamy już za sobą. Kurs niniejszej pary odbił się od psychologicznego oporu, zlokalizowanego na poziomie 1,1000 i ubiegły tydzień zakończył się na poziomie 1,0600. Wydaje się, że perspektywa zrównania się dolara z euro stoi otworem. Jednakże po drodze będziemy mieli kilka kluczowych wsparć. Pierwsze zlokalizowane na poziomie 1,0570, zatem bardzo blisko. Kolejne na poziomie 1,0490, czyli w okolicach marcowego dołka. Zatem realne wsparcie można zlokalizować pomiędzy poziomami 1,0500, a 1,0460. Za opory można uznać poziomy: 1,0640, 1,0680 i 1,0720. Osobiście optuję za umocnieniem dolara, bo wydaje się, że wyczerpał się potencjał graczy na głębszą korektę na EUR/USD. Inwestorzy nadal będą grać na podwyżkę stóp procentowych w USA, która ma nastąpić w czerwcu tego roku, co ma związek z wyjściem Stanów Zjednoczonych z deflacji na poziomie CPI, a także odbiciem sprzedaży detalicznej. Na taki scenariusz wskazuje także analiza techniczna. Na wykresie dziennym, a także ośmiogodzinnym można zaobserwować wypełniającą się formację podwójnego szczytu (Wykres: Ośmiogodzinny), która zapowiada kontynuację trendu, czyli po korekcie umocnienie dolara.

EUR/PLN – Jeżeli wypełni się zapowiadany przeze mnie scenariusz na parze EUR/USD, to pomimo ostatnio silnej aprecjacji złotego, najprawdopodobniej spowodowanej wyprzedażą euro przez obecny rząd, pozyskiwanej z międzynarodowego handlu, w nadchodzącym tygodniu doczekamy się zakończenia korekty. Zatem mało realny wydaje się scenariusz zejścia kursu do poziomu 4,0 PLN, a tym bardziej poniżej tego poziomu. Na takie rozwiązanie wskazuję także pozycjonowanie przez inwestorów opcji walutowych, które zakładają osłabienie polskiej waluty, przynajmniej w jednomiesięcznej strategii. Zagrożeniem dla złotego będzie także posiedzenie RPP, a zwłaszcza potencjalne negatywne komentarze dotyczące wpływu aprecjacji na walutę. Zatem wydaje się, że silny opór zlokalizowany na poziomie 4,0700 (Wykres: Dzienny), może być osiągnięty.

USD/PLN – Na wykresie dziennym nakreśliłem linię wsparcia, biegnącą obecnie na poziomie 3,6100 (Wykres: Dzienny). Jednakże biorąc pod uwagę to, co może się wydarzyć na parze EUR/USD, wydaje się, że dość długo przyjdzie nam czekać na osiągniecie takiego poziomu. Zatem należy założyć, zakończenie korekty na tym rynku i kontynuacje obecnego trendu na umocnienie dolara względem złotego. Szczyt z marca tego roku to poziom 3,9700, który może być zagrożony, jak nie w nadchodzącym, to być może w następnym tygodniu.
Mariusz Kierasiński.

Dnia 28.03.2015 r. Analiza tygodniowa od 30.03. do 04.04.2015 r.

Za nami najmocniejsza skala umocnienia złotego od prawie dwóch lat. Zatem w nadchodzącym tygodniu można się spodziewać korekty na polskim rynku walutowym, tym bardziej, że skala i tempo w jakim to się stało jest rzadko spotykane. Świadczy o tym zejście pary EUR/PLN poniżej poziomu 4.0700, gdzie jeszcze nie tak dawno ta para była notowana zdecydowanie powyżej poziomu 4,2000.

W nadchodzącym tygodniu w wielki piątek będziemy mieli najważniejsze wydarzenia miesiąca. Zostaną podane wyniki z amerykańskiego rynku pracy. Tak jak wcześniej pisałem o tym, że teraz rynek będzie uważniej przyglądał się amerykańskim wynikom ekonomicznym, bo od nich będzie zależało, czy FED już w czerwcu bieżącego roku zdecyduje o pierwszej podwyżce stóp procentowych. Niestety ostatnie wyniki gospodarcze nie są na tyle dobre, aby jednoznacznie oczekiwać podwyżki stóp procentowych. Amerykański rynek pracy doszedł bowiem do takiego poziomu, że teraz trudno będzie poprawić te wyniki. Zatem inwestorzy będą już zadowoleni jeżeli okaże się, że nowych miejsc pracy poza rolnictwem przybędzie tylko ponad 250 tyś., wobec lutowego wyniku na poziomie 295 tyś.. Stopa bezrobocia nie powinna ulec zmianie i wynieść tyle co ostatnio, czyli 5,5%. Dlatego zakładam, że dolar po ostatniej korekcie utraci już swoją dynamikę wzrostu wobec licznych par, a szczególnie wobec euro.

W nadchodzącym czasie należy się uważnie przyjrzeć funtowi angielskiemu, bowiem już 7-go maja odbędą się na wyspach brytyjskich parlamentarne wybory. Siły rozkładają się po równo, między torysami a laburzystami. Do głosu mogą dojść ugrupowanie eurosceptyczne z UKiP, którzy mogą uzyskać najlepszy wynik w dziejach Anglii, czyli ponad 20%. Oznaczałoby to, że Wielka Brytania miałaby rząd niewygodnej wielkiej koalicji torysów i laburzystów, albo rząd mniejszościowy. Wszystko to może zniechęcić inwestorów do większych zakupów funta brytyjskiego.

Temat Grecji i jej ewentualnego wyjścia ze strefy euro, pozostaje jak na razie ignorowany, ale zapewne do czasu.

EUR/USD – Kurs naszej pary na tyle się skorygował, że naruszył linie oporu, która biegnie obecnie na poziomie 1,0880 (Wykres: Ośmiogodzinny). Wcześniej wskazałem, że para przy korekcie może dojść do poziom 1,1000 i tak też się stało. Od tego poziomu obserwujemy powolny zjazd, czyli umocnienie dolara. Jeżeli piątkowe wyniki z amerykańskiego rynku pracy okażą się dobre, wówczas należałoby się spodziewać zjazdu kursu w kierunku 1,0500. Jeżeli wyniki rozczarowują, para ponownie będzie testować poziom 1,1000.

EUR/PLN – Tak jak wcześniej wspomniałem ta para odnotowała najsilniejszy zjazd, czyli umocnienie złotego od dwóch lat. Jednakże teraz uważam, ze nadszedł czas na korektę i poziom 4,0650 będzie stanowił silne wsparcie, a docelowy będzie poziom 4,1300 (Wykres: Sześciogodzinny).

USD/PLN – Przy ostatniej korekcie para doszła do silnego oporu zlokalizowanego na poziomie 3,7870 (Wykres: Ośmiogodzinny). Teraz uważam, że ten poziom powinien zostać pokonany, chyba że, amerykańskie wyniki z rynku pracy rozczarowują.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 21.03.2015 r. Analiza tygodniowa od 23.03. do 28.03.2015 r.

W minionym tygodniu mieliśmy zapowiadaną przeze mnie korektę na większości rynków walutowych. Na parze EUR/USD korekta sięgnęła nawet poziomu 1,1000, ale szybko rynek zjechał do poziomu 1,0720, by ostatecznie ustabilizować się na poziomie w okolicach 1,0800. Niewątpliwie miało to swoje przełożenie na parę USD/PLN, gdzie rynek skorygował się do poziomu 3,8070, aczkolwiek był bardzo krótki moment zejścia do poziomu 3,7480. Na EUR/PLN już takie silne ruchy nie zostały odnotowane.

Zgodnie z przewidywaniami rynek skorygował się po komunikacie FOMC, czyli Federalnego Komitetu Otwartego Rynku, na którym wykreślono słowo „patient”, czyli „cierpliwy”, aczkolwiek podkreślono, że to nie oznacza iż FED będzie teraz „impatient”, czyli „niecierpliwy”. Po raz kolejny podkreślono, że polityka FED będzie „akomodacyjna”, czyli do pasująca się do sytuacji. Zatem wyniki ekonomiczne, sytuacja gospodarcza USA nadal będą kreowały rynek walutowy.

W nadchodzącym tygodniu oczekiwałbym uspokojenia na rynkach walutowych i oscylowania kursów wokół poziomów ustalonych pod koniec ubiegłego tygodnia. Jednakże w nieco dłuższej perspektywie widzę kontynuację aktualnych trendów na parach EUR/USD i USD/PLN, a na parze EUR/PLN powrotu do wyższych poziomów, niż obecnie.

EUR/USD – Najbliższe wsparcie można ustalić na poziomie 1,0200, a opór na poziomie 1,1000 (Wykres: Ośmiogodzinny). Uważam, że po uspokojeniu się rynku po ostatniej korekcie, kurs zacznie podążać w kierunku wsparcia zlokalizowanego na poziomie 1,0200.

EUR/PLN – Można ustalić na najbliższy czas dość wąską skalę wahań kursu w przedziale 4,0950 – 4,1470 (Wykres: Sześciogodzinny).

USD/PLN – Po dość krótkim okresie uspokojenia jakie najprawdopodobniej nas czeka w nadchodzącym tygodniu, kurs niniejszej pary powinien podążać w kierunku najbliższego oporu, zlokalizowanego na poziomie 3,8720 (Wykres: Sześciogodzinny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 14.03.2015 r. Analiza tygodniowa od 16.03. do 21.03.2015 r.

W ubiegłym tygodniu udało mi się wręcz precyzyjnie przewidzieć zakres wahań kursów, a szczególnie na parze EUR/PLN. Wskazany przeze mnie poziom oporu (4,1610) okazał się barierą nie do przejścia, aczkolwiek był lekko naruszany.

W nadchodzącym tygodniu najważniejszym wydarzeniem będzie komunikat FED i oczekiwanie inwestorów na usuniecie jednego słowa, przymiotnika „cierpliwy”. Bowiem będzie to oznaczało, dość znaczną determinację amerykańskich władz monetarnych do podwyżki stóp procentowych już w czerwcu bieżącego roku. Osobiście zakładam, że środowa konferencja będzie nacechowana większą zachowawczością szefowej FED. Zatem może się okazać, że rynek do tego czasu dość wysoko wywinduje dolara, szczególnie w stosunku do euro, a po konferencji nastąpi znaczna korekta. Powinno się to odbić rykoszetem na polskim rynku walutowym, który do środy może słabnąć, a koniec tygodnia może obfitować w liczne korekty na szeregu par walutowych związanych ze złotym.

Powyższe dywagacje mogą się nie sprawdzić, jeżeli rzeczywiście owy przymiotnik „cierpliwy” zostanie usunięty z komunikatu FED, a rynek będzie chciał szybko uzyskać równowagę jeden do jednego na parze EUR/USD.

Do korekty w drugiej części nadchodzącego tygodnia także skłania mnie ewentualna reakcja euro na wynik czwartkowego przetargu T-LITRO, czyli tanich pożyczek z ECB dla banków komercyjnych. Zakładam, że spotka się to ze znacznym zainteresowaniem instytucji finansowych.

EUR/USD – Po pokonaniu w ubiegłym tygodniu wsparcia na poziomie 1,0761 rynek naruszył poziom 1,0500. Zaledwie pięć figur dzieli nas do zrównania się dolara z euro. Zatem rynek może chcieć dość szybko do tego dojść. Moim zdaniem zanim to niechybnie nastąpi, będziemy mieli wcześniej korektę, szczególnie w drugiej części nadchodzącego tygodnia. Z analizy technicznej wynika, że owa korekta może sięgnąć aż poziomu 1,1100 (Wykres: Dzienny). Wydaje mi się to mało prawdopodobne, ale 1,0700, ewentualnie 1,0800 jest to do osiągnięcia.

EUR/PLN – Na tym rynku, także oczekuję korekty, ale dopiero w drugiej połowie nadchodzącego tygodnia. Zakładam, że najpierw osiągniemy poziom 4,1700, ewentualnie 4,1900, a następnie rynek się skoryguje do poziomu 4,1160, a nawet do 4,1020 (Wykres: Dzienny).

USD/PLN – Myślę, że można tu założyć, że rynek będzie chciał uzyskać poziom 4,000 PLN i może się tak stać, szczególnie w pierwszej połowie nadchodzącego tygodnia. Jednakże już w drugiej części tygodnia, oczekiwałbym korekty nawet do poziomu 3,7150 (Wykres: Dzienny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 08.03.2015 r. Analiza tygodniowa od 09.03. do 14.03.2015 r.

Najważniejszym wydaniem ubiegłego tygodnia w kraju było posiedzenie RPP, na którym Rada dość nieoczekiwanie obniżyła stopy procentowe, aż o 50 punktów bazowych. Stopa referencyjna spadła z 2 do 1,5% i jest rekordowo niska. Niewątpliwie była to słuszna decyzja wobec panującej od dłuższego czasu deflacji, aczkolwiek bardzo spóźniona i dlatego nie miała swojego pozytywnego przełożenia na rodzimą gospodarkę. Pomimo cięć, nadal Polska ma najwyższe stopy procentowe w całej Unii Europejskiej i zawyżone wobec deflacji o około jednego procenta. Zatem naturalną koleją rzeczy byłoby oczekiwać na kolejne obniżki stóp procentowych. Jednakże prezes NBP Marek Belka rozwiał te nadzieje na wzmocnienie polskiej gospodarki zapowiadając koniec cyklu obniżek stóp. Mamy tu do czynienia z wyraźnym konfliktem interesów rodzimej gospodarki a zagranicznymi bankami działającymi w Polsce. Marek Belka w tym wypadku opowiedział się wyraźnie po stronie interesów obcych banków operujących na polskim rynku.

Drugą kwestią rzadko spotykaną była reakcja rynku walutowego po decyzji RPP. Zazwyczaj w takich okolicznościach, gdzie cięte są stopy procentowe bardziej niż rynek mógł to zdyskontować, rodzima waluta znacznie się osłabia. Jednakże w ubiegłym tygodniu stało się dokładnie odwrotnie. Złoty zamiast się osłabić, znacząco się wzmocnił. Z taką anormalną sytuacją mieliśmy ostatnio do czynienia kilkanaście lat temu. Można domniemywać, że za tą anormalnością stoi obecny rząd PO-PSL, który za pośrednictwem Ministerstwa Finansów dał polecenie BGK, aby na krajowy rynek walutowy „rzucić” kilkaset milionów euro, by w ten sztuczny sposób umocnić rodzimą walutę i zarazem dać prezent międzynarodowemu kapitałowi spekulacyjnemu w postać stosunkowo taniej waluty. Bowiem już w nadchodzącym tygodniu zbierają się ministrowie finansów państw strefy euro, gdzie poruszona będzie kwestia rozmów z Grecją na temat szczegółowego programu reform. Może się okazać, że z tego powodu, w razie niepowodzenia i fiaska rozmów, euro znacząco się osłabi, a wraz z nią polski złoty. Zatem działania obecnej władzy już w nadchodzącym tygodniu mogą się okazać nad wyraz nieskuteczne. Niepokój budzi także i to, że w bieżącym roku Ministerstwo Finansów jeszcze nie podało do publicznej wiadomości szacunku ilości waluty, jaką pozyskuje z międzynarodowego handlu, przeznaczonej do bezpośredniej sprzedaży na krajowym rynku walutowym. W roku 2013 było to 14 mld euro, a w 2014 już wzrosło do 18 mld . Przypomnę, że Polska pod rządami PO-PSL jest bodajże jedynym krajem w cywilizowanym świecie, który pozyskane waluty z międzynarodowego handlu w znacznej większości przeznacza do natychmiastowej konsumpcji, poprzez sprzedaż na rodzimym rynku walutowym. Do czasu objęcia władzy przez PO-PSL, Polska podobnie jak inne kraje taką walutę deponowała w narodowym banku, powiększając w ten sposób rezerwy walutowe. Już od dłuższego czasu nic się nie mówi właśnie o naszych rezerwach walutowych, o ich wielkościach i zmianach. Wygląda to tak, jak nieodpowiedzialny gospodarz w obliczu bankructwa wyprzedaje swoje ostatnie zastawy, aby dalej mógł prowadzić wystawny tryb życia.

Za granicą niewątpliwie najważniejszymi wydarzeniami były dane z amerykańskiego rynku pracy. Okazały się one bardzo dobre, bo przyrost nowych miejsc pracy poza rolnictwem wzrósł do 295 tyś., wobec oczekiwanych 235 tyś., a stopa bezrobocia spadła z 5,7% do 5,5%. Takie dobre dane są niewątpliwie mocnym sygnałem do tego, aby FED już w czerwcu bieżącego roku rozpoczął cykl podwyżek stóp procentowych. Dlatego nie może dziwić silna pozycja dolara wobec kluczowych walut, w tym do euro, z perspektywą zrównania się w notowaniach, być może już w tym roku. Tym bardziej wobec licznych problemów euro grupy, związanych z deflacją, czy problemami z Grecją.

EUR/USD – Na tej parze panuje niezachwiany trend malejący (spadający), czyli na umocnienie dolara. Po bardzo dobrych danych z amerykańskiego rynku pracy dolar przełamał psychologiczną barierę na poziomie 1,1000 i zdąża do silnego wsparcia zlokalizowanego na poziomach 1,0761 – 1,0789, czyli w okolicach dołków z przełomu sierpnia i września 2003 r. Jeżeli rozmowy z Grecją w strefie euro w nadchodzącym tygodniu okażą się fiaskiem, na co się zanosi, wówczas dolar powiększy swoją przewagę nad euro i kurs może się zbliżyć do w/w. poziomów wsparcia.

EUR/PLN – Tutaj runek po ostatniej interwencji rządu PO-PSL zdecydowanie przełamał silne wsparcie na poziomie 4,1500, które wcześniej skutecznie było bronione i rynek zatrzymał się dopiero poniżej poziomu 4,1200. Jeżeli ministrowie finansów euro grupy nie porozumieją się z Grecją, wówczas kurs może wzrosnąć w okolice 4,1610, czyli tam gdzie biegnie najbliższa linia oporu. W przeciwnym razie, porozumienia się z Grecją kurs może podążać do wsparcia zlokalizowanego na poziomie 4,1000 (Wykres: Ośmiogodzinny).

USD/PLN – Na tej prze mamy dość ciekawą sytuację techniczną, bowiem kurs znalazł się na silnym oporze zlokalizowanym na poziomie 3,8170 (Wykres: Ośmiogodzinny), co zapowiadałoby korektę po ostatnich wzrostach. Jednakże biorąc pod uwagę możliwość fiaska rozmów euro grupy z Grecją marsz dolara w górę może trwać dalej bez większej korekty. Najbliższe wsparcie biegnie na poziomie 3,6900 (Wykres: Ośmiogodzinny) i jest to poziom, który może być osiągnięty w wypadku korekty.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 21.02.2015 r. Analiza tygodniowa od 23.02. do 28.02.2015 r.

Ponad tydzień temu Putin, Merkel i Hollande porozumieli się co do rozejmu na wschodzie Ukrainy. Jak było to do przewidzenia do takiego rozejmu nie doszło, wręcz przeciwnie militarne działania strona rosyjska zintensyfikowała, pod wygodną otoczką separatystów. Zatem po co Putinowi było potrzebne spotkanie z kanclerz Niemiec i prezydentem Francji? Być może po to, aby się upewnić, że Zachód w tym także USA pozostaną dalej bierne, nawet wtedy kiedy dojdzie do militarnego przejęcia całej Ukrainy. Być może po to, aby się upewnić, że podobną bierność Niemcy, Francja, a nawet USA wykażą wówczas, kiedy dojdzie do agresji na kraje nadbałtyckie. Ani NATO, a tym bardziej Unia Europejska nie wypełnią swoich sojuszniczych zobowiązań wobec przyszłej potencjalnej agresji Rosji na Łotwę, Estonię i Litwę. Nie będzie to żadnym truizmem twierdzenie, że podobnie będzie wówczas kiedy Rosja napadnie na Polskę. Jałtańska strefa wpływów niestety nadal obowiązuje. Dlatego był potrzebny zamach na patriotyczne siły w Polsce 10 kwietnia 2010 r. pod smoleńskim lotniskiem, a konsekwencją tego zamachu są do dzisiaj fałszowane wybory, między innymi po to, aby polska armia była całkowicie niewydolna, jak mamy to pod rządami PO-PSL. Zatem zakładam eskalację tego, co się dzieje na Ukrainie, a to będzie miało swoje przełożenie na słabnące kursy euro i złotego.

Po dojściu do władzy w Grecji partii syriza, Grecja stara się uwolnić od narzuconych im z zewnątrz „reform”, które rujnują gospodarkę i do końca uzależniają ją od Niemiec. Pogłoski jakoby Europejski Bank Centralny był już przygotowany na ewentualne wyjście Grecji ze strefy euro, mają chyba tylko tyle do spełnienia, aby postraszyć Greków, by się podporządkowali dyktatowi Niemiec. Tak naprawdę Niemcom zależy, aby Grecja nadal pozostawała w strefie euro, czyli w strefie wpływów i dyktatowi Niemiec. Bowiem greckie obligacje zakupione przez Niemcy stałyby się bezwartościowe. Wykupywanie przez Niemców prywatnych zakładów i gruntów greckich skończyłoby się. W końcu można założyć, że wyjście Grecji ze strefy euro pociągnęłoby za sobą efekt domina i takie kraje jak: Hiszpania, Portugalia, Włochy a nawet Irlandia z chęcią poszłyby za Grecją. Zatem nie można mieć co do tego złudzeń, strefa euro jest tak naprawdę potrzebna Niemcom, bo to bezpośrednia strefa ich wpływów nie tylko gospodarczych, ale nawet politycznych. To nie przypadek, że większość krajów strefy euro bankrutuje, a niemieckie towary znajdują swoje ujście i to po wysokich cenach. Zatem czynnik grecki nadal będzie oddziaływał na euro, a także i na złotego.

EUR/USD - Po silnym umocnieniu dolara nastąpiła konsolidacja, czyli realizacja zysków i oczekiwanie na dalsze wydarzenia, w przedziale wahań 1,1100 – 1,1540 (Wykres: Ośmiogodzinny). Z przyczyń fundamentalnych zakładam, że ta konsolidacja zakończy się wyjściem i przełamaniem dolnego ograniczenia owej konsolidacji.

EUR/PLN – Ta para nadal jest rozchwiana, aczkolwiek jej wahania nieco się uspokoiły, zapewne chwilowo. Bowiem czynniki fundamentalne chwila moment mogą o sobie dać znać i wahania kursu ponownie znacznie wzrosną. Dlatego ustaliłem na wykresie ośmiogodzinnym dolny jej przedział, to poziom 4,1500, a górny aż na poziomie 4,2540.

USD/PLN – Tutaj dochodzi do formacji trójkąta (Wykres: Ośmiogodzinny), który powinien zakończyć się wyjściem kursu jego górną częścią z przyczyn fundamentalnych.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 07.02.2015 r. Analiza tygodniowa od 09.02. do 14.02.2015 r.

W piątek ubiegłego tygodnia pojawiły się najważniejsze dane miesiąca z amerykańskiego rynku pracy. Co prawda bezrobocie minimalnie wzrosło z 5,6% do 5,7%, ale zdecydowanie wzrosło zatrudnienie w sektorze pozarolniczym z 228 tyś. do 257 tyś.. Także w górę poszybowała rewizja odczytu za listopad i grudzień 2014 r. i wyniosła + 134 tyś. nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. Jakby tego było mało po kilku miesiącach wzrosła i to zdecydowanie skala średnich zarobków w USA o 2,2%, czyli najmocniej od sierpnia 2014 r. Takie dobre dane musiały się przełożyć na wzrost kursu dolara względem euro i oczywiście względem złotego. Dlatego kurs pierwszej pary spadł z 1,1450 na 1,1312, a drugiej pary wzrósł z 3,6300 na 3,6820. Zatem zakładam, że w nadchodzącym tygodniu będziemy mieli kontynuację piątkowego ruchu z ubiegłego tygodnia. Bowiem wzrosły nadzieje inwestorów na podwyżkę stóp procentowych w USA już w czerwcu bieżącego roku.

Największym zagrożeniem dla euro niewątpliwie będzie teraz sytuacja polityczno – gospodarcza Gracji. Nowy rząd w Grecji będzie chciał dotrzymać obietnic wyborczych, a to stoi w kolizji z polityką zaciskania pasa i spłaty kolosalnego zadłużenia „Trojce”. Dla Grecji, podobnie jak dla Hiszpanii, Portugalii, czy Włoch pożyteczne jest jak najszybsze wystąpienie ze Strefy Euro. Bowiem przez najbliższe dziesięciolecia te kraje, a szczególnie Gracja nie mają najmniejszych szans wyjścia z kryzysu, który w znacznym stopniu generuje wspólna waluta. Jest ona po prostu dla tych państw za droga. Zatem niewypłacalność Grecji i jej ewentualne wyjście ze Strefy Euro będzie działało niekorzystnie na wspólną walutę. Już Europejski Bank Centralny odciął greckie banki od tanich pożyczek, uznając, że obligacje greckiego rządu nie mogą być już wiarogodnymi instrumentami zabezpieczającymi te pożyczki. Kolejny czynnik osłabiający euro, to niebawem uruchomiony program QE w Strefie Euro. Mówiąc wprost już w marcu wpłynie na europejski rynek walutowy ogromna ilość dodrukowanych, czyli bez pokrycie w gospodarce waluty euro. Zatem trudno się spodziewać umocnienia tej bodajże najgłówniejszej spekulacyjnej waluty świata.

Na polskim rynku walutowym szykuje się, a nawet już jest realizowany, co widać po kursie pary EUR/PLN, spekulacyjny scenariusz sztucznego chwilowego umocnienia polskiej waluty, aby w konsekwencji ją zdecydowanie osłabić. Zatem zakładam bezpodstawne umocnienie złotego być może do poziomu 4,1000 w stosunku do euro, a po kilku tygodniach zdecydowane osłabienie nawet do poziomu 4,5000. Już teraz międzynarodowe spekulacyjne fundusze finansowe (hedgingowe) w znacznych ilościach sprzedają na polskim rynku międzybankowym walutę, szczególnie euro i biorą krótkie w czasie miliardowe kredyty w złotych, aby po znacznym osłabieniu polskiej waluty zainkasować wielomilionowy zysk i oddać kredyty. Podobny atak spekulantów szykuje się także na koronę duńską. Niestety takie ataki się zdarzają i co gorsza z powodzeniem.

EUR/USD – Na wykresie sześciogodzinnym widać, że rynek wchodzi w fazę trendu bocznego, gdzie górne ograniczenie biegnie na poziomie 1,1540, a dolne na poziomie 1,1110. Po ostatnich bardzo dobrych danych z USD należy się spodziewać podążania kursu w okolice dolnego ograniczenia chwilowego bocznego trendu.

EUR/PLN – Na tej parze rynek jest zdecydowanie rozchwiany. Jeżeli nie nastąpi spekulacyjny atak na polską walutę, to najbliższe silne wsparcie mamy zlokalizowane na poziomie 4,1350 (Wykres: Ośmiogodzinny). Wydaje się, że rynek nie ma siły spaść niżej, chyba, że jak wyżej wspominałem dokona tego kapitał spekulacyjny.

USD/PLN – Tutaj rynek wszedł w fazę trendu bocznego z amplitudą wahań od 3,6170 do 3,7980 (Wykres: Sześciogodzinny). Po ostatnich bardzo dobrych danych z amerykańskiego rynku pracy dolar powinien się umocnić w górne okolice tego trendu. Jednakże wszystko będzie zależało od rzeczywistego ataku spekulantów na polski rynek walutowy. Wówczas możemy dołem opuścić w/w. trend.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 31.01.2015 r. Analiza tygodniowa od 02.02. do 07.02.2015 r.

Jak było to do przewiedzenia ubiegły tydzień upłynął nam pod znakiem odreagowania solidnych spadków i złoty był nieco słabszy. Jednakże pod koniec tygodnia ponownie złoty wrócił do łask, a rynki walutowe szukają swoich aktualnych poziomów po ostatnich zawirowaniach.

Po wygranej w Grecji partii Syrizy, euro się osłabiło, a szczególnie po tym, jak Ateny zadeklarowały, że nie wpuszczą inspektorów Unii Europejskiej, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Europejskiego Banku Centralnego do kontrolowania narzuconych im z zewnątrz reform. Czy Grecja wystąpi ze Strefy Euro i czy zostanie umorzony cały jej dług okaże się w najbliższych latach. Nie ulega wątpliwości, że wspólna waluta dla takich krajów jak: Grecja, Hiszpania, czy Włochy stanowi ogromny problem i jest główną przyczyną ich gospodarczej katastrofy.

W ubiegłym tygodniu mięliśmy dość słabe dane PKB z USA. Rynek zakładał Produkt Krajowy Brutto na poziomie 3,0%, a tym czasem było tylko na poziomie 2,6%. To musiało osłabić dolara w stosunku do euro, który został przeceniony z poziomu 1,1110 do 1,1380, by ostatecznie w okolicach 1,1300 znaleźć swój chwilowy poziom równowagi. Taki słaby wynik PKB może spowodować, że FOMC oddali podwyżkę stóp procentowych o kilka miesięcy zaplanowaną na ten rok.

W nadchodzącym tygodniu już w poniedziałek będziemy mieli odczyt PMI ze Strefy Euro , ale dopiero we wtorek poznamy zamówienia na dobra trwałe w USA i te wyniki mogą spowodować większe wahania walut.

W środę 4 lutego poznamy decyzję RPP na temat stóp procentowych w Polsce. Jak już we wcześniejszych analizach wspominałem, Polska jest bodajże jedynym krajem w Unii Europejskiej, który przy panującej deflacji ma drakońskie wysokie stopy procentowe, zawyżone o co najmniej półtora punkta procentowego. Tak wysokie stopy procentowe zdecydowanie hamują rozwój polskiej przedsiębiorczości a z drugiej strony są korzystne dla zagranicznych banków działających w naszym kraju, bo zarabiają na wysokim oprocentowaniu kredytów gospodarczych i konsumenckich. Niewątpliwie lobby bankowe ma zdecydowany wpływ na decyzje RPP i dlatego zakładam, że i w lutym stopy procentowe nie zostaną zmienione i zostaną na bardzo wysokim poziomie. Zatem decyzja RPP nie powinna mieć wpływu na rynki walutowe w Polsce.

W ubiegłym tygodniu mięliśmy, że tak powiem, przed wyborczą kiełbasę dla tych co zadłużyli się we frankach szwajcarskich. Prezes Związku Banków Polskich a właściwie zagranicznych roztaczał perspektywy łagodzenia wysokiego kursu franka szwajcarskiego dla tych co są w tej walucie zadłużeni. Szkoda komentować tych doniesień, bo są one po prostu żenujące. Propozycja polega z grubsza na uldze rzędu 1%, przy 100% stracie dla kredytobiorców. Gdyby nie rok wyborczy, to nawet i takich propozycji nie byłoby. Jeżeli przysłowiowy Kowaliki zaciągnął kredyt we frankach szwajcarskich w 2007, lub 2008 roku, bo w tym czasie było najwięcej udzielanych takich kredytów, po kursie 2,10 PLN, na 30 lat, aby mógł zamieszkać we własnym domu, to teraz po kursie powyżej 4,00 PLN ma stratę bez mała 100 procentową. Teraz rząd, a nawet ZBP proponuje Kowalskiemu ulgę rzędu 1% schodząc z drakońsko wysokich marż bankowych. Przypomnę to co pisałem dwa tygodnie wcześniej. Otóż banki wciskały Kowalskim kredyty we frankach szwajcarskich tak, aby mieli tzw. zdolność kredytową, bo w kredycie złotówkowym większość Kowalskich nie miała, nagminnie łamały prawo. Banki nie informowały Kowalskich o istniejącym ryzyku walutowym związanym ze znacznymi wahaniami kursu, tym bardziej w tak długim czasie (30 lat), ani też nie zapoznawały się z wiedzą i doświadczeniem Kowalskich dotyczących ryzyka walutowego tak, aby móc dopasować odpowiedni do nich produkt bankowy. Zatem wykroczyły przeciwko prawu polskiemu wyrażonemu w ustawie z dnia 29 listopada 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi oraz złamały Rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 28 grudnia 2005 r. w sprawie trybu i warunków postępowanie firm inwestycyjnych oraz banków powierniczych. Także złamały postanowienie MiFID obowiązującego w Unii Europejskiej, a dotyczące obowiązku zbadania i dopasowania odpowiednich produktów bankowych dla klientów. Zysk i chciwość bankowców wzięły górę, a odpowiedzialność z tytułu ryzyka walutowego ponieśli liczni Kowalscy. Tego rodzaju sporawy powinny mieć swój finał w sądach, ale czy przysłowiowych Kowalskich będzie jeszcze na to stać?

EUR/USD – Z technicznego punktu widzenia rynek szuka poziomu stabilizacji, która w obecnej chwili waha się między poziomem 1,1100 a 1,1400 (Wykres: Ośmiogodzinny). Linia oporu trendu biegnie na poziomie 1,1420, zatem nadal mamy trend spadający. Sądzę, że w nadchodzącym tygodniu będziemy się wahali właśnie w tym wyżej wskazanym przedziale.

EUR/PLN – Na tym rynku mamy rzadko spotykany przedział wahań aż od 4,1220 do 4,3380 (Wykres: Dzienny). Nie podobna z dużą dokładnością ocenić jak ten rynek zachowa się w nadchodzącym tygodniu, aczkolwiek szacuję przedział wahań od 4,1700 do 4,2300.

USD/PLN –Zaznaczyłem Linią przerywaną obecnie obowiązujący rosnący trend, który po ostatnich spadkach został zagrożony. Widać wyraźnie, że para szuka aktualnego poziomu wahań, po uspokojeniu się rynku po uwolnieniu kursu franka szwajcarskiego. Ten aktualny przedział wahań szacuje w przedziale 3,7000 – 3,7960 (Wykres: Ośmiogodzinny).

Wszystkie powyższe ustalenia mogą radykalnie ulec zmianie w kierunku znacznego osłabienie euro do dolara i złotego w stosunku do euro i dolara, w wypadku już otwartej zbrojnej interwencji Rosji wobec Ukrainy.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 31.01.2015 r. Analiza tygodniowa od 02.02. do 07.02.2015 r.

Jak było to do przewiedzenia ubiegły tydzień upłynął nam pod znakiem odreagowania solidnych spadków i złoty był nieco słabszy. Jednakże pod koniec tygodnia ponownie złoty wrócił do łask, a rynki walutowe szukają swoich aktualnych poziomów po ostatnich zawirowaniach.

Po wygranej w Grecji partii Syrizy, euro się osłabiło, a szczególnie po tym, jak Ateny zadeklarowały, że nie wpuszczą inspektorów Unii Europejskiej, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Europejskiego Banku Centralnego do kontrolowania narzuconych im z zewnątrz reform. Czy Grecja wystąpi ze Strefy Euro i czy zostanie umorzony cały jej dług okaże się w najbliższych latach. Nie ulega wątpliwości, że wspólna waluta dla takich krajów jak: Grecja, Hiszpania, czy Włochy stanowi ogromny problem i jest główną przyczyną ich gospodarczej katastrofy.

W ubiegłym tygodniu mięliśmy dość słabe dane PKB z USA. Rynek zakładał Produkt Krajowy Brutto na poziomie 3,0%, a tym czasem było tylko na poziomie 2,6%. To musiało osłabić dolara w stosunku do euro, który został przeceniony z poziomu 1,1110 do 1,1380, by ostatecznie w okolicach 1,1300 znaleźć swój chwilowy poziom równowagi. Taki słaby wynik PKB może spowodować, że FOMC oddali podwyżkę stóp procentowych o kilka miesięcy zaplanowaną na ten rok.

W nadchodzącym tygodniu już w poniedziałek będziemy mieli odczyt PMI ze Strefy Euro , ale dopiero we wtorek poznamy zamówienia na dobra trwałe w USA i te wyniki mogą spowodować większe wahania walut.

W środę 4 lutego poznamy decyzję RPP na temat stóp procentowych w Polsce. Jak już we wcześniejszych analizach wspominałem, Polska jest bodajże jedynym krajem w Unii Europejskiej, który przy panującej deflacji ma drakońskie wysokie stopy procentowe, zawyżone o co najmniej półtora punkta procentowego. Tak wysokie stopy procentowe zdecydowanie hamują rozwój polskiej przedsiębiorczości a z drugiej strony są korzystne dla zagranicznych banków działających w naszym kraju, bo zarabiają na wysokim oprocentowaniu kredytów gospodarczych i konsumenckich. Niewątpliwie lobby bankowe ma zdecydowany wpływ na decyzje RPP i dlatego zakładam, że i w lutym stopy procentowe nie zostaną zmienione i zostaną na bardzo wysokim poziomie. Zatem decyzja RPP nie powinna mieć wpływu na rynki walutowe w Polsce.

W ubiegłym tygodniu mięliśmy, że tak powiem, przed wyborczą kiełbasę dla tych co zadłużyli się we frankach szwajcarskich. Prezes Związku Banków Polskich a właściwie zagranicznych roztaczał perspektywy łagodzenia wysokiego kursu franka szwajcarskiego dla tych co są w tej walucie zadłużeni. Szkoda komentować tych doniesień, bo są one po prostu żenujące. Propozycja polega z grubsza na uldze rzędu 1%, przy 100% stracie dla kredytobiorców. Gdyby nie rok wyborczy, to nawet i takich propozycji nie byłoby. Jeżeli przysłowiowy Kowaliki zaciągnął kredyt we frankach szwajcarskich w 2007, lub 2008 roku, bo w tym czasie było najwięcej udzielanych takich kredytów, po kursie 2,10 PLN, na 30 lat, aby mógł zamieszkać we własnym domu, to teraz po kursie powyżej 4,00 PLN ma stratę bez mała 100 procentową. Teraz rząd, a nawet ZBP proponuje Kowalskiemu ulgę rzędu 1% schodząc z drakońsko wysokich marż bankowych. Przypomnę to co pisałem dwa tygodnie wcześniej. Otóż banki wciskały Kowalskim kredyty we frankach szwajcarskich tak, aby mieli tzw. zdolność kredytową, bo w kredycie złotówkowym większość Kowalskich nie miała, nagminnie łamały prawo. Banki nie informowały Kowalskich o istniejącym ryzyku walutowym związanym ze znacznymi wahaniami kursu, tym bardziej w tak długim czasie (30 lat), ani też nie zapoznawały się z wiedzą i doświadczeniem Kowalskich dotyczących ryzyka walutowego tak, aby móc dopasować odpowiedni do nich produkt bankowy. Zatem wykroczyły przeciwko prawu polskiemu wyrażonemu w ustawie z dnia 29 listopada 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi oraz złamały Rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 28 grudnia 2005 r. w sprawie trybu i warunków postępowanie firm inwestycyjnych oraz banków powierniczych. Także złamały postanowienie MiFID obowiązującego w Unii Europejskiej, a dotyczące obowiązku zbadania i dopasowania odpowiednich produktów bankowych dla klientów. Zysk i chciwość bankowców wzięły górę, a odpowiedzialność z tytułu ryzyka walutowego ponieśli liczni Kowalscy. Tego rodzaju sporawy powinny mieć swój finał w sądach, ale czy przysłowiowych Kowalskich będzie jeszcze na to stać?

EUR/USD – Z technicznego punktu widzenia rynek szuka poziomu stabilizacji, która w obecnej chwili waha się między poziomem 1,1100 a 1,1400 (Wykres: Ośmiogodzinny). Linia oporu trendu biegnie na poziomie 1,1420, zatem nadal mamy trend spadający. Sądzę, że w nadchodzącym tygodniu będziemy się wahali właśnie w tym wyżej wskazanym przedziale.

EUR/PLN – Na tym rynku mamy rzadko spotykany przedział wahań aż od 4,1220 do 4,3380 (Wykres: Dzienny). Nie podobna z dużą dokładnością ocenić jak ten rynek zachowa się w nadchodzącym tygodniu, aczkolwiek szacuję przedział wahań od 4,1700 do 4,2300.

USD/PLN –Zaznaczyłem Linią przerywaną obecnie obowiązujący rosnący trend, który po ostatnich spadkach został zagrożony. Widać wyraźnie, że para szuka aktualnego poziomu wahań, po uspokojeniu się rynku po uwolnieniu kursu franka szwajcarskiego. Ten aktualny przedział wahań szacuje w przedziale 3,7000 – 3,7960 (Wykres: Ośmiogodzinny).

Wszystkie powyższe ustalenia mogą radykalnie ulec zmianie w kierunku znacznego osłabienie euro do dolara i złotego w stosunku do euro i dolara, w wypadku już otwartej zbrojnej interwencji Rosji wobec Ukrainy.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 24.01.2015 r. Analiza tygodniowa od 26.01. do 31.01.2015 r.

Jak w ubiegłym tygodniu przewidywałem korektę, która stała się faktem, tak w nadchodzącym przewiduję odreagowanie rynku po korekcie. Jednakże nie przewidziałem aż takiej silnej reakcji i tak głębokiej korekty na parze EUR/PLN, bo aż kilkunastogroszowej, po decyzji Europejskiego Banku Centralnego. Zakładałem, że rynek już zdyskontował jedyną decyzję jaką mógł podjąć EBC, w sprawie QE, ale szkopuł polegał na tym, że program QE miał wynosić 50 mld euro miesięcznie, a został zmodyfikowany do 60 mld . Stąd tak silna reakcja po ogłoszeniu tego programu. Mimo wszystko do końca to nie tłumaczy przecenę euro w stosunku do złotego w zaledwie dwa dni aż o 13 groszy. Jednym sensownym wytłumaczeniem może być to, że analitycy BGK tak doradzili obecnemu rządowi, że jest to idealna sytuacja, aby na rynek rzucić miliard, a może i dwa miliardy euro, tylko po to, aby sztucznie zbić wysoki kurs euro do polskiej waluty. Bowiem w ten weekend odbywają się wybory w Grecji, a sondaże jednoznacznie wskazują na zwycięstwo lewicowej partia Syriza, która w programie zapowiada koniec polityki reform i oszczędności oraz renegocjację warunków dotyczących pomocy udzielanej przez Europejski Bank Centralny, Komisję Europejską i Międzynarodowy Fundusz walutowy. Jeżeli rzeczywiście partia Syriza wygra te wybory, to w nadchodzącym tygodniu będziemy mieli odreagowanie. Problem w tym tylko jakie. Będzie to zależało od wyników wyborów. Jeżeli Syriza uzyska takie poparcie, że będzie mogła sama sprawować władzę w Grecji, to niewątpliwie odreagowanie będzie znaczące i możemy powrócić do kursu z przed decyzji EBC o uruchomieniu programu QE. Dlatego ostatnie dwa dni ubiegłego tygodnia zostały tak skwapliwie wykorzystane przez obecny rząd w Polsce. Jeżeli Syriza nie uzyska tak znaczącego poparcia i będzie musiała stworzyć koalicję, wówczas odreagowanie rynku walutowego będzie mniejsze i krótsze w czasie.

W czwartek ubiegłego tygodnia Europejski Bank Centralny przyjął program QE (Quantitive Easing, czyli luzowanie ilościowe), który ma pomóc w walce z opanowującą strefę euro deflacją i osłabić euro względem dolara. Polega to na dodruku ogromnych ilości pieniędzy, bo na przestrzeni półtora roku aż 1,1 bln euro i skupowaniu obligacji krajów strefy euro. Dzięki zwiększonemu popytowi na instrumenty dłużne spada ich stopa oprocentowania, a banki otrzymują znaczną ilość gotówki, którą mogą przeznaczyć na zwiększoną akcję kredytową. Skutkiem programu ma być ożywienie gospodarcze. Taki manewr już kilka lat wcześniej zastosowały Stany Zjednoczone i teraz powoli wychodzą z kryzysu. Czy uda się to strefie euro, osobiście w to wątpię, bo europejscy politycy i bankowcy w przeciwieństwie do amerykańskich to kosmopolici i nawet bilion pustego euro nie wystarczy, aby ożywić gospodarkę w strefie euro. Mimo wszystko euro będzie długoterminowo spadać w stosunku do dolara i bynajmniej nie tylko z tego powodu, że został uruchomiony program QE, ale z nade wszystko z tego powodu, że w USA w bieżącym roku zostaną podwyższone stopy procentowe. Już w środę nadchodzącego tygodnia mamy konferencję FED, w której najprawdopodobniej zostanie potwierdzona polityka dotychczasowych założeń polityki pieniężnej, o podwyżce stóp procentowych, jak się przewiduje w czerwcu 2015 r.

Analitycy bankowi, jak jeden mąż, przewidują umocnienie złotego w całym 2015 r. W stosunku do euro poniżej 4,20, w stosunku do dolara średnio na poziomie 3,67, a w stosunku do franka szwajcarskiego nawet do 4,00 PLN. Jestem bardzo podejrzliwy wobec takich prognoz, bo wiem, że pracują dla swoich zagranicznych pracodawców i dlatego ich prognozy muszą być uspakajające dla klientów banków w Polsce, by międzynarodowy kapitał spekulacyjny przy wsparciu rządu PO-PLS , mógł spokojnie grasować po krajowym rynku walutowym. Takie prognozy stoją bowiem w sprzeczności z eskalacją działań wojennych na wschodzie Ukrainy i błędem jest zakładać, że sytuacja w tym regionie Europy się uspokoi. Podobnie błędem jest, że pomimo ponad bilonowego dodrukowanego pustego pieniądza, strefa euro wyjdzie z kryzysu, z deflacji i pobudzi gospodarkę. To proces długotrwały i polegający przede wszystkim na zmianie myślenia, a co za tym idzie działania, a nie tylko na dodrukowaniu pieniędzy.

W Polsce podobnie jak na zachodzie Europy, mamy deflację z tą różnicą, że tam miej więcej wysokość głównej stopy jest adekwatna do inflacji, obecnie deflacji. Tak dla przykładu w Szwajcarii mamy -0,75% i zapowiadana jest jeszcze niższa. Natomiast w Polsce główna stopa procentowa wynosi aż 2%, przy podobnej deflacji. Szacuję, że o koła 1,5% jest ona zawyżona, a to z tego powodu, że Rada Polityki Pieniężnej pod przewodnictwem prezesa NBP Marka Belki bardziej służy międzynarodowemu kapitałowi spekulacyjnemu (poniekąd jest to na rękę rządowi PO-PSL z powodu ogromnego długu denominowanego w walutach obcych), niż narodowej gospodarce. Każdy normalny kraj, każdy normalny rząd bardzie dba o niski kurs swojej waluty, bo w ten sposób pobudza rodzimą gospodarkę (eksport), w przeciwieństwie do podległych i zależnych od obcych rządów, jak mamy to w naszym kraju.

EUR/USD – Na wykresie dziennym możemy zaobserwować zbyt silne potwierdzenie trendu na umocnienie dolara, co może z psychologicznego punktu widzenie powodować odreagowanie i drobną korektę, spowodowaną realizacją zysków. Jednakże już w środę będziemy mieli najprawdopodobniej potwierdzenie siły amerykańskiej gospodarki i dolar powinien ponownie podążać na południe.

EUR/PLN – Rynek jest tutaj niezwykle rozchwiany i przekroczył techniczną granicę szerokości wahań wynoszącą od 4,2480 do 4,3990 (Wykres: Ośmiogodzinny). Bowiem ubiegły tydzień zakończył się na poziomie 4,2000. W zależności od wyników głosowania w Grecji zakładam szeroki przedział wahań od 4,2000 do 4,3200.

USD/PLN – Pomimo znacznych wahań kursu, obecny rosnący trend jest niezagrożony. Tutaj zakładam przedział wahań od 3,7000 do 3,8350 (Wykres: Sześciogodzinny).
Mariusz Kierasiński.
Dnia 17.01.2015 r. Analiza tygodniowa od 19.01. do 24.01.2015 r.

Szok, zaskoczenie i niedowierzanie, szczególnie tych, co mają kredyty we frankach szwajcarskich po decyzji SNB o uwolnieniu kursu szwajcarskiej waluty.

Najpierw wojna Rosji z Ukrainą, potem zawirowania wokół rubla i przecena ropy. Dwa tygodnie temu przegrane referendum w Szwajcarii w sprawie zwiększenia rezerw złota, aby waluta szwajcarska była stabilna. Teraz uwolnienie kursu franka szwajcarskiego wstrząsnęły podstawami finansowymi świata. Niewątpliwie nie jest to koniec wydarzeń jakie jeszcze nas czeka. Są to zapowiedzi, rzeczy przyszłych o wiele gorszych i bardziej druzgoczących od obecnych. Oto znaki czasu, gdzie na naszych oczach wali się świat liberalno – lewicowy, który nieskończonym szeregiem błędnych decyzji; w prawodawstwie, finansach, w obyczajowości moralnej, prowadzi świat ku katastrofie wojennej.

Szczerze współczuję tym wszystkim, którzy kilka lat temu dali się namówić przez bankowców, aby swoje nieruchomości sfinansowali z kredytów we frakach szwajcarskich. Obecnie nie widzę możliwości zejścia kursu franka poniżej 4,00 PLN. Po uwolnieniu kursu franka, waluta szwajcarska na długo będzie notowana powyżej kursy euro. Jeżeli przewiduje na 2015 r. średni kurs euro w okolicach 4,5000PLN, to franka w okolicach 5,0000 PLN. Już taki kurs w panice był zaatakowany w dzień uwolnienia franka. Jeżeli kredytobiorca, przysłowiowy Kowalski ma prawo nie znać się na skali wahań kursów walut, tym bardziej obcej waluty, oferowanej mu przez bankowców, to bankowcy, a tym bardziej ich szefowie i analitycy bankowi musieli zdawać sobie sprawę ze skali ryzyka i ponoszą moralną, a także prawną odpowiedzialność za błędne decyzję. Bowiem od tego są analitycy bankowi, bardzo wysoko opłacani finansowi fachowcy, aby przewidzieć skale wahań kursu. Otóż ci analitycy bankowi badają kursy walut, akcji itp. na przestrzeni 100, tak 100 lat. Doskonale zdają sobie sprawę, że jeżeli kredytobiorca bierze kredyt na 30 lat, to normalną jest rzeczą w tak długim okresie stuprocentowe , a nawet większe wahania. Pomimo tego w czasie kiedy szwajcarska waluta była niedoceniona, a polska sztucznie przeceniona, nie zawahali się proponować niezwykle ryzykowne instrumenty finansowe ludziom zgoła w tej materii nieobytym. Wykroczyli przeciwko prawu polskiemu, wyrażonemu w ustawie z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi oraz Rozporządzeniu Ministra Finansów z dnia 28 grudnia 2005 r. w sprawie trybu i warunków postępowania firm inwestycyjnych oraz banków powierniczych, a także wobec unijnego rozporządzenia MiFID. Mianowicie, na instytucjach finansowych, bankach ciąży obowiązek zweryfikowania na piśmie doświadczenia i znajomość rynku finansowego, w tym wypadku walutowego klienta i dopiero po takim zweryfikowaniu, zaproponować klientowi adekwatne do jego doświadczenia i wiedzy instrumenty finansowe. Zdecydowana większa część kredytobiorców nie ma zielonego pojęcia o skali wahań walut w długim okresie czasu, a tym bardziej o skomplikowanych instrumentach finansowo – bankowych. Nie spodziewam się, aby obecny rząd, a tym bardziej banki, w główniej mierze zagraniczne, bo polski sektor bankowy upadł przy walnej pomocy l. Balcerowicza, coś w tej sprawie zrobił. Kredytobiorcą pozostaje jedynie pozywać banki do sądów na podstawie prawa wyżej wskazanego prawa.

Narodowy Bank Szwajcarii skapitulował, po nieudanym referendum w sprawie zwiększenie rezerw złota i skali wielu set miliardów zakupionych małowartościowej unijnej waluty euro, tylko po to aby utrzymać kurs 1,20 w stosunku do euro. Może to zachwiać zaufaniem do światowego systemy bankowego. Bowiem tajemnicą poliszynela jest, że właściwie każdy bank jest bankrutem w tym znaczeniu, że posiada więcej depozytów, czyli ludzkich oszczędności niż możliwości ich spłacenia w całości. Dlatego coraz częściej zdarzają się miliardowe dofinansowania dużych banków przez poszczególne rządy i narodowe banki dodrukowaniem pustego pieniądza.

W czwartek 22 stycznia, mamy kolejne posiedzenie ECB i decyzji o stopach procentowych w strefie euro oraz programie QE. Sam program QE jest już w cenie, bowiem inwestorzy zakładają że zostanie on uruchomiony. Będzie kolejną katastrofą, jeżeli ten program nie zostanie uruchomiony i przełożony na kolejne miesiące. Bowiem między innymi i ta kwestia zdecydowała, że SNB zdecydował o uwolnieniu kursu franka. Można się spodziewać obniżenia stóp procentowych, aby pobudzić upadającą gospodarkę strefy euro.

W nadchodzącym tygodniu spodziewam się względnego uspokojenia na rynkach walutowych, bowiem po każdej burzy przychodzi spokój. Jak w dzień uwolnienia kursu franka szwajcarskiego, szybko powstał huragan, który wszystko zmiatał na swojej drodze, tak w następnym dniu już tylko ostro wiało, a w kolejnych dniach, jak mniemam, zagości cisza. To nie znaczy, że za tydzień, dwa, trzy, znowu coś nie wybuchnie.

CHF/PLN – Z reguły ten rynek nie analizuje, ze względu na stosunkowo mały przepływ gotówkowy na krajowym rynku walutowym. Jednak po ostatnich zawirowaniach wydaje się to oczywiste. Otóż na wykresie tygodniowym, czyli prawie sześcioletnim widać długi trend boczny, szczególnie po decyzji SNB o przywiązaniu kursu franka do euro w stosunku 1,20. Teraz ta decyzja okazała się bardzo brzemienna w skutkach, a dla wielu ludzi katastroficzna. Dynamika wyłamania się kursu z trendu bocznego jest niespotykana w dziejach. Zakładam, że na długie lata frank szwajcarskie będzie droższą walutą niż euro.

EUR/USD – Tutaj mamy niezagrożony trend na umocnienie dolara. Jednak po ostatnim niezwykle burzliwym tygodniu, spodziewam się korekty i osłabienia dolara względem euro.

EUR/PLN – Na tym rynku mamy znaczne wahania kursu, aczkolwiek po ostatnich wzrostach euro w stosunku do złotego spodziewam się chwilowej korekty.

USD/PLN – Ten rynek od kilku miesięcy cechuje się niezachwianym wzrostowym trendem, ale w nadchodzącym tygodniu wyczekuję korekty.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 10.01.2015 r. Analiza tygodniowa od 12.01. do 17.01.2015 r.

Na polskim rynku walutowym pod koniec ubiegłego tygodnia zagościła nam korekta. USD/PLN spadł poniżej poziomu 3,6000, a EUR/PLN do poziomu 4,2550. Nie sadzę aby zbyt długo utrzymała się ta tendencja, tym bardziej, że kapitał spekulacyjny jest raczej bardziej zainteresowany dolarem z powodu dobrych wyników na amerykańskim rynku pracy i przede wszystkim perspektywy podwyżek stóp procentowych w USA. Natomiast w Polsce już w nadchodzącym tygodniu w środę będzie podany kolejny komunikat RPP o wysokości naszych stóp procentowych. Rynek oczekuje spadku głównej stopy o przynajmniej 25 punktów bazowych. Jednakże RPP bardziej jest ciałem politycznym , aniżeli gospodarczym, przynajmniej o tym świadczą jej decyzje. Zatem trzeba być przygotowanym na to, że stopy procentowe w Polsce w styczniu mogą się jeszcze nie zmienić. Niezależnie od upolitycznienia RPP pod przywództwem prezesa NBP Marka Belki redukcja stóp procentowych w Polsce w 2015 r. jest przesadzona. Mamy bowiem najwyższe stopy procentowe w całej Europie przy spadającej inflacji, a nawet zagrażającej nam deflacji.

Najważniejszym wydarzeniem ubiegłego tygodnia było podanie wyników z amerykańskiego rynku pracy. Bezrobocie w USA spadło do 5,6% z 5,8% i przybliżyło się do 5,5% zakładanego przez FED jako bezpiecznego. Natomiast przybyło nowych miejsc pracy poza rolnictwem o 253 tyś. wobec oczekiwanych 240 tyś. Te dobre popsuła tylko dynamika płacy godzinowej. Bowiem brak wzrostu wynagrodzeń w skali dwóch miesięcy oznacza, że gospodarka USA nie doświadczyła presji płacowej, która skłoniłaby FED do przyspieszenia decyzji o podwyżce stóp procentowych.

Reasumując powyższe dane trzeba przyznać, że gospodarka USA jest niejako skazana na sukces wobec trudności jakie ma strefa euro i Japonia. W USA należy się spodziewać podwyżki stóp procentowych, a w strefie euro obniżki, w tym także i w Polsce. Zatem międzynarodowy kapitał spekulacyjny przemieszcza i nadal będzie się przemieszczał do Stanów Zjednoczonych, co niekorzystnie odbije się na strefie euro i Polsce.

EUR/USD – Rynek pomału zaczyna się nam korygować, aczkolwiek nieśmiało. Po tak znacznych spadkach, czyli umocnieniu dolara to normalne, tym bardziej bo doszliśmy do dolnej linii trendu, czyli do silnego wsparcia na poziomie 1,1800. Biorąc jednak pod uwagę dobre dane z amerykańskiego rynku pracy należy się spodziewać kontynuacji trendu na umocnienia dolara i przełamanie w/w. wsparcia (Wykres: Tygodniowy).

EUR/PLN – Pomimo znacznej korekty należy się spodziewać osłabienia polskiej waluty. Niezależnie od wszystkiego mamy bardzo rozchwiany rynek, a przedział wahań powinien być w przedziale 4,2500 – 4,4000 (Wykres: Tygodniowy).

USD/PLN – korekta jaka zagościła pod koniec ubiegłego tygodnia w niczym nie zmieniła obrazu tendencji na tym rynku. Umocnienie dolara względem złotego to kwestia czasu.
Mariusz Kierasiński.
Dnia 03.01.2015 r. Analiza tygodniowa od 05.01. do 10.01.2015 r.

Za nami dość ciekawy rok, a szczególnie jego końcówka, gdzie doszło na polskiej walucie do rzadko jak na taką skalę spekulacji. Zazwyczaj bywa tak, że polska waluta pod koniec roku umacnia się, a to z tego powodu, że rząd wyprzedaje waluty, a szczególnie euro na krajowym rynku walutowym w celu umocnienia rodzimej waluty, by w ostatnich dniach roku wykazać mniejsze zadłużenie denominowane w walutach obcych. Oczywiście cała operacja jest sztuczna i daje tylko solidną pożywkę dla międzynarodowego kapitału spekulacyjnego, ale w wymiarze propagandowym działa. Przeciętny Kowalski nie wie ile miliardów euro poszło w dym, czyli przechwycili spekulanci, ale dowiaduje się, że oto w cudowny sposób zmniejszyło się polskie zadłużenie w walutach obcych. A to, że po kilku tygodniach kurs wraca do poprzedniego poziomu i polskie zadłużenie rośnie to już nie ma znaczenia. Propagandowy cel został osiągnięty.

Pod koniec ubiegłego roku w mediach nie słyszeliśmy o cudownym zmniejszeniu polskiego długu w walutach obcych, bo międzynarodowy kapitał spekulacyjny, że tak powiem, połamał nogi rządowym spekulantom i osłabił złotówkę do od dawna niespotykanych poziomów. Poza spekulacją, przyczyniło się do tego kosmopolityczne nastawienie Rady Polityki Pieniężnej, która pomimo zagrażającej nam deflacji, sztucznie utrzymuje prawie najwyższe stopy procentowe w całej Europie. W większości krajów europejskich stopy procentowe wahają się od 0,0% do 0,75%, a w Polsce aż 2%. Tajemnicą poliszynela jest to, że za tak wysokimi stopami stoją zagraniczne banki działające w Polsce. Bowiem transferując znaczne środki pieniężne z Polski, przez zawyżone stopy procentowe mogą, owy transfer przedłużać na kolejne lata, podnosząc marże za swoje usługi bankowe. Tu także przeciętny Kowalski nie wie, ile Polska traci na tym, że upadł polski system bankowy. Za słabością polskiej waluty stoi także międzynarodowa sytuacją, a szczególnie to co dzieje się w Gracji i w Rosji. Bowiem inwestorów spekulacyjnych można porównać do szczurów, które wyczuwają zagrodzenie pierwsze uciekają z tonącego okrętu. Zatem w 2015 r. nie spodziewam się mocnej złotówki , ani też mniejszych wahań. Na centralnej parze (EUR/USD) może dojść do ich zrównania z powodu taniejących surowców, a szczególnie ropy oraz narastającej groźby wybuchu wojny, wywołanej przez Rosję.

EUR/USD – na tej parze trend malejący ma się jak najlepiej i nie zwalnia swojego rozwoju. Oczywiście trzeba wliczyć, raczej drobne korekty, ale perspektywa jest jasna, zrównanie kursu dolara w stosunku do euro. Najbliższym wsparciem, gdzie może dojść do korekty to poziom 1,1850, a opór na tą chwilę jest nieosiągalny przy poziomie 1,2700 (Wykres: Tygodniowy).

EUR/PLN – znaczne wahania pod koniec ubiegłego roku z tendencją na osłabienie polskiej waluty spowodowały, że kurs wybił się górą z trwającego od połowy 2013 r. trendu poziomego. (Wykres: Tygodniowy). Teraz mamy solidną korektę ostatnich maksymalnych kursów. Spodziewam się, że po jej zakończeniu ponownie będziemy świadkami ataku na poziom 4,4000.

USD/PLN – od pół roku mamy rozwijający się trend rosnący. Po krótkiej stabilizacji na poziomach 3,3500 – 3,4000, nastąpiła silna kontynuacja obecnego trendu, gdzie przecena złotego względem dolara sięgnęła aż 20 groszy. Już na poziomie 3,6500 mamy dość silny opór, a wsparcie jest dopiero na poziomie 3,3900 (Wykres: Dzienny). Zatem spodziewam się ataku na strefę oporu.
Mariusz Kierasiński